Gram z czasem

Nic się nie zmienia. Czasu ciągle mało na ogarnięcie rzeczywistości. Podziwiam rodziców wożących swoje dzieci na przeróżne zajęcia. Ja wożę na plastykę i już przez to jeden dzień całkowicie jest dla mnie wyjęty z tygodnia. Cieszę się, że na tańce chodzi w szkole w czasie gdy czeka na mnie w świetlicy, przynajmniej zajęcia się odbywają a popołudnie istnieje w normalnym trybie. W pracy rozwiązał się w worek z zebraniami, szkoleniami i konsultacjami. Przez kwarantannową karuzelę można się pogubić kiedy kto jest stacjonarnie. Po zeszłorocznych perturbacjach z zakupem kalendarza w tym roku już nie czekałam i już mam swój ścienny kalendarz na 2022 (ło matko już?!?) rok. Teraz padło na podróże, te takie większe bo i kartka z Dubajem jest. Za miesiąc już będzie po świętach… a ja ledwo co zaczynam ogarniać prezenty bo dopiero pomysły zaczynają się klarować. I tak sobie gram z czasem, raz w chowanego, raz w wyścigi… i tylko czasami budzę się w nocy i zastanawiam się jaki będzie dzień gdy wstanie słońce, czy będzie czas wstawać do pracy, czy może to jednak sobota. A na zakończenie zdjęcie jeszcze z października, zrobione w piękną, słoneczną sobotę. Z rzepakiem. Tak, z rzepakiem. Rzepak jest odmianą kapusty więc tak wygląda na początku. A przyszła wiosna będzie piękna ponieważ dom okala 7 hektarów rzepaku.

Nawet na przecinki nie mam czasu 😉

Pech

Przez ostatnie dni trochę farta też nam brakowało. Zepsuła się nakrętka w termosie, który codziennie noszę do pracy. Na własnym podwórku nie wyrobiłam autem z cofaniem po ciemku i wgniotłam sobie zderzak trafiając w czołowy ładowacz przy traktorze. Dziś w nocy poryczałam się gdy dotarło do mnie jak nieudolnym rodzicem jestem. Rano za to Mężu oznajmił, że ma kleszcza więc pojechał do przychodni z weekendowym dyżurem. Dostał końskie dawki antybiotyku, za jakiś czas może zrobić badania krwi. A po obiedzie Juniorka zaglądając do ostatniego miejsca, do którego zaglądać powinna, znalazła schowany na Mikołajki prezent. Powiedzieliśmy Jej prawdę, i tak już kiedyś chciałam to zrobić. Ale widać nie do końca była gotowa na przyjęcie niespodziewanej informacji więc stanęło na tym, że Mikołaj gdzieś tam jest, ale Świat jest duży więc to rodzice mu pomagają czy też zastępują…

Dobrego nowego tygodnia…

Zmęczenie

Tydzień nie był łatwy. Dwa szkolenia. Zebranie rady. Klasy wracające z kwarantanny i na nią idące. I jeszcze katar, który spotkał Juniorkę w czwartek. Co prawda pod pierzynę Juniorki nie wysłałam, ale została w piątek w domu i dobrze bo zdaję się, że sytuacja jest opanowana. Ale ja czuję się dziś bardzo zmęczona. A to zmęczenie to nawet formę fizyczną przyjęło bo czuję się jak po jakiejś ciężkiej robocie. Dziś za dużo nie zrobiłam. Tylko to, co absolutnie trzeba było. Ale, że robota nie zając to jutro będzie na mnie czekać. Taka wieczna gonitwa, normalnie jakaś wielka pardubicka bez końca.

Spod ciepłej kurtki i czapki

Z piesełkiem wychodzę o 6 rano i 10 wieczorem. Zakładam ocieplane kaloszki, szalik, kurtkę i czapkę, czasami nawet kaptur bo ja to taki zmarzlak jakbym z ciepłych krajów pochodziła. Jest ciemno, zimno, czasami wietrznie lub pada deszcz. Idę w stronę ogrodu by pies mógł zrobić co trzeba. Gdy spojrzę przed siebie widzę w dużej mierze pustą przestrzeń, a gdzieś w tej trwożącej ścianie mroku i głuszy jest las. Za chwilę wrócę do domu, ciepłego i spokojnego. Ale przez ten czas szczególnie myślę o Nich. Abstrahując zupełnie od tego kim są, skąd pochodzą i dokąd zmierzają. Nie interesują mnie polityczne aspekty granicznego konfliktu. Myślę o LUDZIACH, którzy w takich warunkach wegetują od tak długiego czasu. O tym, że na pewno jest im przeraźliwie zimno i o tym lęku, który na pewno podwaja się wraz z zapadającym zmrokiem… A u nas tyle trąbi się o wartościach, które to będziemy na krużgankach nieść do Europy Zachodniej. Gdzie jest to miłosierdzie? Nacjonalistyczna hipokryzja.

Godziny

4:07 zadzwonił telefon Męża. Maszyna wykopująca buraki cukrowe właśnie zmierzała na Jego pole. Wstał i pojechał. Dobrze, że to nie pole koło domu ponieważ ta maszyna w nocy jest bardzo mocno oświetlona. Ale i tak to już nie było spanie.
7:55 zaczął się szkolny sajgon spowodowany znowu dużą absencją.
16:00 zajęcia Juniorki z plastyki. Mnie czeka 1,5 godziny na średnio oświetlonym parkingu. Chyba wezmę koc do samochodu.
19:00 szkolenie, co prawda online, ale czas tak czy siak zajęty, a temat średni…
A w międzyczasie trzeba jeszcze psa wyprowadzać, dopilnować zadań domowych Juniorki, przygotować dziecku kolację, ubranie na jutro i poczekać aż zaśnie. O innych sprawach domowych i sobie już nawet nie wspomnę.
O której się położę? Mam nadzieję, że jeszcze przed 23.

Tunele czasoprzestrzenne

Tak, utknęłam już jakiś czas temu i próbuję się wygrzebać. Chociaż łapanie zawiech jest dla mnie w pewien sposób normalne. Siadam, myśli odpływają i nie mam chęci zebrać się do rzeczywistości. Pamiętam gdy Juniorka była maleńka schodziłam na kolację, a ona zostawała wtedy z tatą. I mimo, że zjadłam to siedziałam jak przymurowana do krzesła wykorzystując ciszę i spokój. Teraz to wygląda trochę inaczej, bo teraz ciągle gonię za czymś żeby zdążyć… choć nie zawsze się udaje. Staram się jednak coś dodatkowo każdego popołudnia działać by choć w miarę być na bieżąco. Ale też nie za wszelką cenę bo też potrzebuję tej chwili zawieszenia, ja nie potrafię „z językiem do pasa”. I tak też sobie powoli wracam tutaj. Jeszcze nie zawsze jest czas na komentarze i czytanie (bo np. tak jak teraz powinnam już zająć się przygotowaniem do poniedziałku), ale i z tym mam nadzieję wkrótce wrócę do wcześniejszej normy 🙂

Po co dzieciom tyle ubrań?

Dlaczego w dziecięcej szafie musi być dużo różnych ubrań? Odpowiedzią są takie dni jak dzisiejszy. Poszłyśmy z Juniorką i piesełkiem do ogrodu. Juniorka najpierw poszła poskakać na dawno nie używanej trampolinie. Przy okazji wytarła kolanami cały zgromadzony tam brud. Jesienią ziemia jest dość wilgotna przez co przykleja się do psich łapek. Łapek, które wciąż rozkopują tunele nornicom (w końcu pozbędziemy się tych małych zwierzątek zjadających wszystko od spodu :-D). Ale jak Juniorka zeszła z trampoliny to Dudi zaczął szaleć i biegać z nią i skakać na nią, przez co brud z psich łapek trafił na spodnie pańci… Na koniec przeciągali się z gałązką, którą pies nagle puścił więc Juniorka klapnęła tyłkiem wprost w zgniłe jabłko. Spodnie nie były czarne więc nie dało się udawać, że jeszcze do czegoś się nadają 😉 Całe szczęście jeszcze miałam z czym je od razu wyprać. Niestety, brudne dziecko to nie zawsze do końca szczęśliwe dziecko bo matka – nerwus :-/ wyraziła swoje niezadowolenie z faktu całkowitego wybrudzenia spodni zaledwie w 1,5 godziny. Niestety takich „wypadków” Juniorka ma sporo więc jej szafa musi mieć wiele opcji.

Ten świat

Lubiłam święta państwowe. Oglądałam wojskową oprawę imprez i defilady. Teraz nawet nie sprawdzam kiedy będzie transmisja obchodów bo nie zdzierżę tej narracji. Nie lubię widoku rozpalonych rac bo kojarzą mi się ze stadionową burdą. Dzisiejszy dzień to święto piękne i radosne, ale takim nie wydaje się już być, jest za to nadęte od haseł, które mają wywołać skrajne emocje i dalej dzielić, by rządzić było łatwiej…

Pani Iza i jej biedna córeczka, która wychowa się bez mamy. Uchodźcy, na terenie mojej gminy, w centralnej Polsce też zatrzymano busa, w którym upchano 42 osoby, kilka godzin spędzili w szkole 2 km od naszego domu, ale jeszcze tej samej nocy mężczyzn wywieziono w kajdankach (podobno do aresztu), kobiety i dzieci po kilku godzinach, nie wiadomo co się z nimi stało. Hejt sączący się wszędzie, nawet na grupie miłośników psów (serio). I tacy ludzie jak MINISTer edukacji czy pan z onr…

A za mną od kilku dni chodzi tekst śpiewany przez Niemena, który chyba nigdy nie był bardziej aktualny…

Zmęczona i bezradna wobec obecnego stanu zamykam się w swoim małym świecie. A dzień dziś u nas zwykły. Późniejsza pobudka. Rogal świętomarciński do kawy. Gęsiny nie było. Trochę lenistwa, ale zrobiłam pranie i jak wrócę ze spaceru z psem to jeszcze poodkurzam. Mężu jeszcze pracuje, w rolnictwie gdy jest robota to nie ma niedziel ani świąt. Taki dzień, przynajmniej w części, wyrwany z kołowrotka.

Worek bez dna

Najczęściej tego określenia używa się w kontekście czyjegoś niezaspokojonego apetytu. Mnie jednak worek bez dna bardziej kojarzy się z dziecięcą szafą 😉 Ostatnio ciągle coś kupuję. A to najpierw legginsy zrobiły się za krótkie jak na koniec września. Potem trzeba było kupić legginsy z grubszego materiału, nową czapkę, rękawiczki, buty. Wczoraj wyprałam nowo zakupione bluzeczki na kolejny rozmiar. I dotarło do mnie, że w zasadzie to pora kupić ocieplane spodnie dresowe, bo gdy jest zimno to ubieram je Juniorce na zwykłe legginsy gdy idzie na dwór. Zakup właśnie dokonany… I tak w kółko 😉 ubrania do szkoły, ubrania do domu, co rusz za małe albo zniszczone, nic tylko wrzucać do szuflad 😉

Create your website with WordPress.com
Rozpocznij