Po 11 tygodniach leczenia i rehabilitowania skręceń lekarz ortopeda zakończył leczenie. Dziś lekarz medycyny pracy orzekł zdolność. No to przechodzę na urlop 😉 Chociaż przy trwającym remoncie i perspektywie ubiegania się o swoje od firm ubezpieczeniowych nadal nie kojarzy się z relaksem.
Rodzicielstwo
Dla mnie częściej jest trudne niż trudnym bywa. Dziś rano znowu trafiła się trudna rozmowa. I ciągle czuję, że nie trafialam z przekazem najprostszych kwestii. Juniorka milczy, ja tworzę pokręcony monolog. Jak radzą sobie inni? Czy mają więcej serca, empatii, cierpliwości?
Nikogo nie ma w domu
Gdy byłam dzieciakiem to w TV „leciał” czechosłowacki serial o chłopcu o takim mniej więcej tytule, jak tego wpisu.
Juniorka już dorosła do wieku samodzielnego zostawania w domu. Remont generuje dużo, różnych (nieciekawych) wyjazdów. I gdy taki się szykował powiedziała, że zostaje w domu sama, że się nie boi. I zostaje…
Dużo za dużo
- Tyle czasu nie pisałam… I nie wiem dlaczego, przecież tyle się wydarzyło
- Z początkiem wiosny zdiagnozowano u Juniorki CAPD czyli zaburzenia przetwarzania słuchowego. To znaczy jej słuch fizyczny jest w normie tylko mózg nie odpowiednio reaguje na to, co odbiera. Wpływa to na cały przekrój jej życia. Terapią budujemy nowe połączenia nerwowe, ale to proces, proces który w tej terapii dzieje się głównie w szkole więc i tu bywa niestety różnie
- Diagnoza Juniorki wiązała się też z procesem, który różne stany emocjonalne i u mnie wywoływał
- Od 2 miesięcy jestem na zwolnieniu lekarskim. Jeden niefortunny ruch spowodował, że skręciłam lewy staw skokowy i prawy staw barkowo – obojczykowy. 6 tygodni orteza na barku. Teraz już rehabilitacja. Ale całe to zwolnienie też generowało ogrom emocji. To taki czas roku, że powinnam być w pracy na 100%, poza tym rok temu nie po to tak ciężko pracowałam…
- Całe szczęście cały czas jestem w terapii psychiatrycznej bo inaczej nie dałabym rady
- 2 dni po moim wypadku rozpoczął się u nas ogromny remont kuchni i przeniesiem łazienki na dole w inne miejsce. Kuchnia już zbliża się do końca, przynajmniej to
- W ortezie też byłam na weselu, a takie miałam plany wobec tej imprezy
- Moja Mama jest po zabiegu usunięcia zaćmy na obu gałkach jednocześnie i dochodzi do siebie
- Wakacje? Nie wiem, pewnie tak, ale zobaczymy
Ojciec córki
Mówią, że tatusiowie dla córek tracą głowy. Mój dla mnie ewidentnie ją sttacił, chociaż nie potrafił tego okazać. Małżu swojej córki nie rozumie i głowy nie chce stracić próbując zrozumieć.. Syna też by nie rozumiał. Małżu nie rozumie, że ktoś nie jest jak on. Także obie jesteśmy dziś „przeciwko” niemu.
Klik
8 minut do końca pracy. Jedno nieuważne kliknięcie i dwa ważne moduły mojego programu się schrzaniły. A co gorsze nie mam pojęcia jak z tego wybrnąć. O lolu!!!!!

No ładnie
Powrót do „siebie” wiąże się też z powrotem porządku do domu i wielkiej chęci upiększania wnętrza. No i jest ładnie. Mniej ładnie może w portfelu (chociaż i ten nowy 😉) bo tu obraz, tam doniczka, tu wazonik czy świeczuszka… A na tablicy już wielkanocne rolki czyli kolejne pole do dekoracji.

Ma_ka roku
Nie wie kiedy dziecko zaczęło mówić, nie do końca pamięta wagę i długość urodzeniową 🙈 ale dokładnie wie w jakim wieku wystąpił pierwszy katar…

Uroki urlopu
Ferie w naszym regionie właśnie się skończyły. My też z wyjazdu wróciliśmy. Były Pieniny, był śnieg, ale też niespotykane w styczniu temperatury (+15 stopni w Nowym Sączu było w pewien sposób przerażające). 9km spacer Drogą Pienińską odbyty na Słowacji cudny, rześki bo wiedzie w cieniu 🙃. Ale na wieczornym spacerze w Szczawnicy nos mi lekko zmarzł. Co ważniejsze mimo potężnej odwilży Mężu pozjeżdżał na nartach, a Juniorka ulepiła bałwanka i na sankach pośmigała. Było też mega pyszne jedzenie i mega widok z pokoju (choć to nie ten na zdjęciu)

Ale ostatniego wieczoru zadzwoniła Mama, że coś jest nie tak z piecem, że kaloryfery stygną, a temperatura na piecu jest stała i nie opada. Wezwany na pomoc Szwagier przyjechał i praktycznie do północy bezpiecznie go wygaszał. To właśnie tego boję się przy wyjazdach, że coś się wydarzy, a Mama tu sama. Rano, po szybkim śniadaniu wracaliśmy prosto do domu. Bo każda godzina wychładza dom, a do tego nie ma też ciepłej wody. Takie to uroki mieszkania na wsi.
Hygge
Po przebodźcowaniu muszę odpocząć, po swojemu, najlepiej nie wychodząc z domu i nie robiąc zbyt wiele. Potem znów mogę wyjść do ludzi. Teraz już wiem, że taka jest konieczność bym mogła żyć w pełni. I też nie ma w tym nic, czego miałabym się wstydzić.
