Świąteczne wydmuszki

Święta mijają. Wybarwione różnymi emocjami, ale to ostatnio charakterystyczne dla mnie. Rozpoczęte żalem wobec Męża, wyrzutami sumienia wobec nie przekazywania Juniorce wzorców prawdziwego partnerstwa, a zakończone ciepłą myślą o miłości do tego mojego, niekiedy, ignoranta. W Święta liczyłam na odpoczynek, ostatni tydzień dołożył wyczerpania psychicznego. Chciałam też odespać, ale ciężko o to jak Juniorka budzi się szybciej niż do szkoły. W zasadzie to dopiero dziś czuję lekkie poluzowanie napiętych strun emocji. Myślałam o Świętach po raz trzeci obchodzonych po pandemicznemu. I chociaż nie doskwiera mi brak spotkań i nie narzekam na obostrzenia to jednak mam wrażenie życia w wydmuszce. A jaka jest wydmuszka? Czy jest krucha i misternie wykonana? Czy jednak jest ładnym opakowaniem bez zawartości? I zaczęłam się też zastanawiać czy te wszystkie doskwierające mi emocje jednak nie są efektem pandemii? Trafił się też test: jaką pisanką jesteś. I też jestem wydmuszką…

Fortecę stawiam od lat, ale chyba zawsze z patyków… Jutro jeszcze powiedzmy, że czas na relaks. W środę do pracy. Juniorka zostanie z Babcią. Trzy dni jakoś zlecą, chociaż trochę do ogarnięcia będzie. Potem znowu trudny tydzień. Od kilku miesięcy życie jest przede wszystkim małą ściemniarą…

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij