Piątek nie okazał się kłopotliwy. DK15 udało mi się przejechać gdy kolumna traktorów wjeżdżała do miasta. W szkole było mało dzieciaków. Na ulicach mało osobówek. Podobno wiele osób pobrało urlopy, albo nawet firmy po prostu w ten dzień nie pracowały. I tak zaczęły się ferie. Lecząc jeszcze różne dolegliwości skupiliśmy się na rozpieszczeniu kubków smakowych, są faworki, będą domowe burgery. Choć Mężu chciałby w góry, a Juniorka do Sopotu to ewentualny wyjazd nadal w fazie mocno koncepcyjnej. Ja bardziej myślę o tym, że będzie czas na duże prania, na porządkowanie w szafach. Jakoś tak nie wiem, ale nie tylko za oknem deszczowo.
Dziś mija 18 lat i 3 miesiące gdy prowadzę tego bloga. Ten wpis jest 3317 przelaniem moich myśli na ekran komputera. Chociaż ostatnio bytowanie tutaj idzie mi coraz gorzej. I mimo, że mam nadzieję, że w ferie może się rozkręcę, znów rozpiszę i ogólnie tu będę. To może jednak nadszedł czas pewnego końca…