Nie czekam na spadające gwiazdy

5 lat temu nasłuchując z balkonu snu niemowlaka siedziałam wśród komarów i wypatrywałam perseidów. Wciąż słuchając piosenki „Dach„. Wtedy jak powietrza potrzebowałam i tej piosenki i spadającej gwiazdy. Potrzebowałam wiary, nadziei i siły. Potrzebowałam znaku, że będzie dobrze. Niewiele wypatrzyłam, oprócz satelitów… Dziś już o północy nie wchodzę na dach żeby patrzeć w oczy gwiazd. Swojego spokoju ducha upatruję już w zupełnie czym innym.