Był sobie wrzesień

Juniorka na zajęciach plastycznych. Mam więc 1,5 godziny czasu, w którym nic nie muszę, poza czekaniem… W zeszłym tygodniu wykorzystałam ten czas na rozmowę telefoniczną. Dziś wrócę pamięcią do września. Oj mało mnie tu było, mało jak chyba nigdy wcześniej, jedynie pięć marnych postów dodanych. Niestety czasu nie ogarniam, gonię swój ogon, ciągle zmęczona natłokiem obowiązków zawodowych i domowych, zapominam niekiedy, że istnieje coś ponad. Jak tylko mogę łapię jednak dobre chwile, by choć trochę podładować swoje akumulatory. W któryś bardzo piękny piątek było więc oliwskie ZOO i peeling pięt na plaży w Brzeźnie. Cudowny rodzinny czas, szkoda tylko, że jednodniowy, ale cóż… życie potrafi zmieniać nasze plany nie zawsze in plus. Był „Bulwar Zachodzącego Słońca”, na który czekałam półtora roku. Było i jest dużo czasu na świeżym powietrzu. Były urodziny mojej Mamy. Czy to wszystko? Nie wiem. Sporo spraw przesypuje mi się jak piasek przez palce. Czekam na grudzień, który przerwą świąteczną może przyniesie chwilowe wytchnienie, wcześniej nie spodziewam się poprawy.