Design a site like this with WordPress.com
Rozpocznij

Służba (nie)zdrowia

No i się Juniorka nie wykaraskała przy pomocy domowych i ogólnodostępnych środków aptecznych. Kaszel szybko zrobił się paskudny, a poranne niedzielne smarkanie nosa to już z krwią poszło. W poniedziałek punkt 7 telefon do rejestracji. A tam znowu tylko gorzej. Przerwy pomiędzy komunikatami są długą, głuchą ciszą (chyba po to, żeby człowiek pomyślał że połączenie się zerwało i się rozłączył). Gdy już trafiłam na linię oczekujących byłam piąta. Moja radość nie trwała jednak długo ponieważ gdy moje połączenie (5tej oczekującej osoby) zostało odebrane przez rejestratorkę usłyszałam, że wolnych miejsc do pediatry już nie ma. Ale jak to, przecież byłam piąta… przeleciało przez mózg wielkim pulsującym napisem. Drugi pojawił się: i co teraz? do pracy już nie zdążę, a dziecko przecież chore… Ale oczywiście mogę się zarejestrować na wizytę prywatną. Co też uczyniłam bo co było robić. Za te 130 PLN za wizytę dostaliśmy leków na bogato: 4 specyfiki na katar, 1 na kaszel, 1 syrop z czarnego bzu i syrop antyalergiczny (tylko dlatego, że mamy psa) wszystko to razem za 170 PLN. To już nie pierwszy raz taki problem z dostaniem się do lekarza na NFZ, a dostanie się drugi raz do tego sama lekarza w tej przychodni to już w ogóle graniczy z cudem (mam wrażenie, że przychodnia nastawia się na przyjmowanie pacjentów z pakietami firmowymi itp.) więc chyba przepiszemy się z wielkomiejskiej przychodni do tej wiejskiej bo chyba będzie łatwiej i lepiej.

Dobrze, że Mikołaj z Finlandii bo tam na pewno służba zdrowia sprawniejsza to i z dostarczeniem prezentów w tym najbardziej chorobotwórczym czasie docierają.

Także Juniorka się leczy. Jej wychowawczyni też. Myślę, że to wszystko efekt awarii pieca… Tyle dobrego, że przy lekcjach zastępczych mało jest zaległości do uzupełniania.

Reklama