Telewizji praktycznie nie oglądam, nawet wieczorne filmy zazwyczaj od środka bo gdy przychodzę Mężu już coś ogląda. Telewizor najczęściej słyszę, gdzieś w tle. I z tego tła ostatnio wpadła w ucho muzyka, którą już kiedyś słyszałam. Jedna z firm wykorzystała utwór boysbandu z lat 90-tych. I chociaż w tym klimacie wolałam New Kids on the Block i Take That to jednak Backstreet Boys też w muzycznych szufladkach dalej schowane. Ach, te nastoletnie wybory 😉
Miesiąc: Grudzień 2021
Kolęda

Likwidacja wiedzy o społeczeństwie i wprowadzenie w „zamian” historii i teraźniejszości to żenada. WoS to możliwość dyskusji, nauka o tym co ważne dla obywatela i bycie na bieżąco z otaczającym światem. Program HiTu przede wszystkim to żołnierze wyklęci, Smoleńsk (ale ten z samolotem i brzozą), męczennicy, a lekcje zakończy dojście PiS do władzy w 2005 roku. W poniedziałek Czarnek przyznał Medal Komisji Edukacji Narodowej (nadawany za szczególne zasługi dla oświaty i wychowania) księdzu egzorcyście… że WHAT?!!? I Lex Czarnek, które już w styczniu znowu może być skierowane do pierwszego czytania w Sejmie, jako ogromny bat na dyrektorów… To się już wszystko w głowie dawno przestało mieścić, ale te absurdy mimo to wciąż się mnożą i narastają. Biedne to szkolne pokolenie… I jeszcze Polski Ład… w ostatni dzień przed przerwą świąteczną dostaliśmy informację o zasadach na jakich będzie stosowana tzw. „ulga dla klasy średniej” niwelująca skutki podwyższenia składki zdrowotnej. No cóż, do zarobków określających ową klasę średnią jest mi daleko więc z ulgi nie skorzystam, za to na konto będzie wpływać mniej pieniędzy, a podwyżek w przyszłym roku nie dostaniemy bo na nas to nigdy nie ma… Tak, wiem, to już nie Czarnek, ale oni wszyscy tacy sami… a ja już nie mogę…
Grudniowe świętowanie
W związku z tym, że klimatu Świąt w tym roku nie czułam to poczytałam sobie o grudniowych świętach sprzed wieków. O Saturnaliach obchodzonych w starożytnym Rzymie od 17 do 23 grudnia, dorocznym świecie ku czci boga rolnictwa – Saturna. Było to święto pojednania i równości. Zawieszano wówczas prowadzenie wszelkiej działalności gospodarczej, niewolnicy świętowali na równi z wolnymi. Saturnowi składano ofiary, a orszaki weselących się ludzi zmierzały przez całe miasto na uczty i zabawy. Ojców rodzin obdarzano podarkami – głównie woskowymi świecami i glinianymi figurkami. O kulcie irańskiego boga Mitry, którego urodziny świętowano 25 grudnia i związanym z nim Sol Invictus. I o naszych słowiańskich Szczodrych Godach, których pierwszym punktem obchodów był Szczodry Wieczór w nocy z 21 na 22 grudnia. Jedzono wtedy 12 różnych potraw, które symbolizowały 12 miesięcy w roku. Ludzie w tym czasie dzielili się chlebem. Z siana lub słomy pod nakryciami robiono przepowiednie. Każdy losował słomkę, a im ładniejsza i dłuższa była słomka, tym lepszy miał być następny rok. Dawano sobie również drobne podarunki – najczęściej były to orzechy i jabłka, ale także drożdżowe placki, które nazywano „szczodrakami”. Szczodre Gody miały również wymiar upamiętnienia tych, którzy odeszli. W trakcie dni celebracji, na cmentarzach rozpalano ogniska na cześć zmarłych i organizowano uczty na ich cześć. Słowianie kładli również na stołach dodatkowy talerz, który miał czekać na ducha kogoś z rodziny. Palenie ognisk w trakcie świętowania miało również wymiar magiczny. Słowianie chcieli w ten sposób pomóc bogowi słońca Dadźbogowi w zwycięstwie z mrokiem. Co ciekawe, Słowianie również mieli swoją „choinkę”, w domach stawiano diduchy czyli skoszone jako pierwsze podczas żniw snopki pszenicy i owsa lub niemłóconego żyta albo jemiołę, które miały symbolizować życie. Wszystkie te święta były ściśle powiązane z przesileniem zimowym, ze zwycięstwem światła nad ciemnością.
Nasze tegoroczne Święta w zasadzie nie odbiegały już od normy. Potraw udało się 😉 przygotować mniej, a jednak jakoś za dużo 😉 Co prawda nie w komplecie przez Covid w rodzinie, ale spotkaliśmy się z rodziną Męża w Wigilię i z rodziną mojej Chrzestnej w drugi dzień. W związku z tym, że śnieg spadł u nas 20 grudnia i dopadał w noc przed Wigilią, Święta były białe tak jak na tą szerokość geograficzną przystało. A podobno ostatni raz białe Święta w całej Polsce były 11 lat temu.
Gdzie ten duch?
W radiu wyłapuję świąteczne piosenki. Coś tam sobie z tego repertuaru podśpiewuję pod nosem, bo lubię. Nawet udało mi się obejrzeć jeden film w świątecznym klimacie idąc przez to spać w środku tygodnia het po północy. Film odbiegający może troszkę od klasyki gatunku ponieważ traktował również o tolerancji, umiejętności akceptowania odmienności, o LGBT. Choinki w salonie i pokoju Juniorki ustrojone od niedzieli. Pierników nie będzie. Mężu najprawdopodobniej jutro o świcie zacznie odstawę buraków do cukrowni więc na polu spędzi kilka godzin. Taki termin okolicznym rolnikom wyznaczył zakład więc jest jak jest. Cukrownia nie robi postoju na święta i transporty muszą systematycznie kursować. Dwa dni temu zaginęła nam rybka w akwarium. Perełka, największy okaz w naszym baniaczku. Już podejrzewałam zbrojnika o kanibalizm… bo jak mogło nie być śladu po prętniku… Znalazłam ją wczoraj przy czyszczeniu zbiornika. Z jakiegoś niewyjaśnionego powodu (przez 15 miesięcy tam się nie pchała bo za duża była) musiała wpłynąć w konstrukcję statku pirackiego i utknęła, zaklinowała się… Śmierć miała więc trudną, że tak to ujmę. Juniorce żal, ale się nie popłakała. Za to mnie łzy popłynęły. Mamy za to jakiegoś dodatkowego ślimaka, bardzo jeszcze malutkiego, pewnie z nowymi roślinami przyjechał… W najbliższej rodzinie właśnie Covid więc rodzeństwo się na Święta nie zobaczy. Gdyby mój Tata żył to właśnie dziś kończyłby 80 lat, tymczasem nie ma go z nami 27 lat. I tak jakoś tego świątecznego ducha nie czuję. Poza tym, że moja Mama tworzy tą swoistą presję przygotowań, a to akurat odczuwam podwójnie. Bo mnie osobiście brak odczuwania tego nieokreślonego, świątecznego czegoś nawet nie przeszkadza, ja po prostu chcę odpocząć i jak zwykle odciąć się od kołowrotu codzienności.
Spokojnego czasu, bez trosk Wam życzę.
Skrzaty świąteczne
Jakoś tak się zadziało, że w ciągu ostatnich kilku lat cichaczem do świątecznych dekoracji dołączyły skandynawskie skrzaty. Takie w sumie dziwne, niepozorne, w czapkach naciągniętych po sam nos. Czy na pierwszy rzut oka kojarzące się ze Świętami? Nie wiem, a nawet śmiem wątpić. Nie przypominające elfów z amerykańskich filmów o Mikołaju. A jednak są już wszędzie i zadomowiły się koło naszych choinek na dobre. Nawet u nas, po naciskach Juniorki, Julenissen zamieszkały.

Szczęśliwie ostatnie prezenty gwiazdkowe dzisiaj odebrałam, więc czy to Gwiazdor czy to gnomy to będą mieli co pod drzewko podkładać.
Poziom naładowania baterii
Są takie klasy, które wysysają z człowieka energię. Takie energetyczne wampiry. A zastępstwa tak się jakoś ułożyły w tym tygodniu, że właśnie z taką klasą miałam lekcje przez ostatnie 3 dni, a dziś to nawet przez 2 godziny z rzędu. Po powrocie do domu czułam jak napięcie opada, a wraz z nim moje siły. Przeczytałam z Juniorką 2 rozdziały „Gwiazdkowego Prosiaczka” i… odpadłam. Zmorzył mnie sen. A miałam włączyć pościel do prania. Włączyłam gdy bateryjka odzyskała trochę mocy. Ta nowa pralka ma strasznie długie cykle bez możliwości skrócenia (Mężu pralkę wybrał i kupił bez mojej wiedzy…). Całe szczęście te 3h prania bawełny na 60 stopni skończy się zanim Morfeusz się znowu o mnie upomni 😉
Śnieg
Nie pierwszy w tym sezonie, ale pierwszy, który utrzyma się prawie tydzień. I nawet ładnie było gdy przez weekend dodatkowo na drzewach utrzymywała się szadź. Taki bajkowy, grudniowy obrazek. Świetnie też zdaję sobie sprawę z wagi jaką śnieżna pokrywa spełnia w czasie mrozów chroniąc ukryte pod nią roślinki. Ale… ale ja po prostu śniegu nie lubię. Nie lubię gdy zaczyna padać bo nie wiem jakie to stworzy warunki. Bo o ile moja głowa może bujać w obłokach, tak moje stopy muszą dobrze trzymać się ziemi. Nie lubię uczucia ślizgania, nie lubię tego braku pewności pod butami. Nawet jako dziecko nie lubiłam śnieżnych atrakcji poza tym gdy mogłam być ciągnięta na sankach. Juniorka ucieszona widokiem śniegu zadała mi pytanie: czy lubię śnieg. Moja odpowiedź była dla niej większym przerażeniem i rozczarowaniem niż wiadomość, że Mikołaj nie przynosi prezentów. Śnieg toleruję tylko w czasie gdy swoją aktywność mogę ograniczyć do minimum lub na terenie, w którym czuję się bezpiecznie. Odśnieżanie w centrum miast, a na wsiach to ogromna różnica. Mimo swoich awersji mam jednak nadzieję na białe Święta, chociaż pewnie jak zwykle takie nie będą.

Kalendarz adwentowy
Juniorka jest łasuchem więc bez czekoladowego kalendarza nie wyobraża sobie grudnia. Ja kalendarza adwentowego formalnie nie mam, ale każdy zaliczony dzień skreślam sobie w myślach i w ten sposób odliczam czas do Świąt, a w zasadzie do 22 grudnia. Jeszcze tylko 2,5 tygodnia i da się trochę odsapnąć i może złapać równowagi, a przede wszystkim będzie wreszcie więcej czasu by nie musieć myśleć o tym co trzeba zrobić dziś czy jutro. Jeden rachunek zapłaciłam ostatnio z opóźnieniem, bo o nim zapomniałam. Jeszcze tylko opłacić plastykę, tańce i obiady na styczeń. Prezenty albo już w domu, albo w trakcie realizacji, ewentualnie wymyślone i wybrane czyli zakupię na dniach. W szkole przeprowadzić ogłoszony konkurs. I jakoś ogarnę tą rzeczywistość 😉 Oby tylko dziś przyjęta dawka przypominająca nie sponiewierała mnie za bardzo bo ręka już powoli boleć zaczyna, a jutro w pracy być muszę…