Paryska bohema

Choć konstrukcja powieści nie do końca jest dla mnie logiczna, to miło było się przenieść do Paryża lat 20 ubiegłego wieku. Poczuć klimat paryskiej bohemy… Kisling, Modigliani, Chanel, Man Ray, Kiki – królowa Montparnasse’u, to tylko niektóre postacie brylujące na kartach powieści. Sklep w Paryżu mimo wszystko pozostawił we mnie jakiś znak zapytania i dalszą ciekawość względem Alice.

sklep w Paryżu
moja wariacja na temat książki i okładki 😉

Neapolitańskie przemyślenia

Różne czynniki sprawiają, że wybieramy tą, a nie inną książkę do przeczytania. Ja ostatnio wybieram na podstawie miejsca akcji. Ale mimo to, niektóre książki wybierają nas, a nie my je. Zagubionych w Neapolu Heddi Goodrich myślałam, że wybieram ze względu na Neapol, miasto w którym kiedyś byłam. Miasto, które wcale nie urzekło, jak zrobiło to pobliskie Sorrento, czeska Praga czy chorwacki Split. „Trudno było uwierzyć, że na świecie istnieje miejsce tak nieuregulowane, męczące i karykaturalne – obdarzone okrutnym pięknem i niewybaczalną brzydotą”. Kończąc lekturę już wiedziałam, że to nie ja ją wybrałam, a ona mnie. Gdy byłam w Neapolu mogłam być jak powieściowa Heddi, może nawet nią byłam. Im bliżej było końca tym bardziej zastanawiałam się czy nadal więcej we mnie Heddi czy jednak Pietro bo też czuję się często „więźniem swojego charakteru”. Czytając (tylko) powieść spojrzałam też z innej perspektywy na własne używanie, może nadużywanie formy trzeciej osoby zaimka osobowego… smutne to wnioski, lepiej się poprawić…

Neapol

„- Luca, co to znaczy, że świat jest książką?

– Świat jest książką, a kto nie podróżuje, nie pozna z niej ani jednej strony.

– To twoje zdanie?

– Przeceniasz mnie, to Święty Augustyn. Dla mnie to znaczy i to, że rzeczy, których warto się nauczyć, nie znajdziesz w książkach.”

Lubię podróżować i poznawać świat w ten sposób. Ale od przeszło 3 lat przychodzi mi to z większym trudem. Ale to już temat na jeszcze inną niż te dwie zawarte tutaj, bardzo osobistą opowieść, może kiedyś powstanie.

Czytanie w okularach mimo, że jest ułatwieniem bywa też utrudnieniem gdy łzy skapują na szkła tworząc na ich powierzchni małe kałuże, literalne jeziora…

Lwia zmarszczka i kozi ser

Czytam powieść, obyczajówkę. Na jednej ze stron bohaterowie prowadzą rozmowę na temat medycyny estetycznej. Rozmawiają między innymi o lwiej zmarszczce. … Zaraz, zaraz, właśnie uświadamiam sobie, że kreska z mojego czoła to właśnie opisywana lwia zmarszczka. Od teraz już mi będzie z nią lepiej, ze świadomością, że moja zmarszczka ma tak dostojne zwierzę w nazwie. Lwia zmarszczka brzmi dużo lepiej niż kurze łapki.

lwiazmarszczka
PublicDomainPictures/pixabay

To teraz przejdźmy do kozy, mojej zodiakalnej patronki według horoskopu chińskiego 😉 A właściwie koziego sera w wersji do smarowania. Smakuje pysznie na kanapce z pomidorem i szczypiorem. Takie dzisiejsze odkrycie śniadaniowe 😉

Problematyczne kontynuacje

W sumie to nie przepadam za czytaniem sag i innych powieści wielotomowych. Jak ma się możliwość przeczytania jednej po drugiej to jeszcze, ale czytanie w większych odstępach czasowych się u mnie nie sprawdza. Ostatnio chciałam przeczytać kontynuacje dwóch książek, których poprzednie części wyszły ładnych parę lat temu. W jednej dotarłam do 134, a w drugiej do 146 strony i odłożyłam. Ciągle mi przeszkadzało, że nie kojarzę wszystkich postaci i kontekstów, a wątki w nowych częściach nie pociągnęły odpowiednio zainteresowania.

Za to skoro wakacje to podróżuję 😉 Właśnie wróciłam z australijskiego wybrzeża z Nowej Południowej Walii i było mi tam lepiej niż sądziłam 😉 Teraz wyruszam nad polskie morze. A dalej czeka Neapol i Paryż 😉 Juniorka natomiast ukochała sobie Skandynawię i obecnie po norweskich stronicach śmigamy.

Gadające zwierzaki

Dawno nie było o książkach dla dzieci. To dziś będzie, szczególnie że trafiła nam się kategoria z rozmowami ze zwierzętami. Jako pierwszą przeczytałyśmy Figlarną pandę Amelii Cobb z serii „Zosia i jej ZOO”. Mnie ta książka nie zachwyciła. Jakoś nie przemówiła do mnie umiejętność Zosi do rozmawiania ze zwierzętami (która nawet nie potrzebuje do tego magicznego amuletu jak księżniczka Zosia z kreskówki). Juniorce się podobało, bo przecież uwielbia pandy… chociaż jednego rozdziału nie chciała słuchać bo na podstawie tytułu i tego co było w poprzednim rozdziale po prostu się obawiała co tam będzie.

Wczoraj skończyłyśmy Zaraz wrócimy, tylko do Afryki skoczymy Olivera Scherza. Tu też mamy dialog zwierząt z dziećmi. W burzową noc słoń ucieka z ZOO ponieważ chce dostać się do Afryki. W podróży pomaga mu rodzeństwo. Ta książka bardziej mi się spodobała. Tu do końca nie wiadomo czy przygody jakie napotykają po drodze to sen, czy też zabawa dzieci, które są świetnymi gawędziarzami i wymyśliły sobie zabawę/historyjkę by odwrócić uwagę od burzy.

abuu

A ja po skończeniu Roku 1984 musiałam odsapnąć, więc czytając spaceruję po grudniowych uliczkach mojego miasta w lightowym klimacie. A Rok 1984… no cóż muszę przetrawić, w całości i w tym chociażby pytaniu Winstona: „Może to, czego człowiek pragnie najbardziej , to nie tyle być kochanym, ile rozumianym.”

Terakowska

Pierwszy raz spotkałam się z twórczością Doroty Terakowskiej kilkanaście lat temu czytając Tam, gdzie spadają Anioły. Wtedy totalnie odpłynęłam pod wpływem tej książki. Kilka lat później przeczytałam W Krainie Kota. Aby sięgnąć po Ono miałam pewne… obawy. U mnie to jest tak, że na każdą książkę musi przyjść odpowiedni „czas”. Samotność Bogów kilkakrotnie rzucała się w oczy i na tym się kończyło. Było tak do 13 marca, kiedy to wychodząc z pracy (nie wiadomo na jak długo) rzutem na taśmę sięgnęłam na półkę właśnie po tą powieść. W tamtej chwili uznałam, że właśnie nadszedł jej czas. I faktycznie nadszedł.  Jak zwykle jestem pod wrażeniem wielowymiarowości, płynnego przechodzenia pomiędzy misternie zbudowanymi światami i magicznego charakteru, a jednocześnie napisaną tak swobodnym językiem. Ostatnie dwa rozdziały przepłakałam. Nie nad losami bohaterów, a nad Światem i ludzkością i nad trafnością konkluzji wyłaniających się z treści.

terakowska

A Ono i Poczwarkę z przyjemnością dodaje do mojej listy do przeczytania. Terakowska mnie „kupiła” 😉

Zagadka Ferrante

Któregoś razu gdy przeglądałam komentarze pod postem na fb Niestatystycznego o to, co ludzie aktualnie czytają wpadło mi w oko nazwisko: Elena Ferrante i cykl neapolitański. Słowa klucze padły i bach, od razu byłam zainteresowana. Cykl neapolitański to oczywiście: Genialna przyjaciółka, Historia nowego nazwiska, Historia ucieczki i Historia zaginionej dziewczynki. Tytuł Genialna przyjaciółka obił mi się o uszy jako serial, powstały oczywiście na podstawie powieści. Ale ja nie zaczęłam od Genialnej przyjaciółki, z listy dostępnych pozycji wybrałam Córkę. Jako trudny w użytkowaniu przypadek matki często wybieram książki traktujące o macierzyństwie, szczególnie niezbyt łatwym.

ferrante

Elena Ferrante nie wiadomo kim jest. To pseudonim. I mimo osiągnięcia sukcesu nie tylko na rynku włoskim, ale i światowym prawdziwa tożsamość osoby piszącej pozostaje nierozwiązaną zagadką z wieloma spekulacjami co do możliwych nazwisk. Pewną zagadką też pozostaje dla mnie wrażenie po przeczytaniu Córki. Czytało się dobrze i z zaciekawieniem. Pozostał jednak pewien niedosyt, ale też wiem, że od tej tematyki za każdym razem oczekuję za dużo. A zagadka powieści Ferrante nadal interesuje i tylko nie wiem czy cykl neapolitański kupić od razu w gotowym pakiecie czy najpierw sprawdzić czy faktycznie przypadnie do gustu po pierwszej części…

Pestki

Jesteś na to za duża. Jak będziesz duża, to zrozumiesz. Podziękuj ładnie! Nie udawaj. To nie koniec świata. Ludzie patrzą. Ja w twoim wieku… Co z ciebie wyrośnie? Masz jeszcze na to czas. Nie powinnaś się tak ubierać. No i czego tu się bać? Przesadzasz. Nie płacz. Kawaler do ciebie! Na co ty czekasz? Przestań histeryzować. Jakie ty możesz mieć dziecko problemy. Bądź sobą. Jak będziesz w moim wieku to zobaczysz. Tego kwiatu jest pół światu. Co ty znowu wymyślasz? Nie dzwoń pierwsza. Uśmiechaj się. To twój problem. Dzielisz włos na czworo. Sama tego chciałaś. Przecież to dobry chłopak. Inni mają gorzej. Po prostu masz doła. Zajmij się czymś. Ogarnij się. Po prostu o tym nie myśl. Dlaczego nic nie powiedziałaś?

Od wieków, od pokoleń wdrukowane w nasze wypowiedzi. Nawet ja, już teraz niestety strzelam takimi pestkami wprost w Juniorkową główkę. Ta książka to nie jest klasyczna opowieść, ale daje do myślenia jak mogą działać takie komunikaty.

pestki

„Samotność nie jest wtedy, kiedy nie masz się do kogo odezwać. Tylko kiedy wiesz, że nikt nie zrozumie tego, co mówisz.” Oj tak…

Pod lupą

Jakoś tak jest, że dzieciom dopiero wysoka gorączka nie pozwala funkcjonować normalnie. Kaszle się i kicha, ale aktywność jest na zwykłym poziomie. A jak się dzień spędza w domu to zabaw i atrakcji należy wymyślać więcej niż normalnie. Całe szczęście wczoraj przyszły zamówione w zeszłym tygodniu puzzle, są też nowe książki. Odkąd przedszkolaki zaczęły poznawać litery część zabaw w domu polega na wymienianiu wyrazów na zadaną literę. Abecadło pod lupą wpadło w oko chyba na blogu Bajkochłonki. Kupiłam i ja, chociaż książka jest dosyć droga. Abecadło pod lupą. Wielka wyprawa w świat liter stworzyła Eugenia Wasylczenko, a wydało Wydawnictwo Mamania. Książka zbudowana jest prosto. Po lewej stronie znajdują się rysunki z podpisem na daną literę. Proste, typu: ara, ucho, lemoniada i śmieszne jak: ameba skręcająca agrafkę lub norka w naparstku na nartach. Po prawej stronie jest duża, drukowana litera, na której ukryte są obrazki znajdujące się po lewej stronie i lupa dzięki której obrazki można odnaleźć.

abeczlupa

Drugą „zabawą” na ten czas jest książka z serii Świat dzikich maluchów Wydawnictwa Olesiejuk. U nas oczywiście jest to Panda Liu. Książka oprócz informacji i ciekawostek zawiera zadania z rysowaniem, naklejaniem, spostrzeganiem różnic. Nauka i zabawa w jednym.