Nie pierwszy w tym sezonie, ale pierwszy, który utrzyma się prawie tydzień. I nawet ładnie było gdy przez weekend dodatkowo na drzewach utrzymywała się szadź. Taki bajkowy, grudniowy obrazek. Świetnie też zdaję sobie sprawę z wagi jaką śnieżna pokrywa spełnia w czasie mrozów chroniąc ukryte pod nią roślinki. Ale… ale ja po prostu śniegu nie lubię. Nie lubię gdy zaczyna padać bo nie wiem jakie to stworzy warunki. Bo o ile moja głowa może bujać w obłokach, tak moje stopy muszą dobrze trzymać się ziemi. Nie lubię uczucia ślizgania, nie lubię tego braku pewności pod butami. Nawet jako dziecko nie lubiłam śnieżnych atrakcji poza tym gdy mogłam być ciągnięta na sankach. Juniorka ucieszona widokiem śniegu zadała mi pytanie: czy lubię śnieg. Moja odpowiedź była dla niej większym przerażeniem i rozczarowaniem niż wiadomość, że Mikołaj nie przynosi prezentów. Śnieg toleruję tylko w czasie gdy swoją aktywność mogę ograniczyć do minimum lub na terenie, w którym czuję się bezpiecznie. Odśnieżanie w centrum miast, a na wsiach to ogromna różnica. Mimo swoich awersji mam jednak nadzieję na białe Święta, chociaż pewnie jak zwykle takie nie będą.
