Wizualizacja

Wczoraj najpierw była wściekłość. Nie mogąc jednak znaleźć ukojenia lęków, beznadziei i bezsilności w końcu się poryczałam. Myślałam, że introwertyzm będzie moim sprzymierzeńcem w tym pandemicznym świecie. Niestety jak zawsze jest wręcz odwrotnie. Nie jest ze mną dobrze i pewnie długo nie będzie. Na co muszę się przygotować, a „słońce” czerpać ze wszystkiego z czego się da. Czytam kolejną książkę, której tematem przewodnim jest pokonywanie własnych strachów. I chociaż wiem, że jutro z każdą godziną mój stres i lęki będą narastać to dzisiejszy wieczór chcę spędzić z obrazem tego cytatu pod powiekami:

„Gdy docieramy do domu na wzgórzu, Ugo wita nas z otwartymi ramionami.

Morze widziane z jego ogrodu połyskuje niczym bezkresna srebrzysta przestrzeń. Jak na pocztówce. Chciałabym tu zamieszkać, by budzić się każdego ranka w tym pięknym domu, z którego roztacza się zapierająca dech w piersiach panorama.

Subtelne dźwięki fortepianu ulatują przez otwarte okno, docierają do nas, otaczając świetlistą łuną.”

Chiara Parenti

Medalion z bursztynem

Nareszcie głowa mimo wszystko na tyle wolna, że mogę opublikować post, który dawno temu już miał tu być. Ale widać ta książka przyzwyczajona jest do perturbacji 😉 Książkę, o której dziś mowa wygrałam w sierpniowym konkursie. Jako, że uwielbiam bursztyn to żadnego problemu nie sprawiło mi konkursowe pytanie o to jaką magię w nim dostrzegam. Moja odpowiedź się spodobała i została nagrodzona książką Medalion z bursztynem. I tu zaczyna się pierwsza perturbacja. Na linii organizator konkursu i wydawca coś nie zagrało i książki do nagrodzonych osób zostały wysłane z dużym opóźnieniem. Z tak dużym, że już myślałam, że tej książki nie otrzymam. Druga perturbacja jest taka, że nie miałam czasu, siły, ani weny aby w ostatnim czasie o niej napisać.

A książkę czytało mi się dobrze. Kryminał. Tajemnica rodzinna. Oddech historii na plecach. Gdańsk. Autorkę odebrałam na tyle pozytywnie, że inną jej powieść już wrzuciłam do księgarnianego schowka.

„Gdzie jesteś, Bernadette?”

Na książkę Marii Semple trafiłam przypadkiem. Trafiłam na bardzo zachęcającą recenzję (szkoda, że teraz nie mogę jej odnaleźć) informującą, że to książka idealna na poprawę humoru, o aspołecznej introwertyczce, ekscentryczce, tak jakoś na wesoło. Pomyślałam, że to coś dla mnie. Kupiłam. Na okładce też słowo „przezabawna” rzuciło się w oczy. Przeczytałam. Zaśmiałam się tylko raz. Może dlatego, że przeglądałam się w tej książce jak w lustrze więc z tego powodu brak zrozumienia Bernadette nie wywoływał poprawy humoru. Po skończeniu lektury z ciekawości zerknęłam na opinie. Więcej jest tych negatywnych, pełnych braku zrozumienia dla konstrukcji, fabuły, a tego typu charakterów to już w ogóle. Zrobiło mi się smutno. Bo ja wiem jak to jest, gdy działania mające powodować zachowanie kontroli i równowagi są nierozumiane przez otoczenie i kwitowane brakiem dobrej woli, a próby zasygnalizowania swojego punktu widzenia są deprecjonowane. Wczoraj też to odczułam w rozmowach więc najpierw wszystko wokół mnie musi być idealne, bym ja przez chwilę mogła być nieidealną i to tylko tak by moje „dziwactwo” było niezauważalne dla innych… Także dziś będę zbierać spadające orzechy.

Zrobiłam sleeveface. Juniorka spojrzała i stwierdziła „Mama, jesteś taka sama jak ta książka”. Tak 😉 szczególnie w przenośni…

Czytanie na głos

Od 2001 roku 29 września, w dzień urodzin Janiny Porazińskiej (autorki książek dla dzieci) obchodzony jest Ogólnopolski Dzień Głośnego Czytania. Juniorka lubi słuchać więc głośno czytamy niemal codziennie, szczególnie przed snem. Pierwszą ulubioną serią były książki o Panu Kuleczce, potem weszło „8+2”, wakacje kończyłyśmy książkami o Pippi Pończoszance (która mocno zaskarbiła sobie Juniorkowe serce). Wczoraj skończyłyśmy „Plastusiowy Pamiętnik” i od razu zaczęłyśmy „Przygody Plastusia”. Po drodze przewinęło się trochę Muminków. Jak też już wiadomo, Juniorka lubi książki pisane dawno temu i czarno białe. Kiedyś w bibliotece wyjęła książkę z półki i stwierdziła „fuj, jaka kolorowa, nie lubię takich”. To też następne czekają w kolejce „Dzieci z Bullerbyn”, które myślę, że też przypadną Juniorce do gustu ze względu na treść i proste rysunki tworzone w zasadzie tylko za pomocą kreski.

Ale nie ważne czy kolorowe czy czarno-białe, po prostu czytajmy dzieciom na głos.

Paryska bohema

Choć konstrukcja powieści nie do końca jest dla mnie logiczna, to miło było się przenieść do Paryża lat 20 ubiegłego wieku. Poczuć klimat paryskiej bohemy… Kisling, Modigliani, Chanel, Man Ray, Kiki – królowa Montparnasse’u, to tylko niektóre postacie brylujące na kartach powieści. Sklep w Paryżu mimo wszystko pozostawił we mnie jakiś znak zapytania i dalszą ciekawość względem Alice.

sklep w Paryżu
moja wariacja na temat książki i okładki 😉

Neapolitańskie przemyślenia

Różne czynniki sprawiają, że wybieramy tą, a nie inną książkę do przeczytania. Ja ostatnio wybieram na podstawie miejsca akcji. Ale mimo to, niektóre książki wybierają nas, a nie my je. Zagubionych w Neapolu Heddi Goodrich myślałam, że wybieram ze względu na Neapol, miasto w którym kiedyś byłam. Miasto, które wcale nie urzekło, jak zrobiło to pobliskie Sorrento, czeska Praga czy chorwacki Split. „Trudno było uwierzyć, że na świecie istnieje miejsce tak nieuregulowane, męczące i karykaturalne – obdarzone okrutnym pięknem i niewybaczalną brzydotą”. Kończąc lekturę już wiedziałam, że to nie ja ją wybrałam, a ona mnie. Gdy byłam w Neapolu mogłam być jak powieściowa Heddi, może nawet nią byłam. Im bliżej było końca tym bardziej zastanawiałam się czy nadal więcej we mnie Heddi czy jednak Pietro bo też czuję się często „więźniem swojego charakteru”. Czytając (tylko) powieść spojrzałam też z innej perspektywy na własne używanie, może nadużywanie formy trzeciej osoby zaimka osobowego… smutne to wnioski, lepiej się poprawić…

Neapol

„- Luca, co to znaczy, że świat jest książką?

– Świat jest książką, a kto nie podróżuje, nie pozna z niej ani jednej strony.

– To twoje zdanie?

– Przeceniasz mnie, to Święty Augustyn. Dla mnie to znaczy i to, że rzeczy, których warto się nauczyć, nie znajdziesz w książkach.”

Lubię podróżować i poznawać świat w ten sposób. Ale od przeszło 3 lat przychodzi mi to z większym trudem. Ale to już temat na jeszcze inną niż te dwie zawarte tutaj, bardzo osobistą opowieść, może kiedyś powstanie.

Czytanie w okularach mimo, że jest ułatwieniem bywa też utrudnieniem gdy łzy skapują na szkła tworząc na ich powierzchni małe kałuże, literalne jeziora…

Lwia zmarszczka i kozi ser

Czytam powieść, obyczajówkę. Na jednej ze stron bohaterowie prowadzą rozmowę na temat medycyny estetycznej. Rozmawiają między innymi o lwiej zmarszczce. … Zaraz, zaraz, właśnie uświadamiam sobie, że kreska z mojego czoła to właśnie opisywana lwia zmarszczka. Od teraz już mi będzie z nią lepiej, ze świadomością, że moja zmarszczka ma tak dostojne zwierzę w nazwie. Lwia zmarszczka brzmi dużo lepiej niż kurze łapki.

lwiazmarszczka
PublicDomainPictures/pixabay

To teraz przejdźmy do kozy, mojej zodiakalnej patronki według horoskopu chińskiego 😉 A właściwie koziego sera w wersji do smarowania. Smakuje pysznie na kanapce z pomidorem i szczypiorem. Takie dzisiejsze odkrycie śniadaniowe 😉

Problematyczne kontynuacje

W sumie to nie przepadam za czytaniem sag i innych powieści wielotomowych. Jak ma się możliwość przeczytania jednej po drugiej to jeszcze, ale czytanie w większych odstępach czasowych się u mnie nie sprawdza. Ostatnio chciałam przeczytać kontynuacje dwóch książek, których poprzednie części wyszły ładnych parę lat temu. W jednej dotarłam do 134, a w drugiej do 146 strony i odłożyłam. Ciągle mi przeszkadzało, że nie kojarzę wszystkich postaci i kontekstów, a wątki w nowych częściach nie pociągnęły odpowiednio zainteresowania.

Za to skoro wakacje to podróżuję 😉 Właśnie wróciłam z australijskiego wybrzeża z Nowej Południowej Walii i było mi tam lepiej niż sądziłam 😉 Teraz wyruszam nad polskie morze. A dalej czeka Neapol i Paryż 😉 Juniorka natomiast ukochała sobie Skandynawię i obecnie po norweskich stronicach śmigamy.

Gadające zwierzaki

Dawno nie było o książkach dla dzieci. To dziś będzie, szczególnie że trafiła nam się kategoria z rozmowami ze zwierzętami. Jako pierwszą przeczytałyśmy Figlarną pandę Amelii Cobb z serii „Zosia i jej ZOO”. Mnie ta książka nie zachwyciła. Jakoś nie przemówiła do mnie umiejętność Zosi do rozmawiania ze zwierzętami (która nawet nie potrzebuje do tego magicznego amuletu jak księżniczka Zosia z kreskówki). Juniorce się podobało, bo przecież uwielbia pandy… chociaż jednego rozdziału nie chciała słuchać bo na podstawie tytułu i tego co było w poprzednim rozdziale po prostu się obawiała co tam będzie.

Wczoraj skończyłyśmy Zaraz wrócimy, tylko do Afryki skoczymy Olivera Scherza. Tu też mamy dialog zwierząt z dziećmi. W burzową noc słoń ucieka z ZOO ponieważ chce dostać się do Afryki. W podróży pomaga mu rodzeństwo. Ta książka bardziej mi się spodobała. Tu do końca nie wiadomo czy przygody jakie napotykają po drodze to sen, czy też zabawa dzieci, które są świetnymi gawędziarzami i wymyśliły sobie zabawę/historyjkę by odwrócić uwagę od burzy.

abuu

A ja po skończeniu Roku 1984 musiałam odsapnąć, więc czytając spaceruję po grudniowych uliczkach mojego miasta w lightowym klimacie. A Rok 1984… no cóż muszę przetrawić, w całości i w tym chociażby pytaniu Winstona: „Może to, czego człowiek pragnie najbardziej , to nie tyle być kochanym, ile rozumianym.”

Terakowska

Pierwszy raz spotkałam się z twórczością Doroty Terakowskiej kilkanaście lat temu czytając Tam, gdzie spadają Anioły. Wtedy totalnie odpłynęłam pod wpływem tej książki. Kilka lat później przeczytałam W Krainie Kota. Aby sięgnąć po Ono miałam pewne… obawy. U mnie to jest tak, że na każdą książkę musi przyjść odpowiedni „czas”. Samotność Bogów kilkakrotnie rzucała się w oczy i na tym się kończyło. Było tak do 13 marca, kiedy to wychodząc z pracy (nie wiadomo na jak długo) rzutem na taśmę sięgnęłam na półkę właśnie po tą powieść. W tamtej chwili uznałam, że właśnie nadszedł jej czas. I faktycznie nadszedł.  Jak zwykle jestem pod wrażeniem wielowymiarowości, płynnego przechodzenia pomiędzy misternie zbudowanymi światami i magicznego charakteru, a jednocześnie napisaną tak swobodnym językiem. Ostatnie dwa rozdziały przepłakałam. Nie nad losami bohaterów, a nad Światem i ludzkością i nad trafnością konkluzji wyłaniających się z treści.

terakowska

A Ono i Poczwarkę z przyjemnością dodaje do mojej listy do przeczytania. Terakowska mnie „kupiła” 😉