Kurację antybiotykiem zakończyliśmy dziś rano. Nie było wyjścia, te piętrzące się choróbska… Jak miło się patrzy na pełną energii i uśmiechu Juniorkę (i nie ważne, że gdy ja czyściłam nocnik to ona weszła na parapet w pokoju – to właśnie urok posiadania w pełni zdrowego malucha ;-)). Mam nadzieję, że teraz długo, bardzo długo nic nie złapie. A i nas te wszystkie obrzydliwe dolegliwości będę omijały szerokim łukiem. Ostatni miesiąc bardzo wyczerpał mnie psychicznie. Potrzeba nam tony słońca i powodów do radości. Wreszcie musi nadejść dobra passa bo wszystkie złośliwości losu to już chyba wyczerpaliśmy na kilka lat do przodu.
To musi już być koniec
<p style="text-align: …