
Część szósta cyklu o Zawrociu, które na początku wpasowało się w mój gust. Gdy zaczynałam tą książkę byłam podwójnie, a może potrójnie ciekawa jaka będzie. Ostatnia powieść Kowalewskiej (nie związana z zawrociańskim cyklem nie przypadła mi do gustu), gdy czytałam część piątą wiele się w moim życiu zmieniało (troszkę jak u bohaterki) więc wyobraźnia poszybowała w stronę symboliki, a przede wszystkim byłam ciekawa czy po prostu będzie się dobrze czytało. I owszem, czytało się dobrze, z uwagą śledziłam zagadki. Jest też furtka do kolejnej części więc chyba na nią czekam.