Tak jakby wolne

Długi weekend. Słowo weekend nasuwa na myśl inne słowo – wolne. Długie wolne. Chciałoby się… Tylko jak pomyślę ile powinnam przez te 4 dni zrobić, ile na ten przykład w domu nadgonić, to tego wolnego wcale nie widać. A przecież jeszcze chciałabym złapać porządną chwilę relaksu bo czuję się zmęczona. Połowa czwartku już minęła. Co zrobiłam? Śniadanie i kawę, poza tym siedzę na tarasie przyglądając się jak Juniorka jeździ na nowym rowerze (ciut nam się zaszalało bo kupiliśmy już taki na kołach 24 calowych, a może trzeba było na 20, ale jak już wystartuje to jedzie więc ogarnie system).

Czy zrobię dziś jeszcze coś sensownego? Nie wiem. Nie bardzo mam siłę, doleczając zapalenie pęcherza i po wczorajszej całodniowej migrenie czuję się totalnie wypompowana. I znowu odkładam obowiązki na później… Ostatnio we wszystkim mam tyły, nawet w odpisywaniu na komentarze. No cóż, dobrze, że cieplej się robi i wakacje na horyzoncie 🙂