Chłodniejsza odsłona jesieni

Nie przepadam za późną jesienią, nie lubię chłodu, a śnieg najchętniej widziałabym tylko na święta (mimo, że zdaje sobie sprawę jak ważna jest ochrona pokrywy śnieżnej dla ozimin). Wczoraj trochę mi się zmarzło, ubranej we flauszowy, ale jesienny płaszczyk. Po powrocie przejrzałam ofertę kurtek zimowych na internetowych stronach sklepów, co by potem w galerii za bardzo nie błądzić. Trochę wymagań mam więc nie jest łatwo zebrać je wszystkie w jednym modelu 😉 co by nie była za krótka, ze stójką i kapturem, taliowana lub z jakimś paskiem i w ładnym odcieniu zieleni lub klonowej czerwieni 😉 Mam jednak nadzieję, że znajdę coś co będzie mi odpowiadać. Co gorsze Juniorka też jeszcze nie ma kurtki zimowej ani kozaków. W chłodnych dniach jest jednak coś, co lubię. Uwielbiam nosić kolorowe rajstopy. Jako element zgrywający się kolorystycznie ze spódnicą lub bluzką lub jako ten jeden odróżniający się szczegół. Koloru w zimie nigdy nie za wiele 😉

rajtki

Badania kontrolne

Cztery lata temu przeszłam zabieg ginekologiczny. Od tamtego czasu regularne kontrole stały się bardzo ważne. Stały się też bardzo stresujące ze względu na świadomość możliwego nawrotu. Właśnie jestem po tegorocznej kontroli i wczoraj zadzwonili z przychodni, a akurat telefonu nie miałam przy sobie, a jak dzwonią to znaczy że coś nie tak. Oddzwoniłam (nawet kilka razy), ale nijak się nie mogłam dogadać z paniami z rejestracji. Najpierw położna miała oddzwonić do mnie. Potem się dowiedziałam, że już wyszła i że mam dzwonić dziś rano. Rano się dowiedziałam, że żadnych informacji przez telefon nie udzielają. A we mnie już się wszystko telepało, już nocy porządnie nie przespałam, jedyne co trochę trzymało w pionie to to, że na usg nic nie zostało zauważone. Uprosiłam Szefa o wolną godzinę i w te pędy do przychodni. Okazało się, że cytologia w normie, zauważono tylko jakąś infekcję i potrzebne leki na receptę. Gęba mi się od ucha do ucha roześmiała, uuffffff, ale emocje jeszcze do końca nie opadły. Profilaktyka i badania to bardzo ważna rzecz, ale jedynie ten wie jaki to stres, kto już raz usłyszał o złym wyniku. Długi weekend zadumy nad życiem i śmiercią już jednak w spokoju 🙂

dyniowy
sweter w kolorze dyniowym na dzisiejszy halloween 😉

W co się ubrać?

Mój perfekcjonizm poszedł w złą stronę. Jego największa kumulacja powinna znaleźć się w utrzymywaniu idealnego porządku, tymczasem kamufluje kompleksy w postrzeganiu siebie… I tak co wieczór zadaję sobie pytanie: w co się jutro ubrać, ponieważ strój musi być niemal idealnie dobrany. Dlatego też tak lubię weekendy, bo wtedy mogę pozwolić sobie na ustępstwa. Jutro jestem w komisji konkursowej więc musi być profesjonalnie, w sobotę urodziny kolegi Juniorki zazębiające się czasowo z 18-stymi urodzinami kuzyna. I tak wczoraj wyprasowałam bluzkę na dzisiaj, ale rano doszłam do wniosku, że będzie ona odpowiedniejsza na sobotę… w sobotę w porze obiadowej na sali zabaw będę pewnie odstawać strojem, który będzie pasował do bardziej eleganckiego spotkania rodzinnego (już widzę miny co niektórych, że odpicowała się jak stróż w Boże Ciało 😉 ale czasu na wracanie do domu by się przebrać nie będzie). Tak, nie łatwe jest życie kobiety 😉

W skorupie

<p style="text-align: …

Napisałam dość osobisty wpis. Przez dwa poprzednie dni czułam, że powinnam chociaż w ten sposób wylać z siebie te emocje. Przez dwa dni powtarzałam w myślach słowa, których przelanie tutaj miało ukoić pojawiający się smutek, może być wyzwoleniem z żałoby? I napisałam. I mimo wyłączenia opcji dodawania komentarzy nie potrafiłam wpisu opublikować. Bo to jest wyłącznie moje, mimo, że sobie z tym nie radzę. Miał powstać jeszcze jeden szczery wpis, dotyczący tego, co faktycznie mnie niszczy, tego co sprawia, że zamieniam się w zrzędliwą i zgorzkniałą babę, złą matkę i złą żonę. Ale po dzisiejszym, wątpię żebym potrafiła się tak obnażyć. Chociaż byłam pewna, że właśnie tego potrzebuję, wyrzucenia swojego bólu w przestrzeń bez masek i udawania. Widocznie ten ciężar jest już częścią mnie. A może to już moja niewypowiedziana wymówka: jestem taka, bo nie wiecie co czuję…? Jak by nie było to okropne to wszystko.

Syzyf

<p style="text-align: …

Co roku postanawiam sobie popracować nad sobą i nauczyć się mówić. Że przecież składam litery to mówię? Nie prawda, ja mówić nie umiem. Po raz kolejny zdałam sobie sprawę jak wiele krzywdy robi mi brak umiejętności mówienia o sobie, o swoich potrzebach, lękach, problemach. Jak mnie to wszystko zżera od środka, jak źle wpływa na relacje, szczególnie te najbliższe czyli najważniejsze. I staję się Adamem z jednej z powieści Sylwii Kubryńskiej. I mimo, że wiem, że chciałabym inaczej to jednak nie umiem, nie potrafię… boję się słów.

Nadwyżki i niedobory

<p style="text-align: …

Nie potrafię odreagowywać stresu. Tłumię wszystko w sobie i czekam aż minie. Tylko jak stresów jest za dużo to nie mijają tak łatwo i wtedy męczą mnie nerwobóle. Ostatnio było tak ponad trzy lata temu. Ograniczyć sytuacje stresowe. Tylko jak? Nawet wczoraj dwa razy nerwy podskoczyły wysoko. No nic, trzeba włączyć suplementację witamin z grupy B (bo przy nerwobólach zazwyczaj ich brak) i może coś jeszcze. A jak przyjdą ferie może wreszcie uda mi się porządniej wyluzować. Bardzo chciałabym już osiągnąć względną harmonię i spokój.

Biuro przesyłek niedoręczonych

<p style="text-align: …

Opis był zachęcający. Inne tytuły Nataszy Sochy też przyciągają ciekawymi opisami. Na fali przedświątecznych zakupów wybrałam tą. I choć przeczytałam długi wywód na temat obecnej szkoły (z którym jednak się nie zgodzę), dowiedziałam się co nie co o hodowli lotopałanki karłowatej, poznałam też teorię prawdopodobieństwa oraz przepis na grzaniec z wina i może faktycznie opowieść jest optymistyczna to jednak zdecydowanie nie w moim guście. Mam wrażenie, że to książka dla nastolatek. Fabuła przewidywalna do granic możliwości, losy postaci połączone w sposób tak prosty, że aż zniechęca to do przekręcenia strony. 

„Patrzył na swoje dziecko i poczuł jak zalewa go fala szczęścia i dociera w te zakamarki ciała, które jeszcze do niedawna dla nikogo nie były dostępne.”

„Bo dziecko to uwidoczniona miłość … Ładnie powiedziane. To nie ja. To niemiecki filozof Georg Philipp Friedrich von Hardenberg.”

„Ludzie przestają myśleć, gdy przestają czytać. Ładnie powiedziane. To nie ja. To Diderot, ale umówmy się, że w pełni się z nim zgadzam.”