Najczęściej tego określenia używa się w kontekście czyjegoś niezaspokojonego apetytu. Mnie jednak worek bez dna bardziej kojarzy się z dziecięcą szafą 😉 Ostatnio ciągle coś kupuję. A to najpierw legginsy zrobiły się za krótkie jak na koniec września. Potem trzeba było kupić legginsy z grubszego materiału, nową czapkę, rękawiczki, buty. Wczoraj wyprałam nowo zakupione bluzeczki na kolejny rozmiar. I dotarło do mnie, że w zasadzie to pora kupić ocieplane spodnie dresowe, bo gdy jest zimno to ubieram je Juniorce na zwykłe legginsy gdy idzie na dwór. Zakup właśnie dokonany… I tak w kółko 😉 ubrania do szkoły, ubrania do domu, co rusz za małe albo zniszczone, nic tylko wrzucać do szuflad 😉