Złe wieści

…tak zaczął. W …

…tak zaczął. W przyszłym tygodniu wyjedzie na statek na 2 miesiące. Czyli będą rejsy i braki zasięgu. Gdy przeczytałam tego sms’a to się rozpłakałam. Tak bardzo nie lubię tak długich wyjazdów. W ciągu 2,5 roku jakie się znamy to dopiero drugi tak długi wyjazd. Ale wtedy dla niego samego to już było za długo. Tak mało go mam, a tu jeszcze taki wyjazd. Zawsze tyle chcę mu opowiedzieć, a tu znowu trzeba będzie wybierać co jest ważniejsze żeby zmieściło się w sms’ie, których i tak piszę setki nawet kiedy nie ma zasięgu. Nie usłysze jego głosu. Wszystko wtedy jest takie puste. Najchętniej bym go nie puściła, ale to jego praca. Znowu będzie tylko tęsknota, tęsknota, tęsknota… z którą trzeba sobie radzić…

Załamana?

Nie wiem

Ale on…

Nie wiem

Ale on tak powiedział, że jestem załamana

Jednak nie da się ukryć, że coś się ze mną dzieje. Pół dnia leżałam w łóżku, rozpłakać potrafię się w każdej chwili. Nie do końca wiem skąd się taki stan bierze. Przecież mam wszystko żeby być szczęśliwą i jestem szczęśliwa. Wystarczy się zmobilizować, ale na dzień dzisiejszy nie potrafię wziąść się w garść. Ewidentnie jestem w dołku i to po części na własne życzenie. Tego stanu nie wywołała miłość, ale znając siebie teraz mogę zacząć nasz związek analizować.

Ani zdrowe, ani wesołe

Przed wyjściem na …

Przed wyjściem na wigilię oczywiście się poryczałam, że jest tak, a nie inaczej. Napisałam do niego smsa żeby dać mu do zrozumienia co czuję. Odpisał, że mam nigdy nie mówić, że takie dni jak obecne oddalają nas od siebie bo stwierdził, że tak nie jest, a przede wszystkim nie pozwoli by coś nas oddalało od siebie. Napisał też, że pragnie by następne święta spędzić ze mną. Właśnie to chciałam usłyszeć – czy taka chęć to już egoizm?

Na wigilii jakimś cudem obeszło się bez życzeń, których tak nie chciałam usłyszeć, dzięki temu było przyjemniej. Dziś chrzciny Martyny, ale nie mogłam pójść bo od wczorajszego wieczoru mam podwyższoną temperaturę. I tak siedzę sama w czterech ścianach. Smutno trochę, ale nawet nie mogę myśleć za dużo bo głowa za bardzo boli. Kochanie zadzwoniło żeby poprawić mi trochę humor i powiedzieć, że myślami jest zawsze blisko. W takich związkach jak nasz takie zapewnienia są bardzo ważne. Bo jak inaczej okazać troskę na odległość.

Bez entuzjazmu

Jak wreszcie …

Jak wreszcie doczekałam się tygodnia wolnego od pracy to złapało mnie przeziębienie. Za 2 godziny kolacja wigilijna. W tym roku będzie jeszcze smutniej i więcej łez się poleje. Smutek po śmierci babci swoim kwileniem będzie wypełniać mała Martynka, ale serce gdzieś będzie się zaciskało. Znowu usłyszę życzenia dobrego męża itp. od moich ciotek. Moja mama wymownie na mnie spojrzy, a ja domyślę się jej myśli, które będą krzyczały – zmądrzej wreszcie i zostaw go. A ja będę tęsknić za nim. Może dzięki temu, że zobaczyliśmy się jeszcze przed świętami będzie mi łatwiej przetrwać, ale tęsknota pozostanie. Tęsknota i pragnienie spędzenia świąt z mężczyzną, którego kocham. Z drugiej strony pojawiać się będą myśli: co on teraz robi, czy się uśmiecha, może też właśnie dzielą się opłatkiem, czy może ten magiczny wieczór właśnie ich za sobą łaczy, pojawi się nuta zazdrości. Trudne to będą dni…

Czy to początek końca?

Przeraziła mnie …

Przeraziła mnie nasza wczorajsza rozmowa. Opowiedziałam mu co się stało. Zaczęliśmy rozmawiać i powiedział, że czuje jak się od niego oddalam. Widzi jak moje obawy biorą górę nad uczuciem bo coraz częściej mówię o przeciwskazaniach dla naszego związku. Poczuł, że dochodzę do wniosku, że za daleko zabrnęliśmy i że zaczynam się wycofywać. Poczuł, że go zostawię. Fakt, myślę o swoich obawach bo jak nie myśleć (już taki mam charkater). Spytałam czy przestał wierzyć w to że nam się uda. Powiedział, że wiara jest wszystkim co ma. Ja swoją wiarę czerpię z jego wiary. I kiedy on przestanie wierzyć to może to być nasz koniec. On też ma obawy, ale nie mówi o tym, a ja cały czas zadręczam go swoimi myślami. W ten sposób nie pomagam mu w budowaniu tej wiary. Miał przyjechać w tym miesiącu. Ale powiedział, że jednak nie przyjedzie, że musi sobie to wszystko przemyśleć. Tak chciałam tego spotkania. Pewnie gdybym go poprosiła to by przyjechał. Ale nie chcę na nim niczego wymuszać, muszę dać mu ten czas. Bardzo go kocham, jest sensem mojego życia. Ale prawdą jest, że nie jestem pewna czy powinnniśmy walczyć o siebie za wszelką cenę. Dlatego muszę dać mu swobodę w decydowaniu. Jest mi źle 😦

Głupie asekuranctwo!!!

Spytała czy jego…

Spytała czy jego osoba znika z mojego życia – powiedziałam, że tak. Spytała czy zniknął z mojego życia – powiedziałam, że tak. Przecież w moim wieku mam pełne prawo do swojego życia i swoich wyborów (nawet jakby miały być błędne). Zamiast powiedzieć jak jest to wybrałam chronienie siebie i tego ułudnego spokoju w domu. Wyparłam się go. Fatalnie się z tym czuję… 😦

Plotę farmazony zamiast pomyśleć!!!

Myślałam, że …

Myślałam, że porozmawiam z Nim dzisiaj tak bardzo poważnie. Ale nie umiałam zacząć. Może nie chciałam wiedzieć, nie chciałam poznać jego planów. Tak spokojnie teraz w moim świecie, bez podejmowania decyzji. Wolałam pytania odłożyć na później. Dziś tylko cieszyć się Nim. I prawie by mi się udało. Ale coś mnie podkusiło powiedzieć, że ta rozmowa miała być inna. Zaczęłam gadać jakieś filozoficzne farmazony bez konkretów. On nie rozumiał co ja chcę tak właściwie powiedzieć. Bo jak rozumieć słowa "mam nadzieję tylko, że nie zgubię granicy kiedy mam chronic Ciebie przed sobą". On się mnie pyta "więc mnie nie zostawisz?" A ja odpowiadam "albo odejdę w odpowiednim momencie byś mógł jeszcze wrócic do życia". P zaniemówił, chciał uciec, nie słuchać dalej bo nie wiedział jak to traktować. Wtedy dopiero przestraszyłam się, że go zraniłam. Każde słowo jakie wypowiedziałam było wypowiedziane w zły sposób. Mogłam ugryźć się w język. Wiedziałam, że nie jestem gotowa na poważniejszą rozmowę o przyszłości. Takie rozmowy muszą być i będą. Ale nie w taki sposób przeprowadzone. Nie mogę mówić skrótami myślowymi. Do takiej rozmowy trzeba podejść na spokojnie i wszystko jasno mówić. A ja tu jakieś filozficzne gadki bez ładu i składu uskuteczniam! Przeprosiłam go. Ale boję się, że zabolały go za bardzo te słowa i stanie się niepewny. On rozumie skąd się u mnie takie myślenie bierze, ale będzie zastanawiał się nad tym co powiedziałam. Nie wiem czy wystarczająco udało mi się go teraz uspokoić.

Nie wiem co będzie? Nie wiem czy kiedyś nie odejdę? Jeżeli tak, to pewnie zrobię to najpóźniej jak się da.

Kocham Go i tak bardzo nie chcę Go skrzywdzić.

A czuję, że On teraz jest smutny. Smutny przez moją głupotę… mnie też jest smutno… ale na mój smutek już za późno

Create your website with WordPress.com
Rozpocznij