Jakoś tak się zadziało, że w ciągu ostatnich kilku lat cichaczem do świątecznych dekoracji dołączyły skandynawskie skrzaty. Takie w sumie dziwne, niepozorne, w czapkach naciągniętych po sam nos. Czy na pierwszy rzut oka kojarzące się ze Świętami? Nie wiem, a nawet śmiem wątpić. Nie przypominające elfów z amerykańskich filmów o Mikołaju. A jednak są już wszędzie i zadomowiły się koło naszych choinek na dobre. Nawet u nas, po naciskach Juniorki, Julenissen zamieszkały.

Szczęśliwie ostatnie prezenty gwiazdkowe dzisiaj odebrałam, więc czy to Gwiazdor czy to gnomy to będą mieli co pod drzewko podkładać.