Nie teraz!

W porze kolacji Juniorka zaczęła się skarżyć na zmęczenie (chociaż nigdy tego nie robi). Potem to już poszło szybko. Dreszcze. Ból głowy. Gorączka. I płacz małego człowieka, że się boi, że to koronawirus. Przez noc było 38 z kreskami, raz mniej raz więcej. Na dzień dobry się zwymiotowało. Pojawił się kaszel. Teraz 37,1.

Mam wrażenie jakbym była na jakimś speedzie. Prawie nie spałam, ale poziom napięcia utrzymuje organizm w pełni sił. Nie wydaje mi się żeby to był Covid (chociaż jak pediatra jutro zleci test to go zrobimy, w końcu w szkole ostatnio trochę pozytywnych przypadków było, nawet u dziecka z klas młodszych – więc może dla świętego spokoju jednak warto go zrobić). Martwi mnie, że w ogóle jakiś wirus się teraz w domu pojawił. W czwartek Mama ma szczepienie i musi być zdrowa, nawet najmniejsze i najzwyklejsze przeziębienie nie może wchodzić w grę. Siedzimy u góry. Juniorka w ogóle nie schodzi. Ale co z tego, jak wczoraj na kilka godzin przed pojawieniem się objawów przytulała się do Babci. Babcia będzie sobie mierzyć temperaturę. Ograniczymy kontakty na tyle na ile się da to zrobić w jednym domu. I miejmy nadzieję, że będzie dobrze. Eh…

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij