Dnia od kawy nie zaczynam. Do śniadania herbata, a kawa dopiero za jakiś czas do obowiązkowej słodyczy. Ale weekend był tak chmurnie ponury, że w niedzielę zaczęłam od nastawienia ekspresu do kawy. A jak kawa to na śniadanie kanapeczki z żółtym serem posmarowanym wiśniowym dżemem domowej roboty. A tak, lubię takie zestawienie 😉 i dopiero potem miałam siłę i chęć na dwugodzinną wyprawę w las w zestawieniu 2+1+1 😉
Po raz kolejny przekonałam się, że moje dziecko znajdzie wspólny język z każdym dorosłym, ale dzieci się boi… 😦
Po perypetiach z zapisami na warsztaty plastyczne ruszamy, tzn. Juniorka rusza dziś na pierwsze spotkanie. I chociaż zwolniło się miejsce w grupie w naszej szkole to mimo to spróbuję w bardzo kameralnej grupie w innym środowisku…
Duży wpis czeka na możliwość powstania… liczę na wyjątek czyli czasową lukę do wykorzystania na pisanie 😉