Niedziela będzie dla nas

Po 5 tygodniach, w których piątki, soboty i niedziele Mężu był na kursie zajęcia się skończyły, niedziele znowu są dla nas. Jesień umościła się na dobre, temperatury spadły więc wróciło morsowanie. W tym sezonie nad jezioro jeździmy wszyscy. Mężu morsować ze swoją ekipą, my się dotlenić, a pies się wybiegać (też ma tam swoją ekipę szczeniaków, wszystkie w podobnym wieku 😉 nasz jack, posokowiec i amstaff)

A gdy wracaliśmy do domu na obiad i leniwe (powiedzmy 😉 ) popołudnie to zadzwonił telefon. Jesteśmy tu i tam, ale będziemy przejeżdżać przecież koło was. Co było robić 😉 azymut na cukiernię, do domu ogarnąć to i tamto bo dawno nie widziani goście na kawę wpadli. I tak nam niedziela minęła. A na przyszły tydzień psy już na zabawę umówione 😉 trochę drewna na ognisko i kiełbaski dla człowieków i znowu będzie zabawa 😉

Długie rękawy i nogawki

Wczoraj media obiegła informacja o ubiorach preferowanych w niektórych szkołach. Śmiać się czy płakać? Brać na poważnie, czy traktować jako fatalną pomyłkę nadgorliwców? Podobno szkoły dementowały… Ale coś musiało być na rzeczy skoro pojawiło się w mediach. Co lepsze, to jak zaczęłam szukać to podobne zalecenia z innych regionów odnośnie noszenia przez dziewczynki długich spodni pojawiały się już w czerwcu… Na dociekania już nie mam ochoty bo boje się, że kiepskie żarty staną się faktem. A mnie wtedy przyjdzie pakować walizki i szukać do życia normalnego miejsca na świecie. A nie takiego, w którym fobie i paranoje nieustannie dzielą społeczeństwo.

Jesień według Marii

"Już jesień
rodzi się w moich oczach.
Króluje
przez kilka miesięcy
i odchodzi.
Jestem jak jesień
złota,
szczera,
ciepła,
zimna.
Kocham jesień.
Kiedyś przysypie mnie
liśćmi.
Jestem jesienią...
Widzę, że przemijam."
"Jesiennego krwotoku nic już nie powstrzyma.
Czerwień kapie z parku na ulicę...
jesień żyły sobie rozcięła
i blednie z zimna,
jak śmiertelnie senna
Eunice..."

Oba wiersze to twórczość Marii Pawlikowskiej – Jasnorzewskiej. Kocham wiosnę, nie jesień. Ale tak właśnie jesień postrzegam. Tylko wokół naszego domu bardziej złota ta jesień.

Dzień Edukacji

Z okazji dzisiejszego święta życzę koleżankom i kolegom po fachu przede wszystkim spokoju. Ja go we wrześniu nie miałam, wypracowując w 4 tygodnie 32 zastępstwa (bezpłatne oczywiście), październik nie jest lepszy… Żeby ministrem w końcu został w pełni świadomy szkolnej rzeczywistości praktyk, bo obecny to nawet nie teoretyk… By w końcu przeprowadzono prawdziwą reformę programową na miarę XXI wieku. By zawód nauczyciela znowu kojarzył się pozytywnie i cechował się właściwym prestiżem to może uczeń bez skrępowania nie powie do nauczyciela: „sprawia mi satysfakcję denerwowanie Pani”… – to tekst z naszej szkoły do jednej z koleżanek, a takich „cwaniaczków” jest pewnie więcej… – to i młodych, fajnych ludzi w zawodzie przybędzie.

Był sobie wrzesień

Juniorka na zajęciach plastycznych. Mam więc 1,5 godziny czasu, w którym nic nie muszę, poza czekaniem… W zeszłym tygodniu wykorzystałam ten czas na rozmowę telefoniczną. Dziś wrócę pamięcią do września. Oj mało mnie tu było, mało jak chyba nigdy wcześniej, jedynie pięć marnych postów dodanych. Niestety czasu nie ogarniam, gonię swój ogon, ciągle zmęczona natłokiem obowiązków zawodowych i domowych, zapominam niekiedy, że istnieje coś ponad. Jak tylko mogę łapię jednak dobre chwile, by choć trochę podładować swoje akumulatory. W któryś bardzo piękny piątek było więc oliwskie ZOO i peeling pięt na plaży w Brzeźnie. Cudowny rodzinny czas, szkoda tylko, że jednodniowy, ale cóż… życie potrafi zmieniać nasze plany nie zawsze in plus. Był „Bulwar Zachodzącego Słońca”, na który czekałam półtora roku. Było i jest dużo czasu na świeżym powietrzu. Były urodziny mojej Mamy. Czy to wszystko? Nie wiem. Sporo spraw przesypuje mi się jak piasek przez palce. Czekam na grudzień, który przerwą świąteczną może przyniesie chwilowe wytchnienie, wcześniej nie spodziewam się poprawy.

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij