Taki sobie wtorek

Pada. Nie ulewnie, ale równomiernie i przeciągle już drugi dzień. Drugi dzień nie wychodzimy. 20 hektarów pszenicy tkwi nietknięte i wcale się już z tego deszczu nie cieszy. Umyłam łazienki, umyłam podłogi w całym domu. I uciekam do swojego świata. Przypomniały mi się wakacje sprzed wielu lat, a sama miałam wtedy naście. Wsiadałam do autobusu u siebie, a wysiadałam na Grudziądzkiej, potem szłam Podgórną do Legionów. Mały blok z balkonem na I piętrze. Z tego mieszkania blisko było do starówki i centrum miasta. Wtedy to tam toczyło się całe życie, galerii handlowych jeszcze nie było. Nic szczególnego tamtego lata się nie wydarzyło, ale został mi po nim jakiś szczególny sentyment, także do wody toaletowej Chanson d’Eau i teledysku (do tego luzu i radości z życia), który często był emitowany w telewizji, gdy miałam wychodzić na autobus