Zwykle zakupy Internetowe uznaję za udane. Zwykle jednak korzystam ze sprawdzonych sklepów. Ale teraz nie chciało mi się czekać, a to było konieczne ponieważ mój sklep padł ofiarą pożaru serwerowni OVH więc problemy z bazami danych opóźniały realizację zamówień. A przecież w innych sklepach ten sam towar, a mnie się spieszy… No to mam, jedna rzecz przyszła uszkodzona (użytkowanie możliwe, no ale…), innej nie było w paczce (koszt 4,60zł, no ale…). Teraz to dociekanie swojego, chociażby w sprawie tej uszkodzonej rzeczy… nie lubię takich sytuacji.
Tydzień upłynął kadrowo pod znakiem nieobecności: 1 osoba na zwolnieniu po operacji, 2 osoby na zwolnieniu z powodu przeziębienia, 3 z Covidem, 4 na kwarantannie z powodu kontaktu. No ale jakoś pociągnęliśmy ten wózek, zresztą jak zawsze… tylko jakim kosztem.
Juniorka słabo sobie radzi w kontaktach z rówieśnikami, gdy jej przyjaciół nie ma, to z zabawy z innymi dziećmi często rezygnuje i siada z boku sama. Co też nie sprawia, że widoczny jest smutek, z racji jedynactwa Ona jest samowystarczalna. Rozmawiałam dziś z koleżanką nad sposobami zachęcenia jej do większej aktywności w grupie. I opowiadam o tym w domu, po czym moja Mama wypala: „że po 2 latach trzeba było starać się o drugie dziecko”. Nie pierwszy raz padły takie słowa z jej ust, a że nie jestem w najlepszej formie emocjonalnej to dziś przelało to czarę i odpaliłam: „że znowu to wygadywanie bo to moja wina jest”. Mama momentalnie się obraziła, że się unoszę wobec niej, moje słowa potraktowała jako jakiś zarzut, albo nie wiem co. Ja się poryczałam. Ona odeszła od stołu. Mężu nie bardzo wiedział jak zareagować. Po chwili wstał, po męsku pogłaskał mnie po plecach i powiedział tylko: „to nie Twoja wina, tak się ułożyło”. Atmosfera jest ciężka.
Na pocieszenie muffinka kakaowa z kawałkami czekolady. Chociaż kubki smakowe niech mają radochę.
A w głowie mewy. Kolega podesłał wczoraj na fb. I tak: „przez sztormów święty gniew … rozbitkom wasze skrzydła niosą nadzieję na zbawienny ląd”