Jeszcze nic, a u nas już

Jeszcze jesień ze swoimi smarkami i zarazami daleko, a my już zaczęliśmy nowy sezon chorobowy… Juniorka się obudziła i poprosiła o zmierzenie temperatury, no i 37,5 – 37,8 a do tego ból głowy i brak apetytu… Teraz zasnęła (o 14:30!) co też nie jest najlepszym objawem… Pokrzyżowało to Jej plany na jutrzejsze zakończenie wakacji z kuzynami przy pizzy i zabawie 😦 Nad początkiem roku też znak zapytania miga. Kurujemy się i obserwujemy.

Co prawda mnie w niedzielę zaczęło lekko boleć gardło, ale zrzuciłam winę na sobotnie lody popite kawą (takie połączenia mi nie służą), ale może to jednak inna przyczyna była…

Noś długie włosy jak my?

No nie. Już nie. Jak są dłuższe to jakoś nie potrafię się fajnie uczesać. Teraz mam równe do ramion ponieważ przed wakacjami stwierdziłam, że może wygodniej mi będzie gdy w upalne dni będę je sobie związywała… no i przez dwa miesiące trzy razy zrobiłam sobie kitka lub koczka. Już czesanie włosów Juniorki, które też nie są bardzo długie, ale tak samo źle dające się czesać jak moje, nastręcza mi co rano skoków ciśnienia. Wracam zatem do krótszej wersji. Jutro idę do fryzjera po coś w ten deseń 😉

Niebieskie migdały

Lubię migdały. Lubię niebieski, błękitny, lazurowy. Lubię białe chmury jak stateczki na błękitnym niebie. To pobujam sobie w obłokach przez najbliższy czas.

Jutro do pracy. Ale nie wiem na którą godzinę bo wciąż nie sprawdzam poczty służbowej. Przecież moje myśli właśnie schodzą po 15 schodkach, otwierają furtkę, przechodzą kilkadziesiąt kroków i już widzą morze, następnych kilkanaście i już mogą poczuć piasek pod stopami…

No nie mogę zapomnieć o tych nadmorskich klimatach. Wlewają się we mnie coraz głębiej. I mam nadzieję, że kiedyś będę mogła nasycić zmysły w jednym z takich miejsc przez dłuższy czas. Nie łapać łapczywie w ciągu tygodnia. Móc delektować się powoli…

sny o niebieskich migdałach

Tylko Juniorka odlicza dni do końca wakacji swoich i moich. I martwi mnie to trochę, bo od powrotu ma problemy ze snem, dziś wybudziła się 3 razy…

RewAlacyjnie

Tym razem pogoda dopisała. Co prawda byliśmy tam już po raz trzeci i ludzi jak i straganów więcej niż w 2016 i 2018 to jednak niezmiennie się tam dobrze czuję. W Wisełce jest pięknie, ale w Rewie również i to tylko 2 godziny jazdy. A w Rewie to już wszędzie blisko. Ewa równie sympatyczna jak Ula w Kościelisku. Reszta słów nie potrzebuje.

Czas wykorzystaliśmy solidnie. Sycąc wszystkie zmysły różnymi dobrociami. Uszy szumem morza. Oczy cudownymi widokami. Nos zapachem lata czyli zapachem olejku do opalania na ubraniach. Stopy w piasku się wymasowały. A kubki smakowe dopieściły lody truskawkowe w Cafe Pistacja i burgery w Rewa Burger. A w Zamku w Rzucewie status społeczny na chwilę sobie podnieśliśmy 😉

Tym razem dom nie wyssał ze mnie dobrego wakacyjnego nastroju 🙂

Nic z tego

Pisałam już dlaczego nie zrobię sobie tatuażu – ze względu na kobiecą niestałość 😉 Ale motyl jakiś czas już przecież ze mną jest. Bransoletki z motylem nie zdejmuję. Pomyślałam więc, że jak na wakacjach będzie stoisko z tatuażem z henny to wymaluję sobie motyla. I faktycznie takie stoisko było, tuż przy samym głównym wejściu na plażę, na które wybraliśmy się na pierwszy wieczorny spacer. Juniorka przejrzała oferowane szablony. Motyl był, nieco duży chyba jak na miejsce, w którym miałby być. A tu nagle Mężu rzecze, że zrobicie sobie tatuaże jak będziemy wyjeżdżać. O, jak mi się ten pomysł spodobał. Ale po powrocie do pokoju zaczęłam szukać informacji na temat henny. Dla dzieci poniżej 10 lat odradzane. Poza tym dla uzyskania ciemniejszego koloru dodawana jest parafenylodwuamina, która już jest substancją alergizującą iiiiiii…. się rozmyśliłam. Ale za to dziewczyna z budki z zapiekankami miała ładne motyle na wewnętrznej stronie przedramienia. Na kubeczku na napiwki widniał napis: zbieram na nową maszynkę do tatuażu. Może trzeba poczekać aż uzbiera?

Juniorka zamiast tatuażu z koniem (jej znakiem z chińskiego zodiaku) zdecydowała się na kolorowy warkoczyk we włosach.

Mnie pozostał motyl na bransoletce.

Tak działam

Nie kupuję planerów bo nie planuję. Nie robię list do zrobienia. Nie chcę. Nie potrafię. Nie lubię. I tak nie zrobię. Nie ważne. Ale już wiem co napiszę na blogu 11 listopada (nie, nie jest to tekst niepodległościowy). Czasami myśli układają się w taki sposób, że powstaje pomysł na konkretny wpis. Tak już mam 😉 i tak działam 😉

😉

Zdjęcia

Juniorka w tym roku wymusiła na mnie wywołanie wybranych przez nią zdjęć z wakacji. Będzie miała co pokazać jak Pani poprosi dzieci o przyniesienie pamiątek czy zdjęć… Wywoływałam je już po tym gdy mój telefon częściowo ogłuchł więc ze strachu, że wyłączy się w nim coś jeszcze przesłałam do wywołania trochę więcej niż chciała Juniorka.

A, że pogoda w tym roku sprzyjała przy żniwach to i drugi, krótki wyjazd doszedł do skutku. Jak w dalszym ciągu dopisywać będzie to skupimy się na plażowaniu. Juniorka musi się do oporu wypluskać w Bałtyku, bo tego jej po załamaniu pogody w Wisełce brakowało. Rewski pokój na tyle blisko plaży, że spokojnie na siku wyskoczyć doń można więc mam nadzieję, że dziecko będzie usatysfakcjonowane czasem faktycznie nad morzem spędzonym. Dopiero na powrocie chcemy coś pozwiedzać. Albo Osadę Łowców Fok (byliśmy już tam, ale Juniorka miała 2 lata więc nie pamięta) albo już na trasie słowiańskie Grodzisko Owidz ponieważ po tym jak zafascynowało ją Centrum Słowian i Wikingów to do Biskupina chciała jechać (ale ten przy innej okazji).

Tak, czy siak jeszcze parę zdjęć w tym roku przyjdzie wywołać 😉

Gdzieś w tym wszystkim jestem ja

Gdybym mogła z obecną wiedzą wybierać kierunek studiów 20 lat temu to wybrałabym inny. Patrząc teraz na pracę niektórych moich koleżanek to stwierdzam, że praca ta zmierza w stronę kaowca z wczasów zakładowych…

Tymczasem jeszcze starsze zainteresowania odezwały się na widok tej książki. W opisie której czytamy: „oto opowieść o naszych praprzodkach, ich duchowości i przedsiębiorczości, przybyszach z dalekich stron i relacjach z sąsiadami, przypadkowych odkryciach, nietypowych pochówkach łączonych z lękiem przed wampirami, poszukiwaniu (i rozkradaniu) skarbów, archeologii podwodnej i autostradowej oraz lotniczym skanowaniu lasów. Archeologiczna saga o nas samych.” I już oprzeć się nie mogłam 😉

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij