Cztery rzęsy nietoperza

<p style="text-align: …

Część szósta cyklu o Zawrociu, które na początku wpasowało się w mój gust. Gdy zaczynałam tą książkę byłam podwójnie, a może potrójnie ciekawa jaka będzie. Ostatnia powieść Kowalewskiej (nie związana z zawrociańskim cyklem nie przypadła mi do gustu), gdy czytałam część piątą wiele się w moim życiu zmieniało (troszkę jak u bohaterki) więc wyobraźnia poszybowała w stronę symboliki, a przede wszystkim byłam ciekawa czy po prostu będzie się dobrze czytało. I owszem, czytało się dobrze, z uwagą śledziłam zagadki. Jest też furtka do kolejnej części więc chyba na nią czekam.

Sezon na sanki

<p style="text-align: …

Mąż pożyczył wczoraj sanki. W zeszłym roku było tak mało śniegu, że nawet nie kupiliśmy. Fakt, był raz kulig, ale też na pożyczonych. W tym roku  się kupi jakiś fajny sprzęt, bo i Juniorka już ma z tego wielką, świadomą frajdę. Bałam się, że będzie złazić (bo to nie usiedzi ni chwili), ale rozsiadła się wygodnie, złapała oparcia i „ziu Tata, ziu”. Szkoda, że wiało bo przez to zbyt długo nie byliśmy, ale sezon na sanki rozpoczęty. Śnieg też ciekawy. W zeszłym roku, jako 1,5 roczniak, chodziła, patrzyła i to wszystko. Teraz wychodząc jest „wow, hu, hu, ha” i zaraz sięga po śnieg, lepi, ogląda, sprawdza. Oj będzie zawiedziona jak przyjdzie odwilż.

hu hu ha

<span …

Mąż pojechał z Juniorką do swojej siostry, żeby dzieciaki się pobawiły. Ja zostałam w domu nadgonić zaległości. W pewnym momencie patrzę, a na balkonie jakoś biało, podchodzę do okna… no tak sypie śnieg. Wyjeżdżali jesienią (Juniorka nawet w butach jesiennych), a wrócili zimą. Ku wielkiej uciesze Juniorki, która pierwszy raz tak naprawdę świadomie zobaczyła śnieg i potrafiła określić co to. Już od progu z entuzjazmem w głosie krzyczała: „ojej, mama, hu hu ha!”

Entuzjazm matki zdecydowanie mniejszy. Mimo, że wiem jak ważny jest śnieg dla upraw w czasie mrozu to nie zmienia to faktu, że nie znoszę jeżdżenia po śniegu, a może śnieg w ogóle toleruje tylko na Boże Narodzenie i w górach 😉

Ludzka wyobraźnia

<p style="text-align: …

Godzina 7:30, mgła jak 150. Jadę wolniej niż zwykle bo widoczność słaba i nagle z przeciwka wyłania się pan na rowerze, oczywiście ubrany na czarno, bez kamizelki a rower bez światła. Zwymyślałam po cichu lekkomyślność użytkownika drogi, przejechałam kilka kilometrów i zobaczyłam coś gorszego. Podobnie ubrana pani jechała równie nieoświetlonym rowerem, wioząc przy tym dziecko w foteliku na rowerowym bagażniku! Szczęka mi opadła. Przecież kierowca samochodu może mieć równie małą wyobraźnię i nie dostosować prędkości do warunków i co, gdy zauważy takie osoby za późno… Przejechałam 15 km, minęłam 4 rowerzystów, z których żaden nie miał światła ani żadnego odblasku, a tylko jeden miał założoną kamizelkę.

W ramach ćwiczeń

<p style="text-align: …

Byliśmy w… takim dla zobrazowania Centrum Nauki Kopernik, tylko na mniejszą skalę bo znajdującym się w naszym mieście. Jest tam 6 pięter z wystawami więc można sobie wyobrazić ilu jest zwiedzających w jednym momencie. I wszystko było fajnie do momentu komunikatu o ewakuacji. Oczywiście wszystko szło sprawnie, wszyscy zostali wyprowadzeni przed budynek. Przyjechała straż, zaczęła rozwijać węże. Co niektóre dzieciaki zaczęły płakać. Na szczęście wszystko okazało się być ćwiczeniami. Oczywiście nie mam nic do zasadności przeprowadzania takich ćwiczeń, to jest po prostu konieczność. Tylko może przy bardziej sprzyjających warunkach atmosferycznych? Było 10 stopni, ale wiał wiatr i jest to jednak listopad. Chwilę trwało zanim obsługa przyniosła folie ratunkowe, bo przecież wszyscy wyszli tak jak stali. My mieliśmy grupę 8-latków i mimo ich samodzielności trudno nam było opatulić ich w folie, które co chwile podwiewał wiatr. A była też grupa 3-4latków i dla pań opiekunek to było dopiero wyzwania by zapanować nad ich emocjami i zabezpieczeniem ich przed zimnem. Także może lepiej przeprowadzać takie ćwiczenia od wiosny do jesieni?

„zostaną po nich buty i telefon głuchy”

<p style="text-align: …

Mieszkanie Cioci znalazło nabywców. Oni dopinają teraz sprawy kredytowe, my musimy przygotować mieszkanie (znaczy opróżnić). Przez lata człowiek gromadzi mnóstwo rzeczy. Co teraz z tym zrobić? Wyrzucić, sprzedać, podzielić po rodzinie i zatrzymać. Ciężko czasami wyrzucać dobre rzeczy, czy sprzedawać nie wiedząc w jakie ręce trafi to, o co Ona tak dbała. Mnie też zapytano czy nie chcę tego czy tamtego. I nagle ja nie wiem czy powinnam i nie wiem czy chcę patrzeć na Jej rzeczy i myśleć o tym, że Jej już tu nie ma. Kiedy żyła dawała mi różne rzeczy, a teraz… nie wiem… może akurat tego nie chciała by mi dać… nie wiem… te wszystkie myśli takie głupie czasami. A tak naprawdę to chyba chodzi o coś zupełnie innego, to sytuacja jest przykra, to że była i nagle odeszła z tego świata, a my nie jesteśmy w żaden sposób pogodzeni z tym faktem. I już wiem, że nie tylko ja ma w tej chwili takie dylematy…

Emerytura

<p style="text-align: …

Już dobry rok temu założyłam sobie dodatkowe konto z przeznaczeniem na emeryturę. Nie mam złudzeń, że System Emerytalny będzie na tyle wydolny żeby zapewnić mi przyzwoite życie. Umiesz liczyć, licz na siebie. Mnie na razie stać na odłożenie jakiejś tam kwoty (chociaż też nie każdego miesiąca mi się to udaje, jednak staram się robić to systematycznie i z nadzieją, że nawet małe kwoty za ileś lat pozwolą by nie martwić się co do garnka włożyć i za co zrobić opłaty). Ale co z tymi, którzy żyją od pierwszego do pierwszego…?

Świąteczne klimaty

<p style="text-align: …

Komputer wrócił więc pora nadrabiać zaległości. 11 listopada spędziliśmy w domu ze względu na przeziębienia. Ale było za to smacznie bo pierwszy raz na obiad mieliśmy gęsinę, poza tym schab w sosie czosnkowo – wiórkowym, a wykorzystując warzywa z gotowania schabu można było zrobić trochę sałatki jarzynowej, natomiast do kawy – murzynek. Blog zaliczył kolejne urodziny – miał być wpis z tej okazji, ale komputer akurat był w naprawie. W telewizji natłok reklam w gwiazdkowym klimacie. Jak dla mnie za szybko. Mam wrażenie, że przez przeszło miesiąc tyle się nasłuchamy pastorałek i naoglądamy choinek, że jak przyjdzie co do czego to człowiek przesyt będzie miał.

STOP

taki to właśnie …

taki to właśnie migający napis zobaczyłam rano po odpaleniu auta. Dodatkowo podświetlona była bliżej mi nieznana kontrolka. Do pracy musiał zawieść mnie Mąż. A nowa chłodnica będzie kosztować 200 PLN  + robocizna. Eugeniusz coś kosztowny się robi. A, z Internetu od kilku dni znowu jedynie w telefonie mogę korzystać. Szkoda gadać…

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij