Zasięg

Wczoraj wyszli z…

Wczoraj wyszli z zasięgu bardzo szybko. Po porannej rozmowie tego "odcięcia" od niego jeszcze tak nie odczuwałam. Dziś jest już inaczej. Zaczyna mi to doskwierać. Całe szczęście, że dzisiejszej nocy powinni być już w Rydze więc wszystko wróci do jako takiej normy.

Później wizyta u Marcelka. Pewnie znów najdzie mnie ochota na dziecko.

Słodko-Gorzki

Mam mały …

Mam mały uczuciowy zamęt. Jestem szczęśliwa bo jeszcze rano mogliśmy się usłyszeć i porozmawiać – dla obojga było to bardzo ważne bo możliwość słyszenia głosu stwarza wrażenie bliskości. Równocześnie jest mi smutno bo wyszli w morze, niedługo wypłyną poza wody terytorialne Polski i kontakt znacznie się utrudni. W tej chwili jednak szczęście ma lekką przewagę w samopoczuciu. Właśnie przez tą poranną rozmowę – "akumulatory się doładowały"

Niespodzianka

Mają …

Mają niespodziewany postój na redzie w Świnoujściu. I stąd ta niespodzianka bo jeszcze jest tu, a to daje znacznie większe możliwości. I tak właśnie dzięki temu mogliśmy porozmawiać. Cudownie było usłyszeć jego głos na dobranoc. On już się położył więc i ja się kładę póki jego słowa jeszcze dźwięczą mi w uszach 🙂

p.s. jestem jedyną osobą, która wie, gdzie on obecnie jest

To, co w sercu

Kiedy wyjełam …

Kiedy wyjełam dziś moją podusię i przytuliłam się do niej, łzy stanęły mi w oczach (dzięki schowkowi, w którym jest przechowywana cały czas delikatnie pachnie moim Kochanym). Nie były to łzy smutku. Tylko łzy… tęsknoty, niespełnionych marzeń, pragnień?

Godzinę temu zadzwonił. Na 99% jednak już jutro rano będą wypływać do Rygi. Długo rozmawialiśmy, ale i tak kiedy przyszła pora się pożegnać nie chciałam tego robić, nie chciałam się rozłączać, chciałam nadal słyszeć jego głos. Znowu łzy. Teraz to już są łzy smutku…

Tęsknię… Marzę… Pragnę… KOCHAM

Dobrze

Znowu jest …

Znowu jest dobrze. Emocje się uspokoiły. Zanim wypłyną z kraju to minie jeszcze kilka dni (co mnie bardzo cieszy). Jeszcze możemy do siebie dzwonić, jeszcze mam jego smsy – takie czułe jak lubię, jeszcze mam sygnałki. Znowu kocham miłością spokojną i szczęśliwą.

Zastanawiałam się o co chodziło w piątek. Czułam niedosyt czasu. Ale nie chciałam żeby mój czas powiększył się kosztem jego dzieci. Chciałam żeby poświęcił mi więcej czasu z piątkowej nocy kosztem swojego snu i odpoczynku. Teraz rozumiem, że w sumie 1,5 dnia wolnego musiał odpocząć. Jednak wtedy nie liczyło się nic oprócz mnie. W efekcie dałam mu się nieźle we znaki bo bardzo przeżył moje sobotnie fochy. Dziś, patrząc obiektywnie, wiem, że musiał być zmęczony bo wiem, że w przeciwnym razie poświęciłby mi dużo więcej czasu. Przecież wiem, ile znaczę dla niego.

Telepatia

Wczoraj …

Wczoraj wieczorem zamieniliśmy jeszcze kilka zdań. Ten dzień ciszy bardzo go przygnębił. Wyczuł, że myślałam o najdrastyczniejszym rozwiązaniu bo powiedział tak: "boję się, że cię stracę". Nie domyślił się tylko powodów dla, których o tym myślałam. No i dobrze bo pobudki, które mną kierowały były egoistyczne. Nie powiedziałam mu o czym myślałam. Ale czuł to. Teraz jest już na statku, ale nie wypływają jeszcze. Dzwoniłam do niego, był trochę smutny. Kocham go i tęsknie już za nim i dlatego żałuję wczorajszego. Wczorajszy dzień mógł być jakąś swego rodzaju obroną przed rozłąką. To nie pierwsza rozłąka, ale dopiero druga tak długa i na początku dosyć trudno jest sobie poradzić z emocjami.

Histeria

<font …

Po wczorajszym byłam zła. Zaczęłam się zastanawiać nad zakończeniem tego wszystkiego. Myślałam o tym jak to będzie w przyszłości. Że wyprowadzać to się chyba nie chcę. Że jestem jedynaczką, która zawsze miała wszystko dla siebie i nie będę potrafiła zaakceptować tego, że nie będzie mógł mi poświęcić całego swojego czasu. Że miłość to nie wszystko i że ta cała reszta nas zniszczy. Myślałam, że wyjazd to dobry moment żeby się od siebie odzwyczaić. Dopóki byłam zacięta w sobie to myślałam o zerwaniu. Napisałam do niego, że nie będę się dziś odzywać bo muszę coś przemyśleć. On jednak zachowywał się jak zawsze. Złość chyba opadła. Zaczęłam tęsknić za nim. Sposób myślenia mi się zmienił. To jedna z moich histerii. Chociaż możliwe, że coś w takim myśleniu jest.

Rozumieć

<font …

Zawsze wszystko rozumiem. To, że wczoraj wrócił o 23, to że w niedzielę o 5 rano wyjazd, to że jutro czas dla dzieci i musi się wyspać. Rozumiem. A jednak chyba nie… ja też chcę mieć swój czas. Dzisiejsze 1,5 godziny to za mało. To był ostatni taki wspólny czas na następne 6 tygodni. Było miło, ale oczekiwałam czegoś więcej. Nie powiedziałam nic, bo ja przecież taka wyrozumiała jestem. Ale w środku bunt i łzy złości, smutku. I myśl, że tak nie potrafię. Boję się, że nie będę umiała się dzielić, szczególnie w takich sytuacjach jak teraz, że są tylko 2 dni i każdy ma jakieś wymagania.