Moje malowanie po numerach

Trafiłam na ten sposób artystycznego wyrażenia siebie przez przypadek. Reklama pokazuje piękne efekty końcowe i kusi. Kusi niesamowicie, że i mnie się tak uda. No to się skusiłam na dwa obrazy. Pierwszy to Słodka panda – 30x40cm, 20 kolorów, 3 stopień trudności (więc taki średni). Gdy wyjęłam obraz z opakowania to pomyślałam, że nie dam rady, że nie ogarnę tych setek maleńkich pól…

Ale zaczęłam, przecież to obrazek do pokoju córci czyli dodatkowa motywacja. Bardzo pomocna w pracy okazała się lupa z podświetleniem i zestaw dodatkowo zakupionych pędzli. Początki są żmudne, efektu nie widać prawie żadnego ponieważ jasne barwy są tymi nakładanymi w pierwszej kolejności. Ale z każdą nałożoną barwą rosła moja chęć malowania, pojawiają się konkretne kształty i zaczyna być widać, że to jednak wychodzi…

Tak po połowie nałożonych kolorów z malowaniem po numerach robi się trochę tak jak z ciekawością każdego następnego rozdziału ciekawej książki. Chce się malować kolejny numer i kolejny. Satysfakcja rośnie. A sama czynność malowania naprawdę pomaga się odstresować i wyluzować. Co prawda jest to pracochłonne i czasochłonne (wczoraj nawet nie odkurzyłam bo chciałam skończyć 😉 ) ale warto. Dziś panda zdobi już pokój Juniorki, a ja w pewien sposób się spełniłam 🙂

Dziś tylko dlatego, że trzeba było zająć się innymi obowiązkami to nie zaczęłam malować kolejnego obrazu. I chociaż po otworzeniu był ten sam efekt co z pandą – o matuńciu, ile jest tych pól… to jednak już nie mogę doczekać się malowania. Teraz czekają na mnie bzy, które zawisną w salonie, 40x50cm 29 kolorów i 4 stopień trudności. A w planach już zakup obrazu do sypialni, coś sensualnego, ale eterycznego… Bakcyl został połknięty 😉

Autor: cieniewiatru

córka, żona, matka (to chronologicznie), KOBIETA (to przede wszystkim), nadpobudliwa emocjonalnie introwertyczka (a to na marginesie)

23 myśli na temat “Moje malowanie po numerach”

    1. Dzięki
      Z cierpliwością mogłabyś się zdziwić. Ja też się zdziwiłam bo ogólnie jestem niecierpliwy nerwus ze słomianym zapałem. A jednak nie rzuciłam obrazu w kąt 😉

      1. Może wizja efektu końcowego tak motywuje, no i na pewno jest to relaksujące, myśli się o numerkach i kolorach. 🙂
        Ja mam słaby wzrok i nie lubię musieć skupiać się na malutkich detalach, a piszesz o lupie. 😉 Mnie by kusiło pouczyć się akwareli albo klasycznego rysunku, ale tak do szuflady, bo z efektem mogłoby być różnie. 😛

        1. no faktycznie, czasami to tylko linia czy mała kropka oznaczona kolorem i tu lupa się przydawała.
          Podejrzewam, że i po kursie efekt u mnie by był słaby 😉

    1. Dzięki. Dobrze, że wg planu nie kupiłam naklejki ściennej z pandą. Większy koszt, a potem jeszcze z połową tynku by odeszło przy zerwaniu 😂 A tam gdzie kupiłam obrazy to się nowy wzór pandy pojawił i się chyba skuszę 😉 będzie trzecia ściana z pandą 😉

    1. Pewnie, że spraw sobie taki prezent. Też fajnie wyglądają. Moja Mama patrząc na moje malowanie stwierdziła, że mam jej kupić kanwę do haftu krzyżykowego.

    1. Dzięki. Moja mama też sobie wybrała obraz do malowania 😉 najpierw mówiła o hafcie krzyżykowym, ale jak przeglądała ze mną wzory do malowania to się zdecydowała na letni bukiet 🙂
      To trzymamy kciuki za nasze mamuśki 🙂

  1. ej, bardzo ładnie Ci wyszło! muszę kiedyś spróbować! ja,ostatnio zaczęłam haftować, to chyba podobna metoda, powoli, mozolnie lecz bez pośpiechu do celu, i efekt cieszy, najczęściej 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s