Po 5 tygodniach, w których piątki, soboty i niedziele Mężu był na kursie zajęcia się skończyły, niedziele znowu są dla nas. Jesień umościła się na dobre, temperatury spadły więc wróciło morsowanie. W tym sezonie nad jezioro jeździmy wszyscy. Mężu morsować ze swoją ekipą, my się dotlenić, a pies się wybiegać (też ma tam swoją ekipę szczeniaków, wszystkie w podobnym wieku 😉 nasz jack, posokowiec i amstaff)



A gdy wracaliśmy do domu na obiad i leniwe (powiedzmy 😉 ) popołudnie to zadzwonił telefon. Jesteśmy tu i tam, ale będziemy przejeżdżać przecież koło was. Co było robić 😉 azymut na cukiernię, do domu ogarnąć to i tamto bo dawno nie widziani goście na kawę wpadli. I tak nam niedziela minęła. A na przyszły tydzień psy już na zabawę umówione 😉 trochę drewna na ognisko i kiełbaski dla człowieków i znowu będzie zabawa 😉
