Weekendowe stany emocji

Weekend zamienił się w pewien proces przejścia przez różne stany emocji. Piątkowy wieczór przeryczałam. Jako introwertyk zawsze mam w sobie nagromadzone przeróżne emocje. W piątek wulkan wybuchł i łzami niczym lawą zaczęło się ulewać. Najprostsza definicja płaczu to: „Stan emocjonalny, będący reakcją na strach, ból, smutek lub złość.” Z innych artykułów dowiedzieć się można o jego ważnej roli w skomplikowanym systemie regulacji emocji. Antropolodzy dowodzą też, że mamy wrodzoną potrzebę zareagowania widząc płacząca osobę, ponieważ człekokształtni mieli płacz w repertuarze swoich zachowań na długo przed mową. Może i reagujemy na płacz, ale czasami metodą słonia w składzie porcelany. Nie rozumiemy i nie chcemy zrozumieć, za to na stół wjeżdżają wszystkie te „dobre rady” i ciągłe pytania, które nie pomagają. Jako introwertyk ja po prostu chcę się wypłakać. Poszłam spać dosyć wcześnie. Rano obudziłam się oczywiście ze spuchniętymi powiekami. Bolała mnie dusza i ciało, nieokreślony ciężar zalegał na klatce piersiowej. Połowy rzeczy zwyczajowo przypadających na sobotę nie zrobiłam. Chciałam pisać, ale słowa nie do końca się układały. Chciałam tylko spać więc znowu szybko się położyłam. Przez te dwie noce spałam zaskakująco dobrze i zaskakująco dużo mi się śniło. Dzień dzisiejszy jest już znacznie spokojniejszy. Ciśnienie schodzi. Myśli już wybiegają naprzód, już krążą wokół innych tematów niż odpoczynek we własnej skorupie. Co prawda tego co miałam zrobić i tak nie zrobiłam, ale w łazience u góry jest mała awaria więc nie wiadomo jak to dom będzie wyglądał przy jutrzejszej naprawie, a po co dwa razy robić to samo 😉

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij