Gdy rano, jeszcze przez opuszczone rolety, wpadają do sypialni słoneczne promienie myślę sobie tak:
że to lipcowy poranek; że zapowiada się dzień pełen słońca i błękitnego nieba; że za chwilę założę na siebie niewiele więcej niż ta nocna koszula, którą mam na sobie; podłoga będzie przyjemnie chłodzić stopy, a nie sprawiać zimno; w ciągu dnia usiądę na tarasie chroniącym przed upałem, na stoliku będzie stał słój z wodą z cytryną i miętą; wokół roznosił się będzie zapach lata; spokój będą przerywały muchy, a wieczorem komary, ale to niewielka cena za widok motyli, kwitnących kwiatów i złocących się pól, za ten luz i blues 😉
