Faktura snu

Przez ferie spało mi się dobrze. Zapadałam się w sen niczym stopa zanurza się w nowe i puchate kapciuchy, a on przylegał do mnie szczelnie. Był miękki i mięsisty nawet wtedy, gdy Juniorka nie mogąc spać przychodziła do nas prawie każdej nocy, budziłam się, ale sen zaraz znowu mnie oplatał. Dwie ostatnie noce były już inne. Teraz już tylko leżę na rozrzedzonej powierzchni snu ledwo go dotykając. Jest płasko i niewygodnie.

Dobrej nocy.

Po feriach

Ferie dobiegły końca, wszak sobota i niedziela zawsze wolne. Pierwszy tydzień minął na pozbywaniu się kaszlu u Juniorki i przeziębienia u Babci. Potem pogoda przechyliła się mocno w stronę deszczu, co słabo rokowało na spacery po Molo. W poniedziałek pojechaliśmy na nową Akademię Pana Kleksa. Film mi się nie podobał, po 20 minutach wręcz żałowałam, że nie poszliśmy na co innego. W domu obejrzeliśmy obie części z lat 80 i to jest to, to jest Kleks, to jest bajkowy świat. Wtorek i środę zajęły protesty, w których Mężu brał udział. Po tylu godzinach spędzonych na dworze rozbolało go gardło i czwartku potrzebował na podkurowanie. Na dziś miał wyznaczony odbiór nawozu więc akwarium gdyńskie i Sopot chwilowo wypadły z planów (może za tydzień w sobotę). A dziś po rozładunku pojechaliśmy do naszego Młyna Wiedzy i na kolejnych piętrach robiliśmy doświadczenia i poznawaliśmy mechanizmy rządzące światem. Obiad zjedliśmy na starówce. Dobre aktywności na dzisiejszy Dzień Walki z Depresją. A na zakończenie dnia podpisaliśmy umowę na przygotowanie i ogarnięcie sali na przyjęcie komunijne, menu zapowiada się smacznie.

Przygotowania komunijne cz.4

Juniorka nie chodzi do szkoły leżącej na terenie parafii więc nie znamy rodziców rówieśników z racji przynależności do klasy. Nie utrzymujemy też większych kontaktów z nikim z okolicy. I było nam dobrze bez wiedzy na temat prezentu dla księdza (już sobie kupił), dekoracji, fotografów, kwiatów dla katechetki itp. Ale tak się złożyło, ktoś pokojarzył, i zostaliśmy dodani do komunikatorowej grupy rodziców dzieci komunijnych. Oczywiście swoją składkę na to co trzeba zapłacimy, ale dyskusje na tej grupie wywołują u mnie (jak to się ładnie w psychologii nazywa) reakcje opozycyjno – buntownicze 😖

Jeszcze w tym miesiącu mamy się spotkać z Panią w sprawie ustalenia menu. Juniorka bez kotleta de volaille obiadu nie widzi 😉

15 luty 2024

Fanpejdż sierpeckiego skansenu (na którego terenie między innymi powstawały kadry do filmu) przypomniał, że 25 lat temu do kin wszedł „Ogniem i mieczem”. Byłam wtedy w liceum i nie powiem, że nie 😉 bo film mnie fascynował. Książkę przeczytałam przed obejrzeniem filmu, ponieważ chciałam mieć własny pogląd na krytykę, która przy takich adaptacjach zawsze się pojawia. Płytę ze ścieżką dźwiękową mam nadal, tekst „Dumki na dwa serca” w dużej mierze pamiętam. Kochałam się bardziej w Bohunie niż Skrzetuskim 😉 Mam też książkę „100 dni Hoffmana”, która opowiada o kulisach powstawania filmu. Na tamten czas byłam zatem fanką tej produkcji 😉 A to już tyle lat minęło…


Organizacyjnie: pisać będę się starać regularnie. Zawsze tak było, że był to sposób na samoregulację emocji czyli sposób na to by funkcjonować, ze swoim charakterem, który nie pozwala mi rozmawiać, a tym bardziej mówić o sobie, swoich potrzebach i emocjach. Natomiast mniej pewnie będzie interakcji blogowej z mojej strony, mniej odpowiedzi na komentarze i mniej pisanie ich u Was. Nie miejsce więc tego za złe. Po prostu muszę pewne sprawy najpierw poukładać w sobie. A to, że jesteście jest dla mnie wartością dodaną. Dziękuję 🙂

Analogia

O słuchaniu, a raczej nie słuchaniu już było. Ale co szkodzi jeszcze raz. Słuchałam jak każdy, włączałam płyty i dawałam się porwać do świata dźwięków. I potem stało się coś, sama nie wiem co, że słuchać przestałam. Muzyki mi brakuje, próbowałam wrócić to tego nawyku, ale mi nie wychodzi. Nawet w grudniu kupiłam i ściągnęłam dwie płyty mp3 by chociaż słuchać ich w samochodzie. Ale jeszcze ani jednej ani drugiej nie odpaliłam…

I jakoś podobnie dzieje się z pisaniem i czytaniem bloga. Wpisy układają mi się w myślach. Ale gdy zasiadam do komputera czy biorę telefon i zaczynam pisać to dzieje się coś, co sprawia, że wpisu nie kończę, nie publikuję, kasuję.

Wyrosłam? Medialny przeżytek? Tak to chyba nie działa. Blokada.

3317

Piątek nie okazał się kłopotliwy. DK15 udało mi się przejechać gdy kolumna traktorów wjeżdżała do miasta. W szkole było mało dzieciaków. Na ulicach mało osobówek. Podobno wiele osób pobrało urlopy, albo nawet firmy po prostu w ten dzień nie pracowały. I tak zaczęły się ferie. Lecząc jeszcze różne dolegliwości skupiliśmy się na rozpieszczeniu kubków smakowych, są faworki, będą domowe burgery. Choć Mężu chciałby w góry, a Juniorka do Sopotu to ewentualny wyjazd nadal w fazie mocno koncepcyjnej. Ja bardziej myślę o tym, że będzie czas na duże prania, na porządkowanie w szafach. Jakoś tak nie wiem, ale nie tylko za oknem deszczowo.

Dziś mija 18 lat i 3 miesiące gdy prowadzę tego bloga. Ten wpis jest 3317 przelaniem moich myśli na ekran komputera. Chociaż ostatnio bytowanie tutaj idzie mi coraz gorzej. I mimo, że mam nadzieję, że w ferie może się rozkręcę, znów rozpiszę i ogólnie tu będę. To może jednak nadszedł czas pewnego końca…

Utrudnienia

Juniorka została w domu na cały tydzień. Od poniedziałku przeziębiona też jest moja Mama. I tak sobie siedzą w domu, a ja odwiedzam apteki. Od poniedziałku remontowany jest parking, na którym zostawiam samochód gdy idę do pracy. Teraz tracę masę czasu w korku musząc parkować na wewnętrznym terenie szkoły. Próbowałam zarejestrować Juniorkę na bilans, ale na luty nie ma miejsca, a na marzec nie mają jeszcze grafiku. Jutro strajk rolników. Miejska szkoła dzieci mojego kuzyna odwołała jutro zajęcia (w końcu to ostatni dzień przed feriami). Nasza szkoła z kadrą dojeżdżającą głównie z miasta, umiejscowiona przy skrzyżowaniu z drogą, po której jutro ma się przemieszczać 1000 traktorów i ma dzieci dowożone z okolicznych miejscowości nie wprowadziła nawet małych zmian w planie zajęć. No trudno, nie chodzi mi o żadne narzekanie, tylko tak porównuję. Od wczoraj zastanawiam się jak dojechać i o której wyjechać z domu. Na swojej drodze napotkam dwie kolumny strajkujących. Do tego pogoda może być taka, jakiej do jazdy nie lubię. Mój Mąż też będzie brał udział w strajku, zaczynają o 5 rano więc o tyle dobrze, że może będę miała jakieś przydatne informacje przynajmniej z jednego odcinka. Aby do jutrzejszego wieczora…

Szkolna rzeczywistość

Współczesna edukacja w naszym kraju mierzy się z wieloma bolączkami. Ale czy likwidacja zadań domowych ma coś uzdrowić? To szczerze wątpię i przychylam się do tych słów dr Tomasza Rożka. To zmiany w podstawach programowych są niezbędne, ich odchudzenie i unowocześnienie sprawi, że i zadania domowe nabrałyby innego wymiaru. To naprawdę przerażające gdy uczniowie IIIciej klasy na jedną klasówkę mają następujące zagadnienia: czytanie ze zrozumieniem, pytania i odpowiedzi do tekstu, wyszukiwanie i rozpoznawanie części mowy, układanie dialogu, wyrazy o znaczeniu podobnym i przeciwnym, pisanie liczebników, parki narodowe, właściwości wody. A Juniorka nie jest skora do poświęcenia czasu nauce… Jest przeziębiona więc w piątek została w domu, jutro też nie pójdzie więc dochodzi jeszcze uzupełnianie w domu tego, co robili w szkole. Jęczy i marudzi, że do ferii jeszcze tydzień.

A mnie przeraża, że jak wrócimy po feriach to w zasadzie będzie już marzec.

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij