Przez ostatnie dni trochę farta też nam brakowało. Zepsuła się nakrętka w termosie, który codziennie noszę do pracy. Na własnym podwórku nie wyrobiłam autem z cofaniem po ciemku i wgniotłam sobie zderzak trafiając w czołowy ładowacz przy traktorze. Dziś w nocy poryczałam się gdy dotarło do mnie jak nieudolnym rodzicem jestem. Rano za to Mężu oznajmił, że ma kleszcza więc pojechał do przychodni z weekendowym dyżurem. Dostał końskie dawki antybiotyku, za jakiś czas może zrobić badania krwi. A po obiedzie Juniorka zaglądając do ostatniego miejsca, do którego zaglądać powinna, znalazła schowany na Mikołajki prezent. Powiedzieliśmy Jej prawdę, i tak już kiedyś chciałam to zrobić. Ale widać nie do końca była gotowa na przyjęcie niespodziewanej informacji więc stanęło na tym, że Mikołaj gdzieś tam jest, ale Świat jest duży więc to rodzice mu pomagają czy też zastępują…
Dobrego nowego tygodnia…