Ten moment… kiedy człowiek uświadamia sobie, że przez lata, całkiem nieświadomie (ale jednak) stworzył pozór, postać, która istnieć niepowinna, a jednak istnieje, chociaż już niedługo… ale jutrasz dalej…
Dzień na opak
W klasach młodszych trwa zwariowany tydzień. Dziś był dzień na opak czyli zakładania ubrań na lewą stronę. Ale u nas w domu dzień na opak przybrał gorszą formę i jest niczym 13sty podniesiony do potęgi.
Męża samochód jest w warsztacie. Wczoraj pożyczył mój, żeby podjechać do sklepu. Rano proszę o kluczyki i okazuje się, że nie wie gdzie są. Szukaliśmy pół godziny, w najbardziej nawet niedorzecznych miejscach typu psie budy i śmietnik… W końcu się znalazły. Spóźniłyśmy się 15 minut…
Grzeczna zazwyczaj Juniorka dziś dała czadu, będąc poniekąd pod wpływem swoich koleżanek. Koleżanki nie widzą problemu w swoim zachowaniu chociaż należy się uwaga… Już myślałam, że problem relacji koleżeńskich już mamy za sobą, jednak problem wrócił w bardziej skomplikowanej odsłonie i coraz trudniej mi o rozwiązanie mając na horyzoncie już 4 klasę…
Terrierek uznał, że oleje moje wołania i pójdzie w samowolkę. Minął zamykającą się bramę automatyczną w ostatniej chwili (rozgniotłaby go na amen) wybierając sikanie na wyrastające za bramą lilie. A w ogóle to jednak powinnam się cieszyć, że nie poszedł w długą bo on z tych, co gonią i łapią koła, nie ważne czy to odkurzacz, kosiarka czy pewnie auto…
Swoją pracę pominę milczeniem bo na jednym płaszczyźnie to ostatnio pewien rodzaj farsy…
Żeby napisać post zalogowałam się na komputerowej wersji i okazało się, że nie wyświetla się zdjęcie nagłówkowe ze strony głównej. Zresztą w całej mojej bibliotece zdjęcia niby jakby są, ale ich nie widać, pod wpisami też są puste miejsca. Słaba sytuacja jak na 5 lat ich gromadzenia, ale już nawet nie mam siły się zdenerwować.
Jutro blokady. Mój Mąż już nie strajkuje. Chociaż ma świadomość, że jak nadal będzie tak źle to może przyjść mu szukać pracy. Administrację ma skończoną, ale ma też skończone 49 lat… a poza tym praca za biurkiem nie jest pracą dla Niego. Może MZK, prawo jazdy ma na wszystko co jeździ. A poza tym Juniorka po lekcjach ma umówiony bilans w przychodni w mieście. Jakoś dojechać wszędzie będzie trzeba objazdami, lasami i czym tam jeszcze.
Szkoda, że wieczór zaraz zacznie się kończyć. Nie mam ochoty na jutro.
3331
7 – 8 lat temu, wtedy powstała dziura w systemie. Jakieś 3 lata temu może można było posprzątać bałagan…? Tylko jak cofnąć czas? I do którego momentu?
Pracy szukałam w zasadzie tylko raz. Zaraz po studiach. Ale z ciekawości włączyłam sobie stronkę z ofertami. Pracy dla księgowych od zatrzęsienia. A mnie rzucił się w oczy kierownik sklepu zoologicznego, praca od zaraz.
Pogoda dziś słaba. No to byłam już na Mauritiusie, w Wielkiej Brytanii, na Rugii i w Barcelonie. Przypomniałam sobie też jak spędzaliśmy czas 11-12 lat temu. Powrót do takich niedziel to chyba dopiero jak się nam dziecko z domu wyprowadzi 😉 o ile w ogóle jeszcze wtedy będziemy mieli siłę i chęci ;P
Zamówiłam przez Internet sukienkę na Juniorki przyjęcie, ale przez tydzień nie zdążyłam jej przymierzyć. Liczę, że będzie pasować, jest midi i jest zwiewna.
Lenny odsłonił w Hollywood swoją gwiazdę.
W niedzielę po 14 czas się drastycznie kurczy.
Sobota: dzień mopa
Jak mało kiedy udało mi się zrobić wszystko, co na dziś zaplanowałam. Jutro zatem będę się lenić, pić kawkę, jeść babkę, oglądać wszystkie programy o rodaczkach spełniających się za granicą. I co tam jeszcze, bo jutro mogę, a nie muszę.
Miało
Rano Mężu wspomniał o wyjściu na Diunę. Wtedy nic nie odpowiedziałam. Ale w pracy doszłam do wniosku, że w sumie tak, że warto ten weekend wypełnić, iść do kina, wybrać się z koleżankami na naleśniki, rozwieść zaproszenia na komunię. Do domu się spieszyłam by nie tracić weekendowego czasu. Przy obiedzie okazało się, że Mężu zarobiony na maksa, pogoda taka, że musowo do późnego wieczora w polu i dziś i jutro. Z weekendu zostanie spotkanie z dziewczynami. A dzisiejsze święto celebrowałyśmy w trzy pokolenia przy tarcie węgierskiej i piernikach. No cóż, nie zawsze ma się to, czego się chce.
Off
Piątek, sobota, niedziela bez rozkminiania. Taki plan. Mleko i tak rozlane. Co będzie od poniedziałku do Wielkanocy? Nie wiem… Może właśnie bez zadręczeniowej rozkminy łatwiej będzie cokolwiek poradzić?
Założenie
A gdyby od września zmienić miejsce zatrudnienia?
Może to byłoby dla mnie dobre. Tylko na jakie? Najlepiej chyba na zdalne? Jak stacjonarne to chyba na 3/4 etatu co by Juniorkę zawieźć i odebrać ze szkoły. Bo szkoła, do której chodzi jest sensownym wyborem tylko w momencie, w którym ja w niej pracuję.
A na jaką pracę zmienić tą pracę? Skoro niewiele umiem poza tym co robię. A do tego co robię ukończenie studiów kierunkowych niewiele dało ponieważ nie pokazało/nauczyło wszystkiego co wiedzieć powinnam. Gdybym wtedy wiedziała, to na pewno szukałabym innej pracy. Konkludując może każdej pracy uczymy się dopiero w praktyce. Ale to myślenie dla optymistów więc na pewno nie dla mnie.

Pierwsza niedziela marca
Ja sobie tu pisze, a gdzieś w domu słychać piosenkę Darii Zawiałow „Hej, hej”. Krótkie są momenty… nawet tak jakoś mi to dziś pasuje …
Wczoraj jakimś cudem udało mi się na tyle ogarnąć dom by niedziela mogła być leniwa. Rzadko tak się zdarza bo brak energii stał się już moją codziennością. A dzięki temu spokój dziś większy.
A spokój dziś jest wartością nadrzędna, po tym jak w nocy zapaliły się sadze w kominie. Mężu dwie godziny spędził na dachu kontrolując sytuację. Też nie spałam, czuwałam co będzie dalej. Nasłuchiwałam jego kroków na dachu. Dobrze, że to już praktycznie wiosna. Na dzień dzisiejszy komin nie nadawał się do użytku, wymaga naprawy by dotrwać do końca sezonu grzewczego.
Jak wiosna to zmiana garderoby. Zamówiłam Juniorce buty, może się uda, zeszłotygodniowy zakup trafił do zwrotów.
3325
Nie ma to jak schować ważną rzecz w to oczywiste miejsce, które zawsze będzie się pamiętać… Przewracam w tą i z powrotem wszystkie moje schowki i nigdzie nie ma tego, czego szukam.
Nie ma to jak chory Mąż. Mój nie jest z tych obłożnie chorych, On akurat chorować nie potrafi więc trzeba go pilnować by mniej czasu spędzał na dworze, cieplej się ubierał, więcej odpoczywał i nie wymyślał ekstremalnych sposobów leczenia…
Nie ma to jak dziecko z rozpalonymi policzkami, jakby stało na mrozie i wietrze. Niby to „nic takiego”, ale gdy termometr skieruje się na policzki to wykazuje 38 stopni i pieką więc komfortowe to też nie jest. Ale rumień zakaźny będzie zaliczony.
3324
Po prostu do piątku. Potem się zobaczy.