Design a site like this with WordPress.com
Rozpocznij

Kolejna dziwna wiosna

Piszę ten post od dobrych kilku dni, może nawet od tygodnia. Ale myśli nieskładne. Dwa lata temu zaczęła się pandemia, która choć może trochę odsunięta na boczny tor to jednak trwa, na oddziale covidowym właśnie leży ciocia. Od przeszło dwóch tygodni trwa wojna (co prawda są tacy, którzy powiedzą, że to nie nasza wojna więc nie ma co się tym zajmować… ale jak tak nie potrafię). Świat wypadł z orbity normalności. A nam w tym chaosie od tak długiego czasu przychodzi żyć i funkcjonować. W pracy wymagająco i wyczerpująco. Ale to już nie nowość. Poza tym robię zakupy. Badam się. Wychodzę z psem. Piorę. Wstawiam zmywarkę. Sprzątam gdy zostaje czas bo ważniejsze było przeszukanie rzeczy na prośbę Szwagierki by oddać małej Ukraince. O wiosenne akcenty dba Juniorka co i rusz wrzucając do zakupowego wózka doniczkę z hiacyntem. Oglądania informacji nie ograniczam bo Ukraińcy nie mają wyboru odcięcia się od tego co się dzieje. Denerwuje mnie optymizm ministra edukacji wtłaczającego ukraińskie dzieci w nasz system bez zmiany chociażby systemu oceniania. Denerwuję się gdy koleżanka opowiada, że usłyszała, że pomaga ciapatym. Denerwuje się bo radyjkowy ojciec już sączy jad niezgody. Towarzyszy mi brak koncentracji opierający się nawet o roztargnienie. Ale co zrobić, jak myśli uciekają od mojego życia w kierunku wojny. Obserwuję w szkole świetnie mówiącego po angielsku, ale nic po polsku, Kolę. Widzę, że to trudne dla Niego, i że najchętniej wróciłby do domu. Z końcem maja ukończyłby ukraińską klasę 8. W Polsce na cztery miesiące przed końcem roku jest w klasie 7 i nie rozumie o czym mowa, a lekcje polskiego czy historii to w ogóle jest abstrakcja… I tak wciąż się głowię jak mu ułatwić pobyt tutaj, wciąż na gorącej linii z wychowawcą bo On taki jakby „mój”, to tym bardziej by się chciało by czuł się dobrze. Rozwiązań systemowych brak, oddolna pomoc organizowana między zwykłymi ludźmi niedługo się wyczerpie ponieważ ludzie oddali już co mogli, a uchodźcza fala nie ustępuje. Sama wiem, że po Juniorce zostały mi już tylko do oddania rzeczy, z których wyrosła w ciągu ostatnich miesięcy. Do naszego mieszkania może przyjechać jeszcze mama z dwójką małych dzieci (nie chciała zostawiać męża, ale wczoraj zbombardowane zostało miasto 60km od nich… Olga wróciła przekonywać synową, żeby uciekała z nią do Polski). Człowiek praktycznie nic nie robi, a Oni są nam i tak niesamowicie wdzięczni. To, że życie zawsze toczy się mimo wszystko to mogę odczuwać też pozytywne emocje. Jestem dumna z Juniorki, która trochę otworzyła się na inne dzieci. To takie moje światełko i ulga w jej adaptacyjnym tunelu. Jestem z niej dumna bo na prośbę cioci, że potrzeba zabawek dla małej dziewczynki z Ukrainy, przygotowała dwie duże torby pluszaków (chociaż nigdy nie miała chęci oddać czegokolwiek co jej). Najdalej jest mi do skupiania się na przyjemnościach. Ale w wydłużającej się perspektywie i je jednak trzeba wpleść w życie. Juniorka chciałaby do kina i w końcu trzeba by ją zabrać… W katalogu bon prix zauważyłam sukienkę, którą mogłabym założyć na czerwcowe wesele, może już ją kupię. Alkohol to u nas rzadkość, ale skusiliśmy się wczoraj na lampkę greckiego wina i ten smak miło połechtał kubki smakowe, co w przedziwny sposób pozwoliło i na fizyczne odprężenie. I stąd się właśnie biorą uzależnienia, których przez te dwa dziwne lata na pewno nie ubyło.

kiedyś były oporniki, ja mam bransoletki
Reklama