Popołudnia były i nie były

Intensywny był ten tydzień. Prawie każdego dnia po pracy jeszcze coś do załatwienia. Poniedziałek, ubezpieczenia wszelakie. Wtorek, zebranie rady. Czwartek, zebranie rodziców. Przez co duże zakupy musiały zająć piątkowe popołudnie, które tak chcę by było wolne. Obowiązki przeważały i czasu na przyjemności zabrakło.

Juniorka trafiła do grupy, która okazała się bardziej ogarnięta (co bardzo mnie cieszy). Aklimatyzuje się, do szkoły chodzi bez marudzenia. To, co w śniadaniówce zjada i na obiady chodzi chętnie. Znalazła sobie koleżankę. A, że zawsze była minimalistką w tworzeniu relacji to i teraz nie chce słuchać, że może warto jeszcze z kimś spróbować się zakolegować 😉

Jeden powiat z naszego województwa trafił właśnie do żółtej strefy obostrzeń. A kilka szkół z naszego powiatu pracuje w systemie hybrydowym z powodu przebywania niektórych klas na kwarantannie.

Mężu chodzi poddenerwowany przez rzepak, który zasiany nowoczesną metodą zasklepił się w glebie i marnie wykiełkował. Było tak źle, że w końcu dla wzruszenia ziemi został drastycznie potraktowany na zasadzie wóz-albo przewóz.

Babcia z pobolewającym gardłem i kaszlem.

Dobrze, że chociaż pogoda dopisuje.

Autor: cieniewiatru

córka, żona, matka (to chronologicznie), KOBIETA (to przede wszystkim), nadpobudliwa emocjonalnie introwertyczka (a to na marginesie)

9 myśli na temat “Popołudnia były i nie były”

    1. Tak. Sobota, szczególnie popołudnie, to już na spokojnie, nawet trochę książki udało się na tarasie poczytać.
      Lubię przyglądać się lecącym kluczom, szczególnie na wiosnę 😉

  1. U nas też Mały wybiera sobie jednego, góra dwóch przyjaciół i trzyma się ich twardo 🙂 Fajnie, że Juniorka dobrze sobie radzi, a dla Mamy zdrowia życzę.. Trzymajcie się w tym zabieganiu!

    1. z jednej strony fajnie, że tak nie zmieniają przyjaciół co chwila. Tylko w piątek Juniorki koleżanki nie było to wtedy Juniorka już z nikim się nie bawi tylko siada i rysuje
      Dziękuje 🙂

  2. Mój Maks uwielbia towarzystwo ale jest wierny jednemu koledze z którym się przyjaźni od przedszkola. I widzę, że to będzie chyba taka przyjaźń na lata. Poznał też nowego kumpla z rodziny polsko- włoskiej i teraz bardzo chce nauczyć się włoskiego.
    No i jest nowa miłość – Iza.
    Widzę zdecydowaną różnicę przedszkole a szkoła. Do przedszkola Maks w ogóle nie lubił chodzić, płakał rano a teraz sam przypomina, żeby obudzić go do szkoły.
    Wasza córcia swietnie sobie radzi skoro będąc tak ostrożną w relacjach jakieś nowe znajomości jednak zawarła.Dzieci radza sobie lepiej niż my. Mnie ogólnie ta szkoła przeraża, tyle się nasłucham.

    1. Juniorka też przed wyjazdem do przedszkola potrafiła mówić, że nie chce. Ale tam Pani miała swoich ulubieńców… może to było powodem, że czuła się niedoceniana i niezauważana…
      To może zamiast lekcji angielskiego to włoski? 😉

Odpowiedz na ms.blond Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s