Juniorka na razie twierdzi, że w czasie ferii chce odwiedzić Sopot bo nigdy nie była. My bywaliśmy i owszem, ale w zasadzie w celach plażingowych. Raz nawet w formie wyprawy motocyklowej. Ale teraz trzeba by coś zwiedzić oprócz przespacerowania się po molo. Przejrzałam wstępnie Internet. Muzuem Figur Woskowych – why not. Lubimy archeologicznie więc rzucił mi się w oczy skansen. Krzywy Domek. Hm, nie za dużo chodzenia na zewnątrz jak na luty? W zeszły roku w Poznaniu wygrzaliśmy się w Palmiarni i na wystawie klocków Lego. Czas jeszcze jest więc pomyślimy i sensowny plan na jakiś dzień ułożymy.
W karnawale
Jak karnawał to bale i świętowanie. To też Juniorka bawi się od piątku. W piątek bal przebierańców w szkole, z animatorkami, popcornem, pleceniem warkoczyków, robieniem tatuaży. Przebrała się za Stitcha, którego teraz będzie nosić jako domowe wdzianko 😉
W sobotę wypadł bal dla dzieci z naszego sołectwa. W zeszłym roku był to bal przebierańców więc Juniorka zabrała kapelusz i pelerynę czarodzieja. Po przekroczeniu progu aż ją wmurowało, że nikt nie ma przebrania. Akcesoria odłożyliśmy na bok, ale i bez tego Juniorka wyszła zadowolona z fantami zdobytymi w konkursach i paczką słodyczy wręczoną przez Mikołaja.
Mnie było gorzej. Poszłam już z bólem głowy, ale było tam tak głośno, że wróciłam z migrenowym bólem, z nadwrażliwością słuchową, węchową i lekką na światło. Zrobiłam Juniorce i sobie kolację, wzięłam tablety i się położyłam. Gdy ból zelżał przysnęłam. Obudził mnie głos Męża z pytaniem czy pomogę Juniorce się wykąpać bo jest już 21:30. W takich sytuacjach unoszę się honorem i nie mówię, że nie mam siły bo wkurza mnie, że sam na to nie wpadnie tylko czeka na moją prośbę o pomoc. Taki już jest, od zawsze, ale w tym sezonie gdy tylko spadnie śnieg lub droga wygląda słabo to odwozi mnie do pracy. Ale wracając do wszoraj. Wstałam. Pomogłam Juniorce. Załadowałam zmywarkę. Świat znów lekko zawirował i położyłam się na dobre. Spałam do 6:47. O 7:45 wyszykowałam Juniorkę do Kościoła. Oni pojechali, ja się jeszcze położyłam i wstałam jak wrócili.
Dzisiejszy dzień do podwójne święto dla mojego Męża. Gdy wrócił z morsowania wypiliśmy kawę, zjedliśmy ciasto migdałowe i tartę węgierską. Na obiad pojechaliśmy do miasta, do knajpy wybranej przez Juniorkę. A w domu wypiliśmy po lampce „soku z gumijagód” 😉 i gdyby nie to, że jutro poniedziałek to by się człowiek bardziej rozsmakował 😉
Plany
Na początku tygodnia Mężu spytał czy pojedziemy gdzieś na dłużej w ferie. Wzruszyłam ramionami. Stwierdził, że niekoniecznie musimy na narty, że może do… Pragi. Znów wzruszyłam ramionami. Mam spory zgrzyt gdy Babcia musi tu zostać sama, a zimą w szczególności. Bardziej myślałam o jednodniowym wypadzie, tak jak w zeszłym roku do Poznania, tylko nie mam jeszcze pomysłu na kierunek. Ale temat Pragi padł na podatny grunt. Wtedy byliśmy w Pradze właśnie w zimę, a fajnie by było pojechać latem. Przypomniałam sobie nazwę hotelu, w którym wtedy mieszkaliśmy. Nawet na Bookingu przejrzałam dostępność w pierwszych dwóch tygodniach lipca, ale już porezerwowane. My rezerwować terminu z takim wyprzedzeniem nie możemy. No ale zobaczymy, gdy przyjdzie właściwy czas.

Do ferii jeszcze całe 3 tygodnie. A po dzisiejszym nadprogramowym dniu wolnym jutro nie mam najmniejszej ochoty iść do pracy.
Przygotowania komunijne cz.3
W zeszłym tygodniu Juniorka pisała sprawdzian z religii. Już nie będę się rozpisywać, że uważam, że z religii oraz muzyki, plastyki, techniki i wf nie powinno być ocen – powinien liczyć się sam udział. Ze sprawdzianu Juniorka dostała czwórkę. Uznałam, że to dobrze i wystarczy. Dziś okazało się, że katechetka uważa inaczej. Zapowiedziała im, że będzie tak długo ich wałkować, aż wszyscy będą mieli szóstki, inaczej nie dopuści do Komunii. Następna religia juto i jutro poprawa dobrej przecież oceny. Juniorka do szkoły iść nie chce. I tym razem już nie było ważne, że będzie musiała nadrobić cała resztę z edukacji, ważne że w ten sposób zyskałaby więcej czasu na doszlifowanie religii…
Ale dziś popołudniu zadzwoniłam by zarejestrować Ją do okulisty. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu był wolny termin na jutro. Juniorka odtańczyła taniec radości, że pójdzie do lekarza, a nie ba religię…
Pożegnania
Juniorka jest dzieckiem o dużej inteligencji emocjonalnej. Co za tym idzie zawsze będzie kierowała się empatią i wyrozumiałością, ale będzie też przejmowała się nad wyraz tym na co inni nawet nie zwrócą uwagi. Dziś swoich nowych właścicieli znalazł Eugeniusz. Juniorka na ten fakt tak się rozpłakała, że nawet obiadu nie chciała jeść. Płakała i pytała czy już pojechali i że przecież ona Eugeniusza bardzo lubi.
Jej smutek i łzy w momencie i mnie się udzieliły. Eugeniusz to peugeot 206, w grudniu stuknęło mu 19 lat, a ze mną był 15 lat. To ówczesny partner przekonał mnie do zrobienia prawa jazdy i kupna samochodu. Mówił: „skręcisz w prawo, potem w lewo i znowu w lewo i już będziesz w pracy”. I mnie przekonał, w chwili gdy zaczynałam kurs nauki jazdy miałam już Eugeniusza. Nim odebrałam prawo jazdy z tym facetem już nie byłam. Ale Eugeniusz był. Dłużej miałam Eugeniusza niż mam Męża 😉 Pojechał z nami w podróż poślubną do Chorwacji, potem jeszcze raz nas tam zawiózł, niezliczoną ilość razy zawiózł nas na bliższe i dalsze wyjazdy jako to małe, sprawne autko, na którym można było polegać, woził Juniorkę z przedszkola, a teraz jeździła nim do szkoły (krusząc na niego bułki, paszteciki i inne smakołyki). Był zadbany, zawsze garażowany, ale mimo to wiek zaczął odciskać na nim rdzawe piętno i piętrzyć usterki. I tak przyszła pora na kupno czegoś nowszego. Sprzedał się za niezłe, jak na ten rocznik, pieniądze. Z tych pieniążków spłaciłam część długu jaki zaciągnęłam na Henia. Ale sentyment jest i pewnie pozostanie…
Widok 2023 roku
Podsumowania mogą być różne więc stwierdziłam, że wyróżnię widok, który zrobił na mnie wrażenie, który napawał radością i pięknem świata, który chłonęłam pijąc kawę, czytając książkę i po prostu patrząc i zapamiętując szczegóły. I o dziwo nie jest to widok morza, które kocham całym sercem. Wakacyjnie to widok z naszego pokoju w Kluszkowcach, na Jezioro Czorsztyńskie i wysokie Tatry w oddali.

Z kopyta styczeń rwie
Choć od wczoraj staram się wyciszać, nawet telewizora nie włączam. To styczeń nie szczędzi mi wysokich obrotów. Moja Mama wczoraj wstała z migreną, która trzyma ją do dziś więc jutro też może nadal nie być lepiej. W pracy sześć osób nieobecnych więc jest za kogo pracowac. Juniorka wymyśliła, że w tym roku będzie Stitchem na balu karnawałowym więc trzeba było szukać tej kombinezono/piżamy bo bal już za 2 tygodnie. Także ten, oby do weekendu 😉
Nowy
Trzy zepsute sprzęty agd były ponad moje możliwości zaakceptowania tego faktu. Naprawiłam zmywarkę. Argumentem siły. I działa.
Stary rok pożegnaliśmy muzycznie. Najpierw na koncercie piosenek filmowo – musicalowych w naszym Teatrze Muzycznym. Juniorka też była z nami (kurczę, ja w Jej wieku nawet nie wiedziałam, że tak można 😉 ). A później przy transmisji koncertu w Chorzowie. Matteo Bocelli zdecydowanie do odkrycia. Wrzucam po angielsku, chociaż najbardziej lubię po włosku, wszak wiadomo, że kocham italiano 😉
I tak doczekaliśmy do Nowego Roku. Nigdy nie robiłam postanowień noworocznych, nie widziałam takiej potrzeby. Jednak gdy teraz patrzę na siebie to wiele powinnam zmienić, więc może wreszcie pora zacząć…
SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!
Święta, prezenty i złośliwość rzeczy martwych

Aura w Święta była przeróżna. W Wigilię padał śnieg i mimo, że nie miał szans zostać na dłużej to wyglądało prawie tak jak powinno 😉 W pierwsze Święta prześcigałyśmy się z Juniorką w robieniu zdjęć tęczy, która dumnie się prezentowała nad naszym polem. A potem to już tylko lało i wiało. Było tak jak założyliśmy domowo i rodzinnie. Świąteczna msza bardzo przypadła mi do gustu ponieważ skupiała się na modlitwie, bez nawet jednego słowa od księdza. Spacer po starówce też się udał mimo, że wiało, ale akurat nie padał deszcz 😉
Juniorka w tym roku wzięła aktywny udział w akcji prezentowej co sprawiło jej dużo radości, chyba więcej niż przy oczekiwaniu na to co Mikołaj przyniesie. Najpierw było wybieranie prezentu dla wylosowanego kolegi z klasy i oczekiwanie na to co, dostanie od kogoś (na szczęście ktoś trafił w Juniorkowe gusta). Wybierała prezenty dla nas, dla swoich chrzestnych bo chciała im coś podarować, asystowała przy zakupach dla swojego kuzynostwa, a potem wszystko pakowała 🙂 Miałam kupić Jej jeden prezent, ale skończyło się na czterech, plus to co przywiozła z Wigilii i II Święta więc jest tego znowu bardzo dużo…
W trakcie ubijania piany do świątecznego sernika z brzoskwiniami zepsuł się mikser, no cóż trudno, to dało się przyjąć bez emocji. Dziś okazało się, że w zmywarce zepsuł się mechanizm otwierający drzwiczki po zakończeniu cyklu mycia (nie cofnął się ten otwierający języczek i teraz nie można zmywarki zamknąć więc już jej nie uruchomię…). Potem jeszcze włączyłam pościel do prania. Ale tu zawiódł programator, pralka się nie wyłącza, na wyświetlaczu minuta do końca, a ona pierze w najlepsze, po ręcznym wyłączeniu i włączeniu odwirowania wirowała bez końca… Nie dość, że koszta na horyzoncie to jeszcze długi weekend i klapa na całej linii…
Mimi
W tym roku wyjątkowo często pojawiały się flesze ze Świąt minionych. Te najwcześniejsze wspomnienia to lęk przed Mikołajem. Gdy przychodził to chowałam się w kuchni, zamykałam drzwi i podpierałam je sobą. Gdy Mikołaj pukał w szybę zaczynałam wyć. Do dziś pamiętam jak wyglądała rękawiczka pukająca w szybę. Po latach dowiedziałam się, że mój Dziadek przychodził jako Mikołaj.
Drugie wspomnienie to choinka. Nasze mieszkanie było małe, ale miało duży balkon (który już poprzedni mieszkańcy zabudowali, w pewien sposób powiększając pokój). Choinka stała na małym stoliczku, na środku tego właśnie „balkonu”. Po śmierci mojego Taty choinka „zmalała”, a czasami to był tylko wazon ze ściętymi, udekorowanymi gałązkami.
Po śmierci Taty święta też czasami miały bardziej wyjazdowy charakter. Pamiętam Święta u mojej chrzestnej. W M3 zmieścili się prawie wszyscy ze strony mojej Mamy. Dziadkowie, dwie ciocie, my i i czteroosobowa rodzina gospodarzy i dwa jamniki. Ale jakoś wszyscy się wyspali (niektórzy na podłodze), ale mimo to było trochę tak jak w amerykańskich filmach świątecznych. A za oknem było śnieżnie, jak z obrazka.
Potem były pierwsze Święta z moim Mężem, wtedy chłopakiem. Wigilia z moją Mamą i wyjazd w góry.
Pierwsze wspomnienie z małżeńskich Świąt nie wiem czemu, ale najbardziej przychodzi mi na myśl to jak wracałam do domu po ostatnim dniu pracy. Świeciło słońce, był lekki mróz, droga była prawie pusta bo była stosunkowo wczesna godzina, a w radiu przez cały czas leciały świąteczne kawałki.
Potem była mała Juniorka i wróciła duża choinka i ozdoby, które przede wszystkim podobają się dziecku.
Teraz choinka stoi od tygodnia, ale udekorowana będzie dzisiaj. Dziś jest rocznica urodzin mojego Taty, skończyłby 82 lata. Dziś też imieniny mojej Babci, mamy mojego taty. A ja mam tyle samo lat, ile miała moja Mama gdy została wdową. A Święta będą domowe i rodzinne.
A czy można płakać na reklamie? Można, ja płaczę za każdym razem gdy zobaczę tegoroczną świąteczną reklamę Carrefour’a, tą z ozdobą choinkową, dorastającym chłopcem i psem.
Niech te nadchodzące dni wniosą w Wasze życia harmonię, wewnętrzny spokój i to nieokreślone ciepło, które powinno rozlać się po sercu, niech są czasem wytchnienia i bycia razem bez żadnej spiny. Wesołych Świąt.