Kalendarzowe wyboje

I w moim i w Męża domu kalendarz ścienny zawsze był wieszany, to i w naszym wspólnym domu w kuchni jest stałe miejsce dla kalendarza. Zawsze był kupowany, ale w zeszłym roku książę KRUS przysłał bardzo ładny kalendarz (że też król ZUS za te horrendalne składki nie może…), ale w tym roku kalendarz nie przyszedł. A ja wcześniej nic nie kupiłam. Jeszcze przed Świętami wpadł mi w oko kalendarz Podróże, niestety już niedostępny. W ogóle dostępne to w większości takie, które mnie nie interesują… Ale następny wybór padł na Zamki i pałace. Udało mi się znaleźć miejsce, gdzie nadal był w sprzedaży. Wrzuciłam do koszyka, a że był dostępny kalendarz Pana Kuleczki to Juniorka zażyczyła go sobie do swojego pokoju, oprócz tego wzięła puzzle z ferajną Pana Kuleczki ;). I okazało się, że do darmowej dostawy brakuje mi 2zł, zaczęłam przeglądać ofertę, ale nic za taką kwotę nie spodobało mi się… dorzuciłam więc powieść Chmielarza za 25 ;). I zamówienie poszło. Wczoraj odebrałam, ale w paczce mojego kalendarza nie było. Po wymianie maili okazało się, że niestety się wyprzedał… I w ten sposób kalendarza póki co nie mamy (chociaż dziecko nawet skłonne by było podzielić się swoim). Przeglądam dostępne oferty i… po tych wszystkich przebojach Zen będzie chyba najlepszym wyborem 😉