Mea Culpa

Tak wiem, zawaliłam coś w pracy. Tak wiem, że teraz inni muszą być zaangażowani do wyprostowania sprawy. No i biję się z tego powodu w piersi. Ale to fatum ciążące na naszym domu od maja jest już nie do zniesienia. I gdy wszystko się unormuje, gdy już wszyscy wyzdrowieją to mnie do domu wariatów zabiorą. Bo mimo regularnego brania psychotropów to dzisiejszego wieczoru już nie mogę!

Pomroczność

Piątkowe popołudnie po kolejnym pełnym stresu tygodniu. Pogoda zamulająca bo deszczowa. Zakupy, rachunek na przeszło 300 PLN. Płatność kartą. Piknęło więc trzeba wprowadzić PIN. I ZONK. Patrzę na Męża i mówię „nie pamiętam pinu”. Po kolejnej chwili sobie przypomniałam, ale zamieszanie na kasie wprowadziłam.

Dzień dziecka

We wtorek weszłam z Juniorką do sklepu z tak zwanym mydłem i powidłem. Zaczęłam przeglądać ofertę odzieży dla dzieci. A Juniorka mówi: „a w sobotę jest dzień dziecka i jest tu coś co bym chciała. No to pozwoliłam Jej iść wybrać co chce, a sama zostałam wybrać jeszcze stópki do butów komunijnych. Po chwili poszłam do alejki, w której była Juniorka. Patrzę, a moje dziecko ma torbę prezentową i pakuje sobie prezent od nas 😉 Przy kasie poprosiłam aby produkty z torby prezentowej po skasowaniu do torby wróciły. W domu torba odstała spokojnie do dzisiejszego poranka i dopiero została rozpakowana 🙂 Chociaż dużo dzisiejszego dnia świętowaliśmy już wczoraj: wyjściem do kina i obiadem na mieście.

W biegu

Rano do pracy. Nie na pełny wymiar, ale zawsze. Z pracy po pieczywo i szybko do domu. Tam już czekają Juniorka z Mężem. Musimy zawieźć jaja do mojej Chrzestnej. Nie wchodzimy bo nie ma czasu. Jedziemy do sklepu zobaczyć smartwatche, Juniorka chce sobie kupić. Czasu nie ma dużo ponieważ w planach kino i Istoty Fantastyczne. Pierwszy raz w życiu zajadam się popcornem, jestem już głodna więc wszystko mi jedno. Po kinie wracamy do sklepu kupić zegarek. Jedziemy coś zjeść. Dalej na zakupy bo przecież w lodówce tylko światło. Wracamy do domu, jest pół godziny na rozpakowanie zakupów i wypicie herbaty. Potem trzeba przebrać Juniorkę w albę i pojechać na mszę – biały tydzień. Wracamy do domu i jest 19:10, a przecież to jeszcze nie koniec dnia i obowiązków. Ale jak się już położę i wyciągnę na łóżku to będzie to naprawdę miła chwila.

Przemęczenie

Zmęczenie psychiczne nadal jest ogromne. Dziś pi pracy przespałam 1,5 godziny. Zwlokłam się (dosłownie) tylko po to, żeby jechać na biały tydzień. W lodówce pustki, na zakupy nikt nie miał ochoty. Na kolację zjadłam ciasto, na nic konkretnego nie miałam ochoty. I idę dalej spać.

Co jeszcze?

Czwartek

Juniorka na szczęście nie miała dużych problemów jelitowo – żołądkowych. Ale za to dziś wstała z zapchanym nosem. Podobno koleżanka z ławki ma katar.

A ja dziś obudziłam się ze spuchniętym policzkiem. Z tym chomikiem trzeba coś zrobić więc nie poszłam do pracy, w której teraz wymagają mojej stałej obecności…

Co jeszcze i ile jeszcze się zdarzy bo ja już nie mam na te dodatkowe problemy siły.

Wtorek show

O 1 w nocy obudził mnie krzyk Juniorki, że wymiotuje. Oprócz wymiotów był też ból brzucha i rozwolnienie.

Mama dostała leki, ale też skierowanie do szpitala ponieważ lekarka uważa, że przyczyną podwyższonego CRP i części dolegliwości jednak są nerki.

W pracy nie miałam czasu niczego zjeść, a że prawie też nie piłam to nawet do toalety nie musiałam iść. Tylko praca, praca i praca.

Teraz jeszcze odebrać klucze do sali na sobotę. Na 18 msza, majowe i próba. Ciekawe, o której będziemy w domu?

Grunt pod nogami

Jutro w końcu wizyta Mamy u lekarza. Póki co przeciwbólowe na jedno pomagają, na drugie szkodzą. A mimo to Mama nadal nie jest w stanie się położyć, śpi więc na siedząco…

Nie skarżę się, ale mnie stres też już rozwala. W pracy nie czuje się jak u siebie. W domu zmartwienie i ciężko patrzeć na cierpienie rodzica. Stres i w pracy i w domu, gruntu pod nogami brak.

Komunijne przygotowania w trakcie, ale tak jakby obok mnie, za szybą…

Wszystko nie tak

Moją Mamę zaczął nękać dziwny ból. Ni to woreczek żółciowy (z którym co jakiś czas ma mały problem) ni to kręgosłup czy mięśnie przy nim. Poszła do lekarza. Lekarka stwierdziła, że to problem z nerwem piersiowym. Tak jak doskwiera ten od rwy kulszowej tak i te piersiowe. Zleciła morfologię, rentgen kręgosłupa celem ustalenia czy Mama ma może zwyrodnienia i usg jamy brzusznej (badanie w sierpniu). Leków żadnych nie przepisała. Mama może brać pyralginę i smarować voltarenem. A kolejna wizyta z wynikami morfologii i rentgena we wtorek. Niestety od wczoraj jest zdecydowanie gorzej. Boli coraz więcej ciała i cały czas. Na pogotowie Mama nie chce, a z drugiej strony mówi, że już nie może wytrzymać bo ból jest tak nietypowy, że nie pozwala ani siedzieć ani leżeć więc nawet nie śpi.

Jutro mamy spotkanie formacyjne przed sobotnią komunią. Do tego jesteśmy zaproszeni na komunię siostrzeńca mojego Męża. Od poniedziałku te wszystkie próby itd.

A ja nawet nie mam ochoty wyjść z domu. Nie dość, że praca mnie dołuje to teraz ta sytuacja z Mamą sprawia, że stres wywindował. Moje tabsy na dobre samopoczucie nie dają teraz rady bo mam już problem z powstrzymaniem łez.

W końcu Mama stwierdziła, że nie da rady. Zadzwoniliśmy po karetkę. Obadali. Stwierdzili, że to faktycznie od kręgosłupa będzie. Dali tramal i kazali kupić ketonal.

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij