W drodze…

Nasze życie to pewnego rodzaju droga. Najwyraźniej to czuć w dniu ślubu w życzeniach: wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia. Ta droga jest niby jedna, a składa się jakby z kilku. Rodzicielstwo też jest drogą. Czasami prostą, szybką i z pięknymi widokami. Innym razem wyboistą, stromą i z karkołomnymi zakrętami. A my na tej drodze jesteśmy drogowskazami dla naszych dzieci. Wczoraj nie tyle szukałam zapomnienia co rozwiązania. Na wychowawczej ścieżce Juniorki postawiłam znak ostrzegawczy, dodałam kilka informacyjnych… ale wiem, że dziecku nieśmiałemu wobec rówieśników ciężko będzie je zastosować. Głowię się w jaki sposób jeszcze ją wesprzeć by sobie poradziła? Jak nauczyć czegoś, co samemu się ledwo umie, a wypracowywało się to latami? Dróżka Juniorki zboczyła na manowce i jak sugestie z ostatnich rozmów nie poskutkują to będzie konieczne zastosowanie znaków zakazu i nakazu… a tego bym nie chciała, bo może naprostuję kurs, ale kosztem jeszcze większych Juniorkowych emocji i niekoniecznie nauczę tego, czego bym chciała…

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij