W sieci

Przeglądałam fb gdy na jednym z książkowych fanpejdży mignęło coś, co zaskoczyło mnie ogromnie, co sprawiło że szczęka mi opadła bo nie spodziewałam się zobaczyć książki będącej kontynuacją S@motności w sieci. S@motność przeczytałam wiele lat temu, wtedy książka wywarła na mnie spore wrażenie. Filmu nie oglądałam, żeby nie zepsuć wrażenia, które do tej pory gdzieś tam jest. Potem z Wiśniewskiego przeczytałam jeszcze: Zespoły napięć, Martynę, Los powtórzony, Intymną teorię względności, Molekuły emocji, Czy mężczyźni są światu potrzebni?, Arytmię uczuć (będącą formą rozmowy z Dorotą Wellman), Sceny z życia za ścianą, potem trafiłam na Bikini i przez nie nie przebrnęłam, dopiero przypadkowo kupiony Grand całkiem dobrze mi się czytało, ale już nie śledziłam tego co wydawał. Aż tu coś takiego! 😲 Koniec samotności,  gdzie „główni bohaterowie to nowe pokolenie. Kuba i Nadia również poznali się dzięki Internetowi, ale… w klasztorze. Ich związek jest całkowitym przeciwieństwem chłodnej relacji łączącej rodziców Kuby.” Pewnie przeczytam… z ciekawości i… sentymentu. Wszak Męża też mam z internetowego chata (choć nasza znajomość zaczęła się dobre 10 lat po lekturze Samotności). Ale mam też jednego znajomego, który został mi z netowych czasów. Wirtualny świat był na tyle ciekawy, że czytałam też Wirtualne zauroczenie Manuli Kalickiej, ale to było nijakie. Z obecnie wydanych zapisałam w swoim notatniku z ciekawostkami tytuł: Nie odpisuj Marcela Mossa, po który pewnie też sięgnę choć część opinii mówi o spłyconym temacie głównym, ale opinię wyrobię sobie sama.

koniec

Weekendowy detoks

W piątek skończyłam pracę nad moim „dokumentem”, chociaż to dopiero początek wspinaczki na szczyt. Komputerowy detoks był potrzebny. Wyjazd do opery jak zwykle się udał. Nie ma to jak ubrać się naprawdę elegancko i wybyć z domu. Sobota była bardziej dla duszy, a niedziela dla ciała. Po obiedzie wybraliśmy się na spacer do naszego ogrodu zoobotanicznego. Momentami pokapywał delikatny deszczyk, ale mieliśmy kaptury więc było OK. Juniorka zadowolona, że znowu zobaczyła osiołka, kózki, surykatki, lemury, węże, walabie bennety, emu, rybki, kameleona i ara pięknie wołała „ara”, no i pandy małe (jeden z ostatnich nabytków). Pobawiła się na placyku zabaw. Chociaż mam wrażenie (może to przez to, że część zwierząt się pochowała), że nasz ogród stał się bardziej botaniczny niż zoologiczny w porównaniu do naszej ostatniej tam wizyty. Mimo tego wolałam to niż pójść do cyrku wątpliwej renomy. A następnym razem zabierzemy Juniorkowy kajet na naklejki i będziemy przystawiać pieczątki z wizerunkami zwierząt ukryte w skrzynkach odkrywców.

pandam
wędrówki pandy małej

 

 

Oczopląs

Współczuję ludziom pracującym 8 godzin dziennie przed komputerem. Jak oni dają radę? Ja mam dwa intensywne dni przed monitorem i już nie wyrabiam. Od ciągłego spoglądania na wydrukowane kartki, przeglądania pootwieranych kart przeglądarki wyszukując potrzebnych danych i pisania mam już dość. Od godziny 11 boli mnie głowa, a apap średnio pomaga (nic innego brać nie mogę). Najgorsze, że wieczór jest ciągiem dalszym pracy, a jutro znowu w rzędy maczkowatych literek… Powiedzmy, że jutro skończę pierwszą wersję, ale ostateczną na pewno jeszcze nie będzie. W sobotę detoks w operze na „Weselu Figara”.

Jak to tak?

„Lato, lato, lato, echże ty

Od gorąca twych promieni zapłonęły liście drzew
Od zieleni do czerwieni krążył lata senny lew
Mała chmurka nad jej czołem, mała łezka słony smak
Pociemniało, poszarzało-jesień jak to tak
Jesień, jesień – jak to tak”

Jakoś tak mnie olśniło! I nie wiem dlaczego mnie to zdziwiło? Że to już ostatni tydzień września, że zaczęła się kalendarzowa i astronomiczna jesień. A ja wciąż oczekiwałam dni z temperaturą w okolicach 25 stopni 😉 Może jeszcze się trafi tak ładny dzień jak ostatnia niedziela, ale to już raczej będzie jak rodzynka w drożdżowym ciepłym cieście. Póki co wciąż nie trafiam z ubraniami Juniorki, w piątek ubrałam ją za ciepło, wczoraj zbyt lekko, dziś znów za ciepło. Bezchmurne niebo nie zawsze już oznacza ciepły dzień. Mnie to i tak już zimno, przez 8 z 12 miesięcy jest mi zimno. Niespodziewanie też kolory jesieni wdzierają się do mojej szafy, jakoś tak odcienie żółtego, coś na podobę koloru dyni i czerwony klonowy płaszczyk właśnie noszę. Odcienie, które wcześniej nie wydawały się być moimi, ale może też i zimę te kolory trochę mi ubarwią.

Dziewczęce i chłopięce

Temat poruszałam już nie raz, ale po raz kolejny się uwidocznił gdy Juniorka była ze mną w sklepie. Temat poruszałam nie raz ponieważ już od okresu noworodkowego coś jest dziewczęce, a coś chłopięce. A mnie nie raz było z tym nie po drodze i robiłam po swojemu. Juniorka oczywiście jest w 100% pięcioletnią dziewczynką czyli lubi księżniczki, tęczę, jednorożce, kolor różowy, brokaty, długie włosy i kiecki z falbanami. Ale lubi też dinozaury i Scooby-Doo. Gdy w sklepie odzieżowym weszła do działu chłopięcego aż piszczała, że chce TO i TAMTO. Dlaczego? Bo ubrania z nadrukiem psa Scooby są tylko w dziale chłopięcym, z dinozaurami w zasadzie też (tylko w jednym sklepie znalazłam dziewczęce legginsy w brokatowo – kolorowe lub różowe dinozaury, oczywiście kupiłam od razu). I jest mega szczęśliwa, że ma jeszcze spodnie dresowe i bluzkę ze Scooby’m. Szczerze nie rozumiem tego podziału, że nawet bajka lub zainteresowanie może być nacechowane płciowo. Chowam małe gender? Może tak… i dobrze mi z tym. Chociaż pięcioletnie dziecko świetnie obserwuje świat i widzi, że dziewczynki w przedszkolu nie noszą niebieskich dresów ze Scooby’m więc nie jestem pewna czy do przedszkola założy je tak chętnie jak wczoraj… z dinozaurowymi legginsami nie ma problemu bo krój i nadruk ma typowo dziewczęcy charakter… W każdym razie w XXI wieku od małego nadal niestety wtłaczane są podziały płciowe.

lambo
a to Juniorkowe lamborghini aventador 😀

Moping

Weekend bez żadnych wychodnych zobowiązań. Zatem sprzątam, segreguję, układam… tak nakazuje rozsądek. Chociaż wolałabym na przykład poczytać, Drzewo wspomnień czeka na skończenie, dalej już szeleszczą kartkami: druga część Słowiańskiego siedliskaDary Bogów Szeptucha (do której na równi jestem sceptyczna co ciekawa).

Jednak póki co NIECH MOp BĘDZIE ZE MNĄ 😉🤣

Odlot

Ten tydzień zdominowany przeglądaniem się w lustrze przeszłości uruchomił inny zapomniany mechanizm. Przypomniał o wizualizacji wspomnień i marzeń. Jak ja lubię ten stan szybowania ponad tym co realne, nawet (a może szczególnie) gdy frunę w stronę największych niedorzeczności. Totalny odlot, a jak odlot to i lekkość i uśmiech na twarzy. Nawet słowa inaczej się układają, w ten sposób za którym tęskniłam. Ostatnio jestem do bólu realna. Bo jak nie być realnym pakując do pralki męskie bokserki? Tego jakoś marzycielskie uniesienia nie obejmowały 😉 By podtrzymać ten odrealniony, euforyczny stan przyszło mi na myśl, że muszę posłuchać Pati Yang (bo to właśnie z takich fruwających czasów muza) obracając dłoń w blasku księżyca. Jednak realna ja w blasku księżyca śpi 😉 Płytę załadowałam do samochodu i… zgrzyt, a raczej łomot basów wydobył się z głośników, zagłuszając głos i teksty Pati. Na tym skończyło się słuchanie akurat tej muzyki z epoki 😉 Ale coś z tym fantem muszę zrobić, by częściej być gdzieś w chmurach, to dobrze na mnie wpływa, łagodnieję i mniej frustracji we mnie.

Do zamkniętej szuflady

Zagłębianie się w minione może nam oświetlić różne szufladki ukryte w zakamarkach przeszłości. Do niektórych nawet warto zerknąć ponieważ zrozumienie i akceptacja przychodzą zazwyczaj po latach, czyli gdy nabierzemy dystansu. To zajrzałam do jednej i okazało się, że nie mam już żalu, nawet łzy mogę wybaczyć. Jedynie malwersacje nie uległy przedawnieniu 😉 Ale już pomijając ten fakt, szufladkę mogę zamknąć na dobre, a nawet przenieść do działu wspomnień otagowanych uśmiechem.

szafka

Leniwe relacje

Mamy swoje rodzinne grono, z którym spotykamy się z różnych okazji. Wiadomo, że raz się chce, innym razem mniej – ale to funkcjonuje. Przy ostatnim, trochę szerszym, spotkaniu padł cytat z rozmowy, że ktoś także by tak chciał… ale jak przyszło co do czego, to jednak jej nie było. My też moglibyśmy zaprosić kumpla mojego Męża z technikum. Kumpla, który jest moim kuzynem, w którejś tam linii (akurat go nie znam). Co lepsze ten kumpel jest bratem mojego Kogoś sprzed 20 lat. Ktoś nie jest erotyczny, Ktoś mógł wypełnić braki w innych relacjach. Gdy ogarnęłam o co chodzi, nie mogłam uwierzyć jak los zbliża nasze ścieżki. Wystarczyłoby trochę chęci i można stworzyć fajną grupę ludzi na pogaduchy, spotkania itp. Moja aspołeczna natura chciałaby czasami przenieść kultowy już serial FRIENDS do własnej rzeczywistości, by od czasu do czasu móc być częścią bliskiej sobie wspólnoty. Jednak nikomu się nie chce włożyć odrobiny wysiłku w zorganizowanie czegoś większego. I tak czekamy na los, który w końcu zbierze nas w jednym miejscu.

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij