Warmia i Mazury

<p style="text-align: …

Pojechaliśmy. Juniorka w drodze była super. Pierwszy raz jechała w dłuższą trasę nie śpiąc bo wyruszyliśmy zaraz po śniadaniu. Miejscówka nad samym jeziorem piękna. Był jeden mankament, ale… chyba już nie chcę o tym pisać. Liczy się całokształt, a ten uważam za udany. Krajobrazy sielankowe, dużo zieleni i tak spokojnie, tylko niestety są to dosyć zaniedbane tereny. W reszelskim zamku nie chciałabym wynająć pokoju, nie wiem jak w środku, ale z zewnątrz i z dziedzińca wygląda to dość ponuro. Pogoda też dopisała więc poczuliśmy się bardzo wakacyjnie. Aż trudno było dziś rano ruszyć na pełnych obrotach do pracy.

No żesz!

<p style="text-align: …

Po tym jak gorączka u Juniorki więcej się nie pojawiła, a lekarka nic niepokojącego nie stwierdziła, został tylko katar. We wtorek Mąż zaczął narzekać na zatoki. Wczoraj na stypie Juniorka jak zwykle bawiła się z córką mojego kuzyna. A co okazało się dziś? U córki kuzyna wylazła ospa. No to teraz będzie oglądanie. Szansa, że Juniorka nie złapała wirusa? Pewnie nikła…

I tak to po telefonie z informacją od rodzinki odechciało mi się jutrzejszego wyjazdu. Beznadziejna ta końcówka maja.

Ekstremalny kurs życia

<p style="text-align: …

Przy tym co wydarzyło się u nas w ciągu ostatnich 30 godzin to mam wrażenie, że uprawianie sportów ekstremalnych jest bułką z masłem (tam przynajmniej człowiek sam decyduje się na adrenalinę i wybiera stres). Noc z piątku na sobotę nieprzespana bo smutek, łzy, ból głowy, żal i nasłuchiwanie jak tam zapchany Juniorkowy nosek. Rano trzeba było się do jako takiego porządku doprowadzić bo przecież Przyjęcie. Połowa gości zamyślona i z podpuchniętymi oczami, ale ogólnie było bardzo rodzinnie. A nim przyszła północ Juniorka rozgrzała się niczym piec kaflowy. Na termometrze 39,3. To jej pierwsza gorączka w życiu, dla nas pierwsze doświadczenie z lekiem przeciwgorączkowym i czuwaniem. W sumie nie wiem skąd organizm bierze dziś siłę. Juniorka śpi teraz pod okiem Babci to i ja idę się zdrzemnąć.

No i d…

Przeziębienie …

Przeziębienie praktycznie mi przeszło. Radość okazała się jednak przedwczesna. Juniorce tuż przed kolacją zaczęło lecieć (doslownie) z nosa. Wirusa pewnie złapała ode mnie. Ale jak miała nie złapać? Skoro nikt nie kwapił się do przejęcia, przez te trzy najgorsze dla mnie dni, choć części moich obowiązków przy Juniorce. Ale tak to już bywa, jak matka nosem się nie podpiera to znaczy, że ma się dobrze. Wrr. Dzisiejsza noc pewnie przerywana będzie, biedny Maluch. 

Skleroza postępująca

<p style="text-align: …

Wczoraj tuż przed sklepem (dobrze, że jeszcze przed, a nie przy kasie) okazało się, że nie mam portfela. Został w innej torebce. Do godziny 16 z minutami chodziłam „goła i wesoła”, bez pieniędzy i bez dokumentów. Dobrze, że żadnego patrolu policyjnego nie zaliczyłam bo jeszcze z mandatem bym wróciła. A dziś rano wysiadając z samochodu sięgam jak zawsze po pracowe klucze i… nie ma ich… wczoraj schowałam je do kieszeni płaszcza, a dziś kurtkę założyłam. Źle ze mną. A no i choróbsko się przyczepiło. Niby nic takiego, ale dokucza. Mam tylko nadzieję, że nie przeniesie się w żaden sposób na Juniorkę.

Szczebelki

<p style="text-align: …

Dawno temu, gdy Juniorka była jeszcze po tamtej stronie brzucha, w tym właśnie miejscu zastanawiałam się nad łóżeczkiem: czy wybrać z opuszczanym bokiem czy z wyjmowanymi szczebelkami. Wtedy padło na wyjmowane szczebelki, choć dziś raczej wybrałabym opuszczany bok. Wkładanie dużego już już i dość ciężkiego człowieka na samo dno łóżeczka, gdy ów człowiek śpi w najlepsze, nie jest rzeczą najprostszą ani najwygodniejszą. Sposób mocowania szczebelek do wyjęcia w naszym łóżeczku nie jest najlepszy. Ja nie miałam zamiaru ich jeszcze wyjmować (śpimy nadal w pokoju Juniorki więc jej samodzielne wychodzenie nie jest mi do niczego potrzebne), ale siedzą tak lekko, że Juniorka bez problemu się ich pozbywa. Dzięki tej łóżeczkowej niedoróbce w weekendy mam w łazience gwarantowaną widownię. Niestety widownia przy okazji broi ile wlezie, a człowiek unieruchomiony na toalecie… :- Nie ma też opcji, że rodzic poleży choć 10 minut dając latorośli książki czy zabawki do łóżeczka bo Latorośl po przebudzeniu szybko z łóżeczka się ewakuuje. Może dziś na mechanizm zabezpieczający bok przed opuszczeniem też bym narzekała, ale nie mam to nie wiem 😉

Zimna Zośka zaszalała. A na dodatek nie ma to jak obudzić się w środku maja z bólem gardła. Ble

W samochodzie

<p style="text-align: …

Stoję za zamkniętym przejazdem kolejowym. Nic się nie dzieje. Zerkam w lusterko wsteczne. A tam Pan ekspresyjnie wybija rytm na kierownicy. Pewnie słuchał swojego ulubionego kawałka i go poniosło. Uśmiecham się delikatnie i myślę o tym jak ja czasami bujam głową do rytmu, ale częściej podśpiewuję. Jak człowiek siedzi w samochodzie to ma wrażenie, że nikt go nie widzi, a mało tego, czasami to i może być go nawet słychać 😉

Frontem do klienta?

<p style="text-align: …

Dzisiaj trochę w kwestii szukania kwatery. Internet wychodzi nam w tym wypadku mocno na przeciw. Ogłoszeń mnóstwo, zdjęcia, opinie. Miejscem noclegowym na nasz majowy weekend miał być dwustuletni dwór. Blisko miasta, ale w ciszy i spokoju bo tylko 6 pokoi, fotografie i opinie bardzo zachęcające. Nastawiłam się bardzo. Dzwonimy raz, Pan właściciel zajęty i nie ma przed sobą zeszytu rezerwacji. OK, zrozumiałe. Dzwonimy na drugi dzień, Pan znów zajęty ale obiecuje oddzwonić następnego dnia. Trzeciego dnia, Pan nie dzwoni, naszych telefonów też nie odbiera. I tak to zraziłam się do tego miejsca. Gdzie indziej pokoje „uciekają”, a my przecież z dzieckiem jedziemy to lepiej się zabezpieczyć niż potem być zmuszonym do wzięcia tego, co zostanie, przecież spać w samochodzie nie będziemy. Wybrany pensjonat jest polecony przez rodzinę więc myślę, że się nie rozczarujemy, ale obiekt większy to może być głośniej. Ale dobra, byle wyspać się dało i Juniorkę „oporządzić” bo dni i tak wypełnione będą 🙂

Matce włos się jeży

<p style="text-align: …

Gdy było chłodniej były spacery, teraz po prostu jesteśmy na dworzu bo do domu to można by wracać jedynie na jedzenie. Jest piaskownica i zjeżdżalnia, huśtawka na drzewie i rowerkiem pojeździć można po podwórku. Ale jak dziś patrzyłam na Juniorkę (czasami z przerażeniem) to zaczęłam się zastanawiać co mamy w podręcznej apteczce. I wyszło mi, że trzeba się dobrze zaopatrzyć bo najlepsze zabawy to wymyślanie torów przeszkód, po których oczywiście trzeba biegać, wchodzenie na wszystko na co się da, przechodzenie przez murki itp. Słowem, wszystko to co matce podnosi ciśnienie… Zabronić się nie da bo protest osiągnie zasięg kosmiczny. Można jedynie obserwować i asekurować, na tyle na ile nie zostanie się odepchniętym przez Juniorkę Samosię.

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij