Rekonwalescentka

Zawieźliśmy dziś sunię na zabieg. Trochę to z konieczności po ostatnich problemach, a trochę z powodu ewentualnych oporów przy oddawaniu szczeniaków. Przecież Juniorka byłaby zakochana w tych cudnych, puchatych kulach po same uszy, a ja ciągle bym się zastanawiała czy maluchy na pewno, ale na pewno trafią do dobrych domów. No i już nie będziemy musieli wysłuchiwać tych piskliwych koncertów psa, od których uszy aż bolały. Pierwszy problem był już po tym jak wysiadła z samochodu, położyła się i nie było mowy by sama ruszyła w stronę wejścia do weterynarza. A to 60kg psa więc człowiek nie przeniesie. Weterynarz dał jej „głupiego jasia”, na którego słabo reagowała i zasnęła w bagażniku. Przekładanie na nosze i w 4 osoby przenosiliśmy ją do gabinetu. Po zabiegu musieliśmy ją zaraz zabierać bo oni nie mają jak przechować takiego dużego psa. W klatkach koty i małe pieski. Wszystko razem z wybudzaniem miało trwać 2,3 godziny. Zadzwonili po godzinie, żeby już przyjeżdżać bo ona już łeb podnosi. Kołnierz na szyję ledwo zapięliśmy chociaż to największy rozmiar. Ubranko chroniące ranę i szwy pozostawia trochę do życzenia (w Internecie widziałam solidniejsze wersje), trzymało się na psie w 3 miejscach, już w domu dorobiliśmy dodatkowych wiązań bo te kły jutro by wszystko rozerwały (a też nie sądzę, żeby kołnierz długo wytrzymał)… Zabieg, antybiotyk na kolejne dni i akcesoria kosztowały nas równego tysiaka. Teraz i tak kupa stresu, przez tydzień nie może biegać – szwów dużo, jakiekolwiek zerwanie czy wystąpienie przepukliny w jej przypadku może się źle skończyć bo już teraz mocno krwawiła. Biegać ok nie będzie, gorzej za dzień lub dwa z taką zwykłą aktywnością kiedy złości się, szczeka, tego typu psy robią to całym sobą… A pies jak ją zobaczył to aż się przestraszył. Obyśmy przetrwali i rana się zagoiła.

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij