Wczoraj po obiedzie wybraliśmy się na ciacho do kawiarni. Miało być „elegancko” przy stolikach, tłum ludzi i brak miejsc jednak nas zaskoczył. Kupiliśmy ciasta na wynos i wprosiliśmy się na kawę do mojej Chrzestnej.
Chrzest najmłoszego w rodzinie też zaliczony (dla mnie odbębniony). Małżu chrzestnym, dumny i zadowolony (choć to nie pierwsza dla niego taka rola), moje uczucia w tym względzie bardziej ambiwalentne.