Na sen

Poprzedniej nocy spałam dobrze. Snem twardym, niepamiętającym nocy. Wczorajsze emocje, bardziej przeniesione niż moje, ale nie mogące ulec skanalizowaniu, sprawiły, że czułam się bardzo zmęczona. Już o godzinie 19 myślałam tylko o tym, żeby położyć się spać. Jak tylko mogłam, już bez swoich wieczornych rytuałów, ułożyłam się na prawym boku. Przykryłam po czubek głowy, bo po ostatnim ochłodzeniu jest mi wciąż zimno, tak od środka zimno (mnie zimno, a południe Europy płonie…) Nie zasnęłam jednak od razu. Spałam nie tak jak chciałam, nie tak mocno i długo, już się coś śniło, już przeszkadzało. A akurat po ciężkim dniu chciałoby wyłączyć i zresetować. No cóż, może dziś…

Animal Planet

Piękna dostojka z ostatniego filmiku to już ostatnie stadium rozwoju. Ale przecież są ich cztery. Kilka dni po nagraniu dostojki niespodziewanie (prawie psu na głowę) na pożółkniętym listku spadła z brzozy gąsienica. Sądząc po kolorze i tym kolcu to stadium rozwojowe fruczaka gołąbka, którego ze względu na sposób pobierania pokarmu nazywa się polskim kolibrem. To żółte coś, to końcówka psiej zabawki. A po wejściu na liść stworzonko zostało odniesione w bezpieczne miejsce.

Ale to nie koniec naszego prywatnego Animal Planet. Przed drzwiami do domu któregoś ranka znowu leżał jeż. Ten miał więcej szczęście i Ayla go nie zamęczyła, jak poprzedniego, którego nie wiadomo jakim cudem, nosiła w pysku. Znaleźliśmy też dwa gniazda os. Jedno w budynku gospodarczym, w którym trzymamy rowery, drugie w rozsiewniku. I trzeba coś sensownego z tym fantem zrobić, bo gniazdo w pobliżu wejścia, gdzie Juniorka wchodzi sama jest dość niebezpieczne. Wczoraj widziałam po raz pierwszy w życiu dzięcioła na żywo. Mamy koło domu jeden taki stary drewniany słup energetyczny i doktor dzięcioł zaczął do niego przylatywać. Z tym fantem (słupa, który za chwilę może też zacząć stwarzać zagrożenie bo pewnie jest spróchniały do cna i zamieszkały przez „robactwo”) też trzeba będzie coś zrobić. A Mężu przed kombajnem małe sarenki przeganiał… I tak to u nas się żyje 😉

Sól morska

Pierwszy post z zapowiadanej listy. Chociaż Myszka, chyba będzie trochę zaskoczona 😉

Sól kojarzy mi się głównie z dwoma rzeczami. Przede wszystkim jako przyprawa do wytrawnych potraw. Nawet taka kanapeczka z mozzarellą, pomidorem i szczypiorkiem, która króluje wśród moich letnich śniadań, dobrze smakuje ze szczyptą soli. Druga rzecz to oczywiście sól do kąpieli, dla zmęczonych całodziennych chodzeniem stópek. Na ostatnich zakupach Mężu włożył do koszyka coś innego z dodatkiem soli

i chociaż nie znoszę połączenia słonego czy wytrawnego ze słodkim (żadne schabiki ze śliwką itp. przez gardło mi nie przechodzą) to ten mariaż zaskoczył mnie dość pozytywnie. Grudki soli wyczuwalne, ale nie kłócą się z niezbyt jednak słodką czekoladą w tej zawartości kakao. Polecam. Smacznego 🙂

1 sierpnia 2021

Data dziś znamienna więc nie przystają do niej błahe tematy. Jutro będzie o soli morskiej, pojutrze o gąsienicy fruczaka gołąbka (tu filmik trzeba przygotować, a jazgocząca dziś żmijka do zboża przeszkadza w skupieniu). Dziś tylko udostępnię tekst Pawła Lęckiego, który wczoraj przeczytałam, a który cały czas we mnie pobrzmiewa smutnymi nutami o „nas”… A tekst był dołączony do innej informacji. Informacji o 10 Marszu Pamięci rozpoczęcia w gettcie tzw. akcji likwidacyjnej. Każda edycja poświęcona jest innym bohaterom getta, w tym roku byli to nauczyciele. Ministerstwo Edukacji żadnej wzmianki o tym wydarzeniu nie zamieściło. Tamci nauczyciele, tacy jak Korczak się nie liczą…?

https://www.facebook.com/plugins/post.php?href=https%3A%2F%2Fwww.facebook.com%2Fpawel.lecki79%2Fposts%2F1573354016389992&show_text=true&width=500″ width=”500″ height=”291″ style=”border:none;overflow:hidden” scrolling=”no” frameborder=”0″ allowfullscreen=”true” allow=”autoplay; clipboard-write; encrypted-media; picture-in-picture; web-share”>
Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij