Tydzień temu całkowicie nie miałam ochoty na żaden świąteczny czas. Jedyne czego chciałam to: SPOKÓJ, możliwość odpoczynku (takiego totalnego, a nie będącego efektem zmęczenia po tych całych przygotowaniach) czyli inaczej: zaszyć się w niebycie. Do tego grafika, którą ostatnio widziałam dała też do myślenia w kwestii prawa do świętowania. Grafika przedstawiała dwie osoby: mężczyznę, który mówi, że jest katolikiem… ale niepraktykującym i kobietę twierdzącą, że jest wegetarianką, ale niepraktykującą więc na obrazku z apetytem zjadała pałeczkę z kurczaka. No i jak się zastanawiam to dochodzę do wniosku, że faktycznie gdy chodzę do Kościoła od wielkiego dzwonu to nie mogę mówić o przeżywaniu Świąt w pełnym tego słowa znaczeniu, ja jedynie celebruję niektóre tradycje. Ale jednak jak je celebruję, wpajam je dziecku to dziecko „pilnuje” by były zachowane. Od czwartku Juniorka wpadła w trans przygotowań 😉 To już nie jest mówienie o Świętach, to są porządki (tak, moje dziecko samo z siebie zaczęło sprzątać – szok), to jest produkcja dekoracji i planowanie co kiedy musi być zrobione. No i cóż, no i się udzieliło 😉 Nakupowałam „koszulek” do dekoracji jajek, barwników spożywczych i ryżu bo widziałam prosty sposób na zabarwienie pisanek (więc wypróbuję), pomysły na potrawy też powstały. Także może nie do końca jak należy, ale tradycje po naszemu będą zachowane. A tymczasem odpowiednimi printami na sukienkach promujemy z Juniorką wiosnę 🙂
