Dziecięce buty i kapcie to frapujący temat dla mam. Z butami jakoś nam idzie, ale kapcie… z tym gorzej. Juniorka długo nie chciała zakładać tego, co w sklepach kapciami nazywają. Nosiła coś co przypominało skarpety ze skórzaną podeszwą praktycznie do 2 lat, przerobiłyśmy te dostępne w Rossmannie oraz firmy Soxo. Jest wielu zwolenników noszenia tylko skarpetek, ale w domu, który podpiwniczony jest tylko w części od podłogi najzwyczajniej ciągnie chłodem. Wiosną Juniorka dała się przekonać do kapci. Kupiłam Befado bo wszędzie ich pełno i słyszy się opinie o prawidłowym kształtowaniu stopy. Mają też modele ze sprzączką a nie tylko z rzepem, którym Mała wiecznie przyklejała się do dywanu. Mimo, że kapcie były bez palców, w związku z czym cyrkulacja powietrza powinna być lepsza, stópki zawsze były spocone. I to mi się bardzo nie podobało. Teraz kupiłam inne kapcie, również polskiej firmy posiadającej certyfikat „Zdrowa stopa” oraz PFI czyli bezpiecznych pod względem zawartych substancji chemicznych. Kapcie zapinają się na szeroki rzep, aczkolwiek dobrze schowany więc nie ma przyklejania się do dywanu w trakcie zabawy (chociaż na stronie internetowej firmy znalazłam też model ze sprzączką). W środku jest skórzana wkładka, co myślę ma kluczowy wpływ, bo mimo, że są zabudowane, to stópki Juniorki się nie pocą. W Internecie trafiłam na Slippers Family, jednak cena (blisko 100 zł) jest chyba trochę zawyżona (opinie o kapciach różne). Może skuszę się na nie później, ale na dzień dzisiejszy jestem zadowolona z tych marki MB dostępnych w CCC.

Wpis nie jest sponsorowany. Opiera się wyłącznie na moich doświadczeniach.