Kamyczki pod kocem

Leżę i patrzę w niebo.

Przez sypialniane okno, bo pochmurzyło się i ochłodziło.

Zajadam kruche ciastka z marmoladą pośrodku. I myślę.

Myślę, o tym, że jeszcze tylko kilka dni i trochę słońca i zrobię idealne zdjęcie z rzepakiem aż po linię nieba. Kadr nie zakłócany przez linie energetyczne ani dachy domów na horyzoncie. Tak, jest takie miejsce za stodołą.

Myślę o tym moim patchworkowym krajobrazie, który nie jednemu szukającemu wytchnienia mieszczuchowi by się spodobał i mimo to, chciałabym by inny widok mógł być za moim oknem.

Myślę, że mam ochotę na jakiś rodzinny, maleńki wyjazd. Wspominam wrześniowy wypad do oliwskiego ZOO. Było miło i odprężająco. Potrzebuję czegoś takiego. Majówkowy czas nad pobliskim jeziorem wypadł średnio. Nasłuchaliśmy się młodzieżowych mocno niecenzuralnych dialogów do tego stopnia, że nawet Mąż stwierdził, że nastolatki teraz są bardzo agresywne. Niezbyt to optymistyczny wniosek w perspektywie dorastania Juniorki.

Myślę nad ostateczną wersją projektu. Baza już powstała. Zrobiłam własne zdjęcia skoro regulamin dopuszcza wykorzystanie grafiki z tylko jednego komercyjnego źródła (do którego nie mogę się nawet zalogować nie mając konta na PayPal ani karty kredytowej). Teraz tylko dopracować szczegóły. I… 😉

Nie myślę, o jutrzejszym powrocie do pracy.

Photo by Liza Summer on Pexels.com
Create your website with WordPress.com
Rozpocznij