W piątek pogoda była paskudna, padał deszcz, deszcz ze śniegiem, śnieg. Mimo to, w sobotę ze zdumieniem patrzyliśmy przez okno. Jak okiem sięgnąć było biało. Spadło chyba ze 20 cm śniegu (tyle to u nas przez całą zimę nie było, bo nawet gdy wszędzie w styczniu sypało to tutaj nie). Toteż były sanki, lepienie bałwana i bitwa na śnieżki. Juniorka miała chociaż namiastkę białego szaleństwa. Wieczorem obejrzałam (prawie cały) „Dzień Matki”, pośmiałam się i pochlipałam trochę. Dziś już tylko wiatr i deszcz. Bałwan około południa już był tylko kupką brudnej brei. A niedzielę pochłonęło sprzątanie.
Ostatni śnieg
<p style="text-align: …
