Woda sodowa

Władza to jednak potrafi uderzyć do głowy. Uderzyć i co gorsze poprzewracać w tej głowie. Ale czy to wtedy nie oznacza, że to NIE jest odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu? Czy może jedynie wychodzi na jaw prawdziwy charakter takiego delikwenta? Przecież są ludzie, którym zdobyta pozycja nie rozdmuchuje ego do kosmicznych rozmiarów…

Sportowe pasje

W tym tygodniu na Węgrzech odbywają się Mistrzostwa Europy Kadetów i Juniorów w Kickboxingu. Juniorki kuzyn przywiezie brązowy medal. Zresztą jego starsi bracia także przywozili medale z Mistrzostw. W ogóle dzieciaki są w rodzinie dosyć usportowione, oprócz kickboxingu trenują kolarstwo szosowe, piłkę nożną, badmintona, lekkoatletykę. Juniorka też lubi się ruszać. Mieliśmy mały epizod z baletem, przerwany niestety chorowaniem, ale wspomina o nim do dziś. Ale zaczęłam się zastanawiać nad zajęciami pływackimi. W hotelowym basenie dopracowała pływanie pieskiem i w rękawkach samodzielnie potrafiła przepłynąć do Taty na najgłębszym basenie. I tak sobie myślę, że może ma jakiś dar i warto to rozwinąć (szczególnie, że wodę uwielbia), a jak to nie jest predyspozycja to przynajmniej będzie umiała zachować się w wodzie.

Wstępna selekcja

Zaraz widać, że przychodnie medycyny pracy są dla ludzi zdrowych i w pełni sił. Byłam na miejscu o 7:20 (rejestracja zaczyna się o 7:15), kolejka stała już na zewnątrz i poruszała się w tak żółwim tempie, że dotarcie do okienka zajęło mi 2,5 godziny. Nie pierwszy raz tam byłam, ale pierwszy raz było tak źle. Niektórzy podobno w kolejce stali od 5:45… Gdy przeszłam już gabinet pielęgniarki to poszło gładko, do laryngologa i spirometrii nie było żadnej kolejki. Cóż z tego, jak ostatniego punktu na liście czyli lekarza orzecznika nie mogłam zaliczyć bo lekarz przyjął już na ten dzień określoną liczbę pacjentów… mnie wyznaczyli datę na 5 września (heloł, to za tydzień!). I co z tego, że około godziny 11:30 pod gabinetami orzeczników było tylko kilku oczekujących!? No żesz pip pip pip. Ciekawe co na to powiedzą w pracy? Jestem zmęczona, zła i głowa mnie już od tego wszystkiego boli.

Wybór był prosty

Juniorka była ze mną przez blisko 1,5 miesiąca. Dziś obudziła się gdy ja już wychodziłam do pracy. Nie było mnie kilka godzin, wracając zapomniałam kupić ziemniaki, ale kupiłam lody 😉 Juniorka była już tak stęskniona, że wepchała mi się do toalety, żeby się poprzytulać. Po powrocie z wakacji w  domu panuje jeszcze niezły bajzel, ubrania poprane, ale jeszcze wiele rzeczy wymaga posprzątania i pewnie powinnam zrobić to w tym tygodniu bo w przyszłym czasu będzie jeszcze mniej… ale wybrałam co innego. Jest tak piękna pogoda, że żal siedzieć w domu, prasować i sprzątać. Oczywiście siedzimy na dworzu i korzystamy z uroków lata. Tak spędzony czas jest najważniejszy. Gazetki w tym roku też olewam 😉 nie przygotowuję popołudniami nic nowego, przez lata zgromadziłam przeróżne materiały więc wykorzystam je powtórnie. W tym przypadku też szkoda mi tracić czas z dzieckiem i wcale nie czuję się z tym źle 😉

Tu i teraz

Dziś doceniłam zdobytą przez Juniorkę umiejętność zostania samej poza domem. Jechaliśmy dziś na pogrzeb (facet miał tylko 54 lata), a nie chciałam brać dziecka – ona i tak dużo mówi o śmierci, zawieźliśmy ją więc do mojego kuzynostwa.

Teraz siedzę na tarasie, spoglądam w bezchmurne niebo – akurat przelatuje samolot, jest ciepło, spokojnie i cicho. Juniorka bawi się na podwórku. Mężu chodzi przy swoich sprawach. A ja siedzę i nie chcę by ta chwila przeminęła, by ten wieczór się skończył. Wiem, że to niemożliwe. Ale odrzuca mnie na myśl o jutrzejszym powrocie do pracy, o wrześniu, o obowiązkach które muszą powrócić i odbiorą wieczorom błogi stan pod hasłem „nie muszę, mogę jutro”. Chcę zostać tutaj, w tej chwili, w jej ideale. Z każdym rokiem praca schodzi coraz niżej na liście priorytetów 😉

Było miło

Wakacje na jurze okazały się strzałem w 10. Nawet pokuszę się o stwierdzenie, że jest to idealne miejsce na wyjazd z dziećmi. Jest co zwiedzać, jest gdzie wędrować, można jeździć rowerem, jest różnorodność. Nie obyło się bez marudzenia, ale też nie było pod tym względem tak źle, a tatrzańskie doliny byłyby dla Juniorki dużo bardziej męczące i monotonne w odbiorze. A tak pierwszego dnia zaliczyliśmy Maczugę Herkulesa i zamek Pieskową Skałę, weszliśmy do Jaskini Łokietka i pomaszerowaliśmy szlakiem Ojcowskiego Parku do Bramy Krakowskiej. Mnie ciągnęło do zamków na Szlaku Orlich Gniazd więc był Mirów i przejście urokliwym szlakiem do Bobolic, był Ogrodzieniec i Olsztyn (tak, tam też jest Olsztyn) oraz Góra Biakło z piękną panoramą i pasącymi się na niej owcami 😉 No i Złoty Potok, w którym przez kilka miesięcy przebywał Zygmunt Krasiński i nadał nazwy tamtejszym ostańcom (Brama Twardowskiego, gdzie to kogut miał się odbić od skały żłobiąc pazurami otwór i wzlecieć z Twardowskim do Księżyca) czy stawom (Irydion, Sen Nocy Letniej). Złoty Potok to także Pałac Raczyńskich (niestety marniejący ze względu na spór Skarbu Państwa ze spadkobiercami), Dwór Krasińskich w którym mieści się Muzeum Regionalne i Rezerwat Parkowe czyli szlaki piesze i rowerowe, ostańce, grota niedźwiedzia (w której znaleziono szczątki paleolitycznych zwierząt i chronił się człowiek z okresu kamienia łupanego), źródła Wiercicy, Źródło Spełnionych Marzeń. Złoty Potok to także pierwsza w Europie pstrągarnia. Dni były więc wypełnione od śniadania do obiadokolacji i był to bardzo udany czas 🙂

Ze śmiesznych nazw miejscowości oprócz Garnka zapamiętałam jeszcze Śrubarnię i Żelazko. Była też Julianka 😉 ale entuzjazm do nazwy opadł gdy przeczytałam, że wydarzyła się tam straszna katastrofa kolejowa w 1976 r.

Po raz kolejny też oglądając świat zza samochodowej szyby doszłam do wniosku, że mamy przepiękny kraj. Drugi wniosek jest taki, że mimo, że w naszej wsi oprócz okrągłej kapliczki z XVII wieku położonej na wzgórzu nie ma nic więcej (nawet sklepu), to jednak w zasięgu 10 km zaczyna nam się duże miasto ze wszystkimi udogodnieniami, uniwersytetem, bazą kulturalną itp. A jak się tak jedzie to droga upstrzona jest maleńkimi miejscowościami w znacznym oddaleniu od dużych ośrodków miejskich czyli u nas nie jest źle 😉

Jura

Z rozbieżności pomiędzy Bieszczadami, Wolinem i Kościeliskiem wyszła Wyżyna Krakowsko – Częstochowska. Hotel ładnie położony, jest też dobrą bazą wypadową do zwiedzania jury. Ze śmieszków drogowych to przejeżdżaliśmy przez miejscowość o nazwie: Garnek. Oby tylko pogoda dopisywała i w domu było wszystko w porządku to wakacje zakończymy na fest 😎

Gdy nie ma dziecka w domu

Juniorka dziś wybyła z kuzynostwem do największego kinderparku w mieście. Posłaliśmy dzieciaki z „dzieciakami”. Nie do końca mi się to podobało, ale stawanie okoniem skończyłoby się awanturą z Mężem i z dzieckiem. Poza tym rozumiem potrzebę usamodzielniania… sprzeczne są uczucia rodzica. Wyjazd oczywiście zakończyli ucztą hamburgerowo – frytkową. Wrócili po 5 godzinach. Czy zrobiłam coś podczas czasu rodzicielskiej wolności? Tak, kawę i otwarcie okna rezerwacji hotelowej (wreszcie wiemy gdzie jedziemy). Ten nieznaczny, choć dający o sobie znać, ucisk pod czaszką będę odczuwać pewnie do wieczora, a gdy przejdzie to może nawet będę dumna: z Juniorki, że już nie musi wszędzie trzymać się mamusinej spódnicy i z siebie, że dałam jej trochę przestrzeni.

W oparach opinii

Rzadko piszę opinie na temat usług czy produktów. Ale zdarza się, że dokonując wyboru sugeruję się recenzjami innych. Czy do końca jest to miarodajne to w sumie ciężko powiedzieć. Czasami opinie są tak skrajne, że trudno uwierzyć, że ten sam „obiekt” ktoś uznał za bardzo dobry, a ktoś inny za najwyżej mierny. Jeden daje 5/5 a drugi z wielkim fochem wystawia 1. I tak mam zagwozdkę z jednym hotelem, którego oferta przypadła do gustu, a opinie od sasa do lasa… Płacąc prawie 3 razy tyle co u naszych górali chciałabym zaliczyć wyjazd co najmniej do równie udanych…

Dinozaury i spółka

Parków rozrywki związanych z dinozaurami jest podobno w naszym kraju co najmniej dwadzieścia. Z tego cztery to w naszym województwie. My jeździmy głównie do tego, który, jeżeli chodzi o zwiedzanie, specjalizuje się głównie w dinozaurach. W cenie biletu ma się wszystkie atrakcje parku czyli wejście do muzeum, dinozaurową ścieżka edukacyjną z podziałem na trias, jurę i kredę z rzeczywistych rozmiarów modelami i opisami gatunków, kino 5D oraz park rozrywki i plac zabaw. Zabawa zagwarantowana na kilka godzin. Zaplecze gastronomiczne oczywiście na miejscu.

trice
lubię triceratopsy
dino
wykluwamy dinozaura, cały proces może trwać do 48h
Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij