Dlaczego nie zrobię sobie tatuażu

Swego czasu, gdy nie miałam tylu „ważnych” spraw na głowie to lubiłam oglądać serial/dokument o tatuażystach z LA czy Miami. To nie były zwykłe dziary, to często były dzieła sztuki umieszczone na ludzkim ciele. W sumie mogłabym mieć jeden subtelny, kobiecy tatuaż. Latem widziałam kobietę z pięknym motylem wytatuowanym tuż nad kostką, dodawał jej zmysłowości… Ale, jest jedno duże ale w moim przypadku. Jestem dosyć niestała jeśli chodzi o projekty graficzne opisujące mnie 😉 Co najlepiej widać po tym jak co chwilę zmienia się wygląd bloga 😉 Właśnie teraz też mnie „olśniło”, że mój blog to w ogóle powinien inaczej się nazywać 😉 Nagle wpadła mi dziś do głowy nazwa idealnie określająca mnie, a mniej wydumana niż ta, z którą funkcjonuję 😉 Jednak zmiana domeny to dla mnie zbyt trudna rzecz więc możecie się spodziewać innych zmian graficzno – tytułowych 😉

Sycylijski klimat to to nie jest

Wieje niemożebnie. Pół nocy nieprzespane bo wyje, huczy, dosłownie słychać pęd powietrza. Taki wiatr to zawsze strach, że przewróci jakieś drzewo, że zerwie coś z dachu, że coś się nabroi. Do tego co jakiś czas pada, przy tym wietrze pada poziomo. Dziś WOŚP, już drugi z moim udziałem ograniczającym się do wpłaty na konto. Za to Mężu od rana do późnego popołudnia z Morsami się udziela. Chociaż po prawdzie to uważam, że to nie jest pogoda by nad jeziorem sterczeć 7 czy 8 godzin… Upiekłam muffinki na ich stoisko. Ale nie wziął. Nie wiem czy dlatego, że nie były zapakowane czy wytrąciło go z równowagi kilka słów prawdy, które rano usłyszał… Ciekawe czy wziął ogórki kiszone do chleba ze smalcem?

Nie ważne. Jestem dość wzburzona. W takim nastroju zaczęłam ferie i w takim je kończę. Przykre trochę. To więc uciekam myślami w śródziemnomorskie klimaty. Czasami oglądam „Jestem z Polski”. Fajnie tak zobaczyć jak się rodaczkom żyje w innych krajach. Gdy oglądałam odcinek, w którym córka moich znajomych oprowadzała po Jokohamie to myślałam tylko, że fajnie by kiedyś było odwiedzić to miasto. W piątek program gościł na Sycylii. Gdy Paulina pokazała dom na sprzedaż za mniej więcej 200 tysięcy złotych (tak, „tylko” tyle), którego okna sypialni z jednej strony wychodziły na typową włoską uliczkę, a z drugiej strony na morze to miałam ochotę wstać, spakować walizki i tam pojechać. Nie żeby zwiedzić, tylko właśnie taki dom kupić i tam zamieszkać. W końcu nie po to pod koniec studiów (trochę w żartach, trochę nie) planowałyśmy z koleżanką by za 10 lat mieszkać we Włoszech i nie po to tłukłam swego czasu włoskie rozmówki by siedzieć na tym polnym wywiejowie. Ale cóż, odwagi mi brak na tak radykalne zmiany więc pozostaje naciągnąć lepiej czapkę na uszy i trwać…

Kosmetyczne must have z 2021

Kosmetycznych wpisów u mnie mało, ale i ja dziś się dołączę ze swoimi ulubionymi, odkrytymi w ubiegłym roku. Chociaż wszystkie kosmetyczne cuda to mimo wszystko często indywidualna sprawa i szereg parametrów sprawia, że jednemu pasują a drugiemu nie 😉

1. Baza pod cienie Avon Mark – dla mnie trafiona w dziesiątkę, przy mojej tłustej cerze bardzo dobrze przez cały dzień trzymają cień na miejscu

2. Puder matujący Avon Mark – nie roluje się, w miarę dobrze matowi, ładnie wygląda na twarzy to znaczy nie rzuca się w oczy

i tylko szkoda, że chyba oba kosmetyki Avon już wycofał 😦 więc będę musiała znaleźć sobie nowe bo cienie bez bazy u mnie nigdy się nie trzymały…

3. Czarne mydło Dudu-Osun – używam go do twarzy już kilka lat (nie jest więc odkryciem), ale świetnie na moją cerę działa.

4. Szampon balansujący Eveline – od lat szukam dobrego szamponu do włosów przetłuszczających się (niestety w ostatnich latach typowo takich brakowało w ofertach), ten jest dedykowany skórze przetłuszczającej się i normalnej, a efekty jego działania są u mnie całkiem dobre.

5. Kuracja nawilżająca do włosów Isana Anti-Frizz – kosmetyk, który z opisu nie powinien sprawdzać się na moich włosach. Ale znalazłam go w jakimś artykule o włosach elektryzujących się, niestety w zimę strasznie walczę z elektryzowaniem. Kupiłam i faktycznie pomogła. Stosuję w niewielkich ilościach, czasami na mokre, czasami na suche włosy. Stosuję nawet na Juniorkowe włoski.

6. Ananasowy antyperspirant Ziaja – nie lubię ananasa, szczególnie smaku, ale ten antyperspirant polubiłam na tyle, że kupiłam kolejną buteleczkę 🙂

7. Lekki krem Ziaja Baltic – zawsze na swojej tłustej cerze doceniałam działanie alg, a i ten krem dotleniająco – nawilżający ma je w swoim składzie. Moja skóra różnie toleruje kremy, nawet te które niby są dla takiej dedykowane, ale ten się sprawdza i w zasadzie jeżeli używam kremu (bo często lepiej mojej skórze bez takich specyfików) to teraz już tylko tego.

8. Suche dłonie i spierzchnięte usta – tylko i wyłącznie Neutrogena już od lat.

A odwiedzając w tym tygodniu drogerię zauważyłam, że coś się ruszyło w ofercie szamponów do włosów przetłuszczających się, a że nie często teraz osobiście odwiedzam drogerię wzięłam do testowania od razu dwa 😉

  1. Zielony szampon Dermaglin – z zieloną glinką, jestem po pierwszym użyciu i efekt był, włosy dobrze oczyszczone, puszyste i podniesione od skóry. Może na dłuższą metę będzie to mój must have…
  2. Tołpa. Dermo Hair. Przetłuszczanie – tego jeszcze nie próbowałam, ale ma redukować wydzielanie sebum o 7% już po pierwszym użyciu… zobaczymy…

Patykiem po wodzie

Takie dziwne te czasy są, że planować niczego teraz nie można. Juniorka miała w tym tygodniu pojechać z rewizytą do kuzynki by pobawić się wspólnie rodzinkami Sylvanianów, ale żona kuzyna przyniosła do domu Covid więc nici z wyjazdu. Został przełożony na bliżej nieokreślony weekend, ale dziewczynki zawiedzione… Chorowali już na Covid prawie rok temu, ale to idealny przykład na to, że ta choroba zostanie z nami na dłużej, może na zawsze, co najwyżej straci na zakaźności i konsekwencjach.

Codzienne doniesienia o napięciu na granicy ukraińsko – rosyjskiej nie przynoszą nic dobrego. Niby daleko, niby nas nie dotyczy, ale Świat stał się już taki mały… na początku 1939 też pewnie nikt nie myślał o wojnie światowej. Nie snuję tu czarnych scenariuszy, po prostu taka myśl w obliczu całego zła, które dzieje się wokół… wszak w codziennym myśleniu Charków i dla mnie jest bardzo odległym miastem, poza tym cały czas mam nadzieję, że to tylko takie prężenie muskułów przez Putina…

W szkołach znowu nauka zdalna. Bez wątpienia nie jest to dobra forma nauki. Ale cóż począć jak w większości szkół obostrzenia sanitarne to fikcja, która może funkcjonować jedynie na papierze, a nie w realnych warunkach bo to po prostu niewykonalne. I ten równy podział w podstawówkach 😉 śmiechu warte…

Były światełka dla Pani Izy, dziś są światełka dla Pani Agnieszki [*] takie to wszystko smutne i przerażające.

Wykluczenie komunikacyjne

Czasy, takie że przemieszczanie po świecie staje się coraz łatwiejsze, szybkie samochody, jeszcze szybsze pociągi, samoloty. Czas podróży też się skraca. Z dostępnością nie ma generalnie problemu. Właśnie, generalnie nie ma… świat w zasięgu ręki. Ale akurat w weekend przeczytałam tutaj reportaż o wykluczeniu komunikacyjnym, które od jakiegoś czasu obserwuję na własnym „podwórku”. Gdy chodziłam do szkoły średniej czy w trakcie studiów nie było problemu z dojazdem do miasta. Mieszkałam w miejscowości oddalonej zaledwie 10km od miasta i autobusów jeździło dużo, oczywiście z wyjątkiem godzin nocnych. Gdy zamieszkałam tutaj, 16 km od tego samego miasta tylko z innej jego strony, przez wieś jeździł autobus PKS (chociaż podobno już w dużo mniejszej częstotliwości niż za czasów, w których Małżu chodził do szkoły). Od jakiegoś czasu jeździ tu jedynie jakiś prywatny przewoźnik (4 czy 5 razy w ciągu doby!) W tym momencie brak porządnego publicznego środka transportu niespecjalnie nam przeszkadza ponieważ jeździmy własnymi samochodami. Juniorka póki co do szkoły jeździ ze mną, a nawet gdyby chodziła do podstawówki w obwodzie to gmina zapewnia dzieciom transport i tak to działa w większości, a pewnie nawet w całej Polsce. Problem dla dzieciaków pojawia się gdy zaczynają chodzić do szkoły średniej, bo tu zaczyna się ogromny problem z dojazdem, o którym opowiada chłopak z reportażu. Też się zastanawiam jak to będzie gdy Juniorka pójdzie do szkoły do miasta. Do przystanku, z którego odjeżdża większa liczba autobusów są 3 km, autobus ze swoimi przystankami i prędkością do centrum miasta jedzie przez godzinę (gdy samochodem ten odcinek pokonuje się w 25 minut). Mimo, że autobus z tego przystanku jeździ częściej to jednak częstotliwość jest dużo, dużo mniejsza niż autobusów komunikacji miejskiej. Wszystko to znacznie wydłuża czas jaki jest potrzebny na dojazd do szkoły i powrót do domu. Między 15 a 18 rokiem życia będzie pewnie miała ciężko z dojazdami. Na 18-tkę obowiązkowy prezent to pieniądze na egzamin na prawo jazdy i pierwsze auto (o ile będzie nas stać). Mieszkając kawałek poza miastem osoby nie posiadające prawa jazdy w obecnych czasach faktycznie są wykluczone, a przynajmniej mocno ograniczone pod względem możliwości poruszania się pomiędzy miejscowościami.

Autonomia w związku

Nie jestem zwolennikiem kurczowego trzymania się razem na każdym kroku. Każdy ma inne potrzeby, hobby, inną energię i nie powinno się tego tłamsić. Dlatego mój Mąż sam wybrał się dwukrotnie na Rysy, ogarnia różne imprezy charytatywne z morsami, jeździ z motocyklistami (gdy ja nie mogę), a w zeszłym roku znalazł sobie kolejne hobby, które zabiera sporo czasu i jak dotąd pieniędzy też. Ale w tym tygodniu ostro mnie zdenerwował swoim wyjazdem na narty z moim kuzynem. Ignorując zeszłotygodniowe problemy z nadciśnieniem i ilość zachorowań na koronę w Zakopcu… Pojechał, bo już dwa sezony nie był! Bo musi zaszaleć na Harendzie, powygłupiać się na Szymoszkowej, a na Witowie popróbówać snowboardu. Dziś są jego 47 urodziny i nie spędzamy ich razem. I jak tak sobie prześledzę to wszystko to dochodzę do wniosku, że to kryzys wieku średniego.

A ja dziś zaliczyłam przygodę… Pojechałam z Juniorką na zakupy, Babcia została w domu (całe szczęście, bo inaczej byśmy przechowania po rodzinie szukały). Gdy wyjeżdżałam brama bez problemu się otworzyła i zamknęła, śniegu jest mało więc kółka i szyna, po której się przesuwa nie są zapchane. A jak wróciłam to ruszyła na 10 cm i się zatrzymała. Próbowałyśmy otwierać innym pilotem w nadziei, że w moim rozładowała się bateria. Chciałyśmy otworzyć skrzynkę sterowniczą i odłączyć zasilanie, ale Babci nie udało się otworzyć skrzynki. Nożem wygrzebałyśmy te niewielkie ilości śniegu, które były na szynie. I nic. Nie wygląda też by brama spadła z szyny. Samochód zostawiłam na podjeździe. Babcia otworzyła drzwi przez budynki gospodarcze żebyśmy mogły wejść na podwórko i do domu. Uf. Ale gdyby Małżu był w domu to by zaistniałą sytuację rozwiązał lepiej niż my…

Pfizerek

…(bo dla młodszych dzieci dawka jest pomniejszona więc tak go pieszczotliwie nazywam 😉 ) przyjęty po raz drugi wczoraj przez Juniorkę. O ile przy pierwszej dawce o bólu ręki wspominała tak druga przeszła gładko. Gdy wróci do szkoły po feriach to praktycznie będzie miała zakończoną „produkcję” przeciwciał. Oczywiście jakieś obawy przed szczepieniem miałam, ale dla mnie zaszczepionej potrójnie bilans mógł być tylko jeden. A pacjentka była bardzo dzielna do tego stopnia, że wczoraj to już się rządziła w gabinecie 😉 drygując wyborem plastra 😉

A chcąc jej zrobić przyjemność ogarnęłam dziś Amazona i złożyłam pierwsze zamówienie na niedostępną u nas rodzinkę piesków, a przy okazji w bardzo przystępnej cenie już na zaś 😉 wzięłam rodzinkę rudych pand z Sylvanian Families.

Walcem ich

Tak się zastanawiam czy istnieje jeszcze jakiś cywilizowany (podobno) kraj, w którym władza rozwiązuje problem poprzez organizowanie hejtu na jakąkolwiek grupę zawodową? A tu proszę, dobili i poniżyli totalnie, a teraz tylko dokańczają dzieła. Co prawda Pani Dama podobno zaprasza opozycyjne posłanki do rozmowy na temat lex ciemnogrodowego, ale co to zmieni… Za to o zawodach opowiada pierwszakom mistrz fochsztaplerstwa medycznego. A na działanie telefonu zaufania dla dzieci i młodzieży naród zrzutkę musi robić… O losie… kiedy się odmienisz?

Emocjonalna siłownia

Zeszły tydzień emocjonalnie był trudny. Ciśnienie Małża. Śmierć i pogrzeb sąsiada, które Małżu bardzo przeżył (w końcu znał go od dziecka, a teraz wymieniali się doświadczeniem i pomagali sobie). I przez to pewnie dodatkowo ciśnienie Małżowi skakało przez prawie tydzień. Podbierał wtedy tabletki mojej Mamie bo przecież swoich regulujących nie ma, tylko takie szybko obniżające. Na to wszystko nie sposób było patrzeć chłodnym okiem… W piątek zostałam na 1,5 godziny oddelegowana do opieki nad chłopcem z zachowaniami agresywnymi (a to zawsze jest mega stresujące bo nigdy nie wiadomo co się wydarzy, czy nie zostanie się uderzonym, oplutym czy ugryzionym) więc popołudnie skończyłam z lekkim bólem głowy. Poniedziałek przywitał nas potężnym wiatrem i burzą śnieżną, że aż strach było patrzeć co to się za oknem dzieje. A dziś wtorek i też szkoda gadać. Musiałam zamknąć pewną sprawę w pracy i zamknęłam. A po godzinie okazało się, że gafę strzeliłam i teraz muszę to skorygować. Małżu wydobrzał, do tego stopnia, że ostro przegiął ze swoim egoizmem. Przez co pół ferii spędzę na uspokajaczach, a i tak nerwy jak ciężki kamień wiszą na żebrach. No cóż, co nas nie zabije to nas wzmocni… może tylko szkoda, że nie na tyle, żeby się usamodzielnić…

Przerwana nić

Nasz sąsiad popełnił samobójstwo. Nas ogarnął szok i niedowierzanie. A co musi czuć jego rodzina? To pytanie aż boli. To był spokojny, skryty człowiek, dobry gospodarz. Mój Mąż stwierdził, że nie ma tak dobrego przyjaciela jakiego miał dobrego sąsiada. Pomagali sobie nawzajem.

Mimo, że mieszkam tu od 10 lat to nie byłam na pogrzebie nikogo z okolicy. Moja aspołeczność sprawia, że tak w zasadzie nikogo tu nie znam. I chociaż z Sąsiadem też nie prowadziłam wielkich konwersacji, ani nie byłam z nimi w żadnej zażyłości to jednak tym razem pójdę bo współczuję wdowie i dzieciakom i taki zwykły smutek mnie ogarnia na myśl jak musiało być źle, że Sąsiad wybrał tak drastyczny krok i najzwyklej w świecie smutno mi, że już go nie zobaczę vis-a-vis.

Create your website with WordPress.com
Rozpocznij