Wstałam, a tu wszystko pokryte szronem. W nocy był mróz. Po wypadku boję się takich warunków. Droga w przewadze była biała, a co za tym idzie śliska. Skupiona maksymalnie na drodze i prędkościomierzu jadę z dzieckiem siedzącym cichutko z tyłu i słyszę doniesienia radiowe o inwazji rosyjskiej. W sumie mnie nie dziwią, to nie ten typ, żeby odpuścić bo wtedy czułby się przegrany. Ale spięłam się jeszcze bardziej. To jednak wojna i to bardzo blisko nas. A może zabór rosyjski to też część ich imperium? Ja z zaboru pruskiego, ale co to ma za znaczenie… W internetach z jednej strony pojawiający się lśniące lukrem pączucie, z drugiej nakładki z ukraińską flagą. Jesteśmy solidarni… Z trzeciej strony skomasowany atak przypuszczą trolle, których zadaniem będzie jak najszerzej rozsiać ziarno nienawiści do ukraińskich emigrantów. Już w niedzielę była mowa o takich portalach, które czekają na hasło. A podatny grunt znajdzie się na pewno. Zdjęcia Kijowa to sznur samochodów próbujących wyjechać z miasta… W Internecie czytam co powinno się według zaleceń znaleźć w plecaku ewakuacyjnym ukraińskiego ucznia oraz w takowym plecaku klasowym. Straszne. Chociaż sporo uczniów już dziś zapewne nie poszło do szkoły.
Czy od II wojny naprawdę minęło tak dużo czasu, że historie dziadków są już traktowane jako bajki z zamierzchłej przyszłości i jakoś tak odseparowane od obecnych czasów…? Na pewno inaczej widzą to ludzie, którzy w pośpiechu pakują najważniejsze rzeczy by życie ratować ucieczką. Obserwując napiętą sytuację na świecie już dawno i nie raz (choć trochę w żartach) zdarzało nam się z Mężem rozważać co by było gdyby w obliczu wielkiego zagrożenia czy to wojną czy katastrofą klimatyczną przyszło uciekać z domu… Dopóki by było paliwo to mamy ciągnik (pojedzie niemal w każdym terenie) i przyczepę, na którą sporo da się załadować… to dopóki dałoby się jechać… Zwierzęta… tu jest duży problem… wszystkich psów uciekając i bojąc się przede wszystkim o własne życie nie dałoby się zabrać i wykarmić. I chociaż oczy teraz robią się wielkie i wszystko się buntuje to podświadomość wie, że racjonalnie pewnie te dwa duże przyszłoby puścić wolno…
Tymczasem poza szokiem i odczuwalną dezaprobatą to nasza rzeczywistość się nie zmienia. Dziewczynki z 7 klasy mówią, że nie chcą umierać i jednocześnie szukają biletów na koncert Taco albo Dawida Podsiadło. Nasze życie toczy się po prostu dalej. Skończę pracę, odwiozę Juniorkę do domu, zjem obiad i pączka, włączę komputer by dołączyć do szkolenia na temat radzenia sobie z rozczeniowym rodzicem. A co zrobić z rozczeniowymi ludźmi, których robi się ostatnio na pęczki. A rozczeniowi dyktatorzy??
Nie sądziłam, że taki będzie mój wpis nr 3000…