Skrzydła

Od sierpnia moje życie zaczęło wychodzić na prostą. Farmakologia czyni cuda 😉 Znowu mi się chce, znowu się dzieje. Oby na wszystkich płaszczyznach życia tylko pozytywnie się działo. Motyl znów rozwinął skrzydła 🙂

Czy tu wróci? W sensie do pisania. Nie wiem…

Niech Nowy Rok 2025 przyniesie Wam zdrowie, radość i spełnienie marzeń. Niech każdy dzień będzie pełen sukcesów i uśmiechów. Szczęśliwego Nowego Roku!

Dziękuję Wam ❤

Anioł

„Mój Anioł co wieczór pierze skrzydła w pralce. Zawiesza je troskliwie nad kuchennym piecem. Na gwoździku wbitym w ścianę wiesza aureolę i tak bardzo po ludzku włosy czesze przed lustrem… Rano wstaje jak wszyscy, wkłada swój strój roboczy, dzwoni z budki do Boga i kłóci się o moje jutro… A gdy wraca zmęczony, od drzwi pyta o obiad i zagląda do garnków, całując mnie w ramię. Anioł nigdy nie upada. Diabeł upada tak nisko, że nigdy się nie podniesie. Człowiek upada i wstaje.”

Sierpień

Lipiec minął sama nie wiem kiedy. Najpierw wszyscy chorowali, a ja niemal do połowy lipca kończyłam sprawy zawodowe. Jak już wszystko na prostą wyszło to mnie choróbsko rozłożyło na całe 2 tygodnie, a kolejny tydzień dochodziłam do sił. Żniwa minęły gdy chorowałam więc niemal ich nie zauważyłam. Przez to Mężu sam pracuje przy dachu to i żniwa wyglądały inaczej niż zwykle bo nie miał czasu na przygotowanie miejsca przechowywania. Rzepak sprzedany od razu, pszenica wyjechała dwoma TIRami prosto z pola, tylko jej reszta trafiła do stodoły i tylko owies w całości zwieziony do domu. Zaczęły się pożniwne prace polowe. I tak zaczął się sierpień. Od dziś czas zacznie się kurczyć. Mama boryka się z ciężką migreną. Wyjazd urlopowy? Nawet nie wybraliśmy miejsca. Juniorka chce nad morze, ale mogą być góry byle było miejsce do pływania. Mężu myśli o Bieszczadach, co prawda to duże niższe góry niż lubi, ale w Bieszczadach nie był… Dla mnie jak zwykle odległość robi różnice bo w razie cokolwiek w domu to… Także ten, wszystko w fazie mocno rozwojowej, tylko wakacje w odwrotnej 😉

Weekendy tematyczne

Weekendy mają swoje motywy przewodnie. Był weekend wiśniowy, były weekendy chorobowe, zaś miniony był ogórkowy.

Zaraz po weekendzie wiśniowym był pogrzeb Cioci. Tuż przed weekendem ogórkowym był pogrzeb mojego kuzyna. O nadchodzącym weekendzie myślałam w kategoriach odnawiania kontaktów rodzinnych z moją kuzynką od strony Taty. Ale już wiemy, że w sobotę będzie pogrzeb kuzyna mojej Mamy i nie wiem czy ogarnę wszystko (po chorobie wciąż odzyskuję siły, a dom zapuszczony) tak by na niedzielę zaprosić gości. Zobaczę co da się zrobić, tak żeby siebie też nie zajechać.

Na zdrowie

Po 2 tygodniach solidnego chorowania z potami, nawracającą gorączką i kaszlem zaczęłam funkcjonować. Jeszcze jestem trochę słaba, ale już do sklepu wczoraj sama pojechałam. Mam nadzieję, że od teraz będzie już tylko lepiej, że wszyscy już będziemy zdrowi i wakacje faktycznie wakacjami będzie można nazwać.

bye, bye

Wiśniowy sad

Przerabiamy właśnie wiśnie z naszych drzew na kompot, na dżem.

A jak byłam mała, taka w wieku Juniorki mniej więcej, to chodziliśmy po wiśnie do Cioci. Kiedyś Mama wysłała mnie po trochę wiśni i dała kawę dla Cioci, której Ona oczywiście przyjąć nie chciała. Narwałam więc wiaderko, które miałam ze sobą. Kawę postawiłam pod drzwiami, zadzwoniłam dzwonkiem i uciekłam 😉 Ciocia też uszyła mi bardzo modne w tamtym czasie spódnico – spodnie i bluzkę do kompletu.

We wtorek odprowadzimy Ją w ostatnią drogę. Ale mnie już chyba zawsze z tymi wiśniami będzie się kojarzyć.

Wakacje 2024

Taaak, chciałoby się tak jak na załączonym obrazku…

Tymczasem… wakacje trwają, a w zeszłym tygodniu byłam w pracy 3 dni, w tym pewnie będę 2, a w przyszłym się okaże.

To, że Juniorka jeszcze trochę kaszle uznaję za tzw. pikuś. Większym problemem jest zdrowie Mamy, która nie może wyjść z zapalenia oskrzeli i właśnie z moim Mężem znowu jest u lekarza. Na jutro ma rehabilitację na kręgosłup, ale to pewnie znowu będzie trzeba przełożyć. Gastroskopia za tydzień, też już raz była przekładana.

Jesteśmy w trakcie naprawy dachu i wymiany pokrycia. Praktycznie wszystko Mężu robi sam z pomocą Szwagra. Koszty to materiał, ale to i tak kilkanaście tysięcy. Potem zmiana miejsca kotłowni i wymiana pieca… No i przede wszystkim żniwa. Czas jest więc dla mojego Męża pojęciem bardzo napiętym.

Suma sumarum z wyjazdem może być krucho… Na razie wymyśliłam, że któregoś dnia można by się udać do Biskupina. Juniorka chciałaby na 4 noclegi do Rewy… Zobaczymy co nam z tego lata wyjdzie.

Pomiędzy wtorkiem a piątkiem

W środę i czwartek zrobiłam sobie wolne by ogarniać chorych w domu. Do pracy chciałam wrócić w piątek bo przecież najgorsze już będzie za nami. Tymczasem jest nawet gorzej. Mamy zapalenie oskrzeli wcale nie opuszcza. U Juniorki do kaszlu dołączyła jelitówka. Do pracy musiałam iść. Coś tam ogarnęłam, ale nie wszystko bo spieszyłam się do domu. Obiecałam, że będę w poniedziałek… ale czy to znowu nie będzie karkołomne to się okaże. Możliwe, że Mama będzie chciała jechać do lekarza gdyby się nie poprawiło. A Juniorka… póki co jest słabo…

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij