Nie do końca tak…

Chciałam zamknąć się w bańce i nie myśleć o świecie zewnętrznym, a może nawet o niczym. Co prawda w bańce się zamknęłam, ale nie w taki sposób w jaki chciałam. W sobotę rano Juniorka wstała pociągając nosem i pokasłując. I spokój diabli wzięli. Ile posiedzi w domu? Zobaczymy… Jak tak dalej ten rok szkolny będzie wyglądał to osiwieję do reszty. Do szyb zapłakanych deszczem, ciepłych już kaloryferów, kakao i książki z doskoku dołączyć musiały pudełka chusteczek i odmierzanie syropów. Weekend z relaksem trochę się minął. Eh… A na połowę listopada mamy zaplanowany bilans sześciolatka (przyznaję, że trochę przez pandemię temat olałam, a do szkoły musimy przynieść wynik do połowy grudnia). Kolejka w przychodni długa i zastanawiam się czy uda nam się być wtedy zdrowymi (wszyscy w domu), bo o przebywaniu na kwarantannie nawet nie chcę myśleć (a przecież może się zdarzyć)… bo inaczej nawet nie mamy co próbować iść by formalności stało się zadość. Nawet mnie pandemiczny stan rzeczy zaczyna doskwierać i tęsknię za normalnością.